12

Dlaczego jadę na Intel Extreme Masters?

Jedna z największych imprez esportowych na świecie po raz kolejny odbędzie się w Polsce, w Katowicach. IEM to wspaniałe wydarzenie dla fanów elektronicznych rozgrywek. Czy w takim razie trzeba mieć jakiś konkretny powód, aby wybrać się na takie widowisko? Upraszczając. Nie, nie trzeba.

Życie jednak pokazuje, że zawsze znajdzie się coś, co nakłoni nas do podjęcia decyzji. Czasami wystarczy sama ciekawość, która pcha człowieka do przodu, aby sprawdził to, co do tej pory widział jedynie na ekranie monitora. Można też spróbować zrozumieć, czemu esport cieszy się coraz większym zainteresowaniem, a imprezy jemu poświęcone gromadzą dziesiątki tysięcy ludzi. Ja natomiast mam kilka powodów, aby wybrać się na IEM. Jednym z najważniejszych jest ta magia tłumu, kiedy wspólnie krzyczy się nazwę ulubionej drużyny lub zawodnika. Tego nie odda żaden stream, relacja ani filmik. To trzeba poczuć samemu.

Atmosfera, klimat, magia. Można to nazywać wedle własnego uznania, ale nikt nie może zaprzeczyć, że coś wisi w powietrzu, kiedy rozpoczyna się widowisko. Nie mówię tutaj jedynie o esporcie, ale o każdym wydarzeniu, gdzie na trybunach, widowni, czy przed sceną gromadzą się fani. Moment, w którym człowiek zdaje sobie sprawę, że wszędzie dookoła są ludzie, którzy podzielają tę samą pasję, jest naprawdę niesamowity. Tłum skacze, klaszcze, krzyczy, wykonuje falę i przekazuje swoją całą energię prosto w stronę tych, których przyszli oglądać, wspierać i dopingować. Można obejrzeć setki imprez z różnych dziedzin kulturowych, ale nic nie jest w stanie oddać tego, co daje występ na żywo. Przez większość roku mogę jedynie włączyć przeglądarkę, przeczytać informacje, sprawdzić wyniki, napisać komentarz i posiedzieć z innymi na serwisie Twitch.

Jest jednak kilka dni, kiedy człowiek odchodzi od komputera, pakuje się i wsiada w pociąg, tylko po to, aby zobaczyć, jak grają inni. Masa ludzi nadal tego nie pojmuje, ale w tym momencie oni się nie liczą. Ja wiem, o co chodzi i zamierzam z całych sił wspierać tych, którzy poświecili większość swojego życia, aby stać się mistrzami. Wiem, że oni wręcz potrzebują dopingu takich osób jak ja. To on daje im siłę, szczególnie w tych momentach, kiedy wygrana wydaje się praktycznie niemożliwa. Podobnie jak w sporcie, tak i tutaj, wsparcie jest szalenie istotne, a ja chce spełnić swój obowiązek jak fan i zrobić wszystko, aby ulubieńcy mieli go jak najwięcej. Jeżeli mogą to robić podczas meczów w piłkę nożną, to nie widzę przeszkód, aby zachować się tak samo, gdy będzie rozgrywany pojedynek z udziałem polaków w Katowicach. Dla mnie podziałów nie ma, chce wspierać wszystkich, bo oni poświęcają całe życie, żeby coś osiągnąć, a bez fanów jest strasznie trudno, czasami nawet wręcz niemożliwe do zrealizowania.

Jak wspomniałem wcześniej, magia tłumu – tak to przynajmniej nazywam, wystarczyłaby, aby wybrać się na IEM, ale są jeszcze inne, bardzo istotne powody. Jednym z nich są Cosplayerzy. Jestem wielkim fanem tego zjawiska i każdego dnia oglądam – głównie w sieci – ten ogromny wkład w stroje postaci z gier, komiksów, powieści czy filmów. Jedni żartobliwie nazywają to zwykłymi przebierankami, ale to straszne uwłaczające określenie. Osoby, które przez wiele miesięcy poświęcają swój wolny czas – mało kto w Polsce może się z tego utrzymać – powinny być doceniane, bo to dzięki nim takie imprezy jak: Intel Extreme Masters, Poznań Game Arena, Warsaw Games Week, Pyrkon i tak dalej, są jeszcze bardziej atrakcyjne dla uczestników. Nie wyobrażam sobie, aby będąc na IEM mogło zabraknąć nie tylko tych popularniejszych przedstawicieli Cosplayu, ale i tych mniejszych, początkujących, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę.

Później człowiek ma możliwość obserwować, jak dana osoba nabiera wprawy, wykonuje coraz lepsze stroje, by w ostateczności zabłysnąć wśród tych najlepszych. Wspaniała sprawa. Najważniejsze jednak jest to, że imprezy związane z grami dają idealną okazję, aby te wszystkie postaci z wirtualnego świata zobaczyć na żywo. Setki galerii i filmików w internecie tego nie oddadzą. Ludzie mogą sobie pisać w internecie, że poziom nie jest tak wysoki, jak w USA, bo to nie prawda. Widziałem już takie projekty, które sprawił, że szczęka sama opadała na ziemię, kiedy je zobaczyłem na własne oczy. Często jest tak, że do sieci wrzuca się mocno „poprawione” zdjęcia, jedne celowo, aby pasowało tematycznie do stroju, ale też te, które uatrakcyjniają, bo sam strój wcale taki wspaniały nie jest. Możecie wierzyć, że na imprezach typu IEM cosplaye są naprawdę przepiękne, pełne detali i pasji. Doceńcie pracę, jaką wkłada się w każdy strój, kiedy tylko będziecie mogli.

Na koniec zostawiłem najbardziej indywidualny powód, który skłonił mnie, aby wybrać się na Intel Extreme Masters. Mowa tutaj o moich przyjaciołach. Wielu z nich mieszka w innych miastach daleko położonych ode mnie. Praca i uczelnia są mocno absorbujące, więc jeżeli można zobaczyć wiele znanych twarzy w jednym miejscu, to nie ma innej opcji, aby udać się tam, gdzie oni. Doskonale rozumiem, że może się to wydawać trochę głupie, bo w końcu trzeba pół kraju przejechać, ale dla mnie warto. Dodatkowo oni także podzielają esportową pasję, więc wspólnie będziemy rozmawiać o wszystkim, co się dzieje na IEM, krzyczeć, kibicować i dobrze się bawić. Co to za impreza, gdzie nikogo się nie zna. Istnieje szansa, że pozna się kogoś nowego, ale to i tak nie będzie to samo. Każdy ze znajomych dokłada do widowiska coś innego. Jeden będzie rozbawiał, drugi zagadywał, a trzeci biegał po całym obiekcie, aby wszystko zobaczyć. Każdy jest uroczy na swój sposób i sprawia, że spędzony czas jest jeszcze pozytywniejszy. Czasami dają w kość, ale bez nich nie ma życia. Dlatego też, wspomniany event będę spędzał z niesamowitą paczką. Takich kompanów życzę wszystkim, bo nic nie daje takiej radości, jak wspólne emocje podczas finałów. Nic.