18

Dlaczego nie zawsze warto aktualizować iPhona

Po kilku turbulencjach iOS 13 stał się platformą godną polecenia ze względu na nowości, stabilność i wydajność. A mimo to, na moim iPhonie 7 wciąż gości jego poprzednik iOS 12 i na razie wcale nie mam zamiaru instalować aktualizacji.

Pogoń za najnowszymi wersjami systemów operacyjnych to nie tylko cecha osób zainteresowanych technologiami. Bez wątpienia to właśnie one są najbardziej skłonne sprawdzać wszelkie nowinki, nawet w ramach testów beta nowej wersji platformy, ale świadomość potrzeby posiadania najnowszej wersji oprogramowania rośnie wśród ogólnie pojętych zwykłych użytkowników. To się, oczywiście, chwali, bo dzięki temu mało kto korzysta dziś już z Windowsa XP, a i Windows 7 traci na popularności w szybszym tempie.

Automatyczne aktualizacje nie są wcale takie złe

W przypadku platform mobilnych aktualizacje instalowane są często bez wiedzy użytkownika (na przykład w nocy, w trakcie ładowania akumulatora) lub za jego zgodą, bo komunikat zawiera odpowiednia ostrzeżenia i porady. Nie zawsze jednak najnowsza wersja systemu czy poprawek bezpieczeństwa jest dostępna, co zazwyczaj dotyczy starszych urządzeń z Androidem. W przypadku iOS-a okres wsparcia poprzednich modeli jest dłuższy, ale to wcale nie oznacza, że nowe wersje systemu to same korzyści.

Świadomie rezygnuję z (naj)nowszego iOS-a

Wszyscy na pewno słyszeliśmy o problemach z wydajnością takich modeli jak iPhone 5 czy 6, gdy Apple wprowadzało nowsze wersje iOS-a (okolice wersji 9, 10, 11). Ja w pamięci mam też okres, w którym nastąpiła drastyczna zmiana w wyglądzie systemu (którą przyniósł iOS 7), kiedy Apple w większym stopniu skupił się na aspektach wizualnych, obniżając wydajność systemu na kilku urządzeniach. Oczywiście seria poprawek, a także kolejny iOS 8 były miłą odmianą, ale rok użytkowania iPhona 5 wcale nie był usłany różami. Poza tym, piątka już nigdy nie odzyskała takiej werwy, jaką raczyła mnie wcześniej, głównie na iOS 6. Najlepszym przykładem, z jakiego mogę skorzystać opierając się na własnym doświadczeniu, jest jednak starutki iPod touch 5. generacji, który sprzedawany był właśnie z iOS 6, a niedługo później dostał uaktualnienie do iOS 7. Wtedy odtwarzacz stał się prawie nieużywalny, szczególnie gdy zechciałbym korzystać z takich usług jak Spotify czy Tidal, których aplikacje potrafiły uruchamiać się kilkanaście sekund, a kolejne kilkanaście wczytywać treści do wyświetlenia.

Taki los prędko nie spotka iPhona 7, ale nauczony dotychczasowymi wydarzeniami postanowiłem nie instalować na nim iOS 13. Przeżyję bez nowości typu ciemny motyw czy nowej aplikacji Przypomnienia, a uniknę tego, czym straszą mnie inni użytkownicy tego telefonu – ich zdaniem smartfon zauważalnie zwolnił i niektóre programy potrafią solidnie zirytować brakiem odpowiedniego poziomu wydajności. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że z pewnego punktu widzenia jest to nierozsądne, ale w przypadku krytycznych problemów Apple z pewnością załata iOS 12 (ostatnia wersja 12.3.4 właśnie za to odpowiadała), a ja nie uczynię z iPhona 7 drugiego iPhona 6, który na iOS 12 (względem poprzedników) również zatracił nieco ze swojej szybkości.

Jeśli decyduje się na to, to tylko na własną odpowiedzialność

Nikomu nie doradzam stosowania takich praktyk i pamiętajcie, że jeśli rezygnujecie z najnowszej wersji systemu, to tylko na własną odpowiedzialność. Nie mniej, nie uważam, by na takich modelach jak iPhone 7 lista nowości w iOS 13 była na tyle atrakcyjna, bym mógł je wybrać kosztem wydajności telefonu. A jest to telefon z 2016 roku i dziś radzi sobie sporo lepiej, niż kilka (jeśli nie więcej) nowszych modeli w podobnym przedziale cenowym z platformą mobilną Google na pokładzie, więc wciąż pozostaje dobrym wyborem dla pewnej grupy użytkowników.