109

Dlaczego 5 złotych za ebooka to kpina i dlaczego self-publishing nie zniszczy wydawnictw [felieton]

Ostatnimi czasy zadałem kilku osobom pytanie “ile jesteście gotowi zapłacić za ebooka”. Pytanie proste i nie ukrywam, że miałem nadzieję odnośnie konkretniejszych propozycji cen – od 14 do 19 złotych. Jedna z osób jednak udzieliła odpowiedzi, która wręcz mnie, jako twórcę, uraziła – 5 złotych. Kpina, nic dodać, nic ująć. Zacząłem zastanawiać się nad tą […]

Ostatnimi czasy zadałem kilku osobom pytanie “ile jesteście gotowi zapłacić za ebooka”. Pytanie proste i nie ukrywam, że miałem nadzieję odnośnie konkretniejszych propozycji cen – od 14 do 19 złotych. Jedna z osób jednak udzieliła odpowiedzi, która wręcz mnie, jako twórcę, uraziła – 5 złotych. Kpina, nic dodać, nic ująć. Zacząłem zastanawiać się nad tą odpowiedzią, a mój tok myślenia zabrał mnie od książek drukowanych aż po trendy-temat – self-publishing. I warto się tym zainteresować, jako iż ebooki to przecież część naszej Internetowej rewolucji.

Osoba, która udzieliła rażącej, “pięciozłotowej” odpowiedzi dodała jeszcze, że za pięć złotych to może wykupić konto na Chomiku i mieć dostęp do tysięcy ebooków. Pomijając kwestię przestępczą (oj zmienia mi się podejście do rzeczy na stare lata), powiedzmy sobie jasno – jak wszyscy zaczną mieć takie podejście, to za kilkanaście lat nic już nie będzie się tworzyć, no chyba, że powstanie Federacja i ideały Gwiezdnej Floty przejdą z ekranu telewizora do świata namacalnego. Ale na to się nie zanosi.

Jak wydać książkę

By wydać książkę, trzeba ją najpierw napisać. By ją napisać, trzeba dokładnie znać temat i zrobić odpowiednie badania – no chyba, że mówimy o beletrystyce. Ale tutaj też trzeba się namęczyć, by nie wydać takiego Zmierzchu. Po kilku miesiącach pracy, jeśli się szybko pracuje, szkic jest gotowy. I jako taki, rusza do wydawnictwa. W wydawnictwie dzieją się różne rzeczy – po pierwsze, książka musi być zrecenzowana, czy w ogóle nadaje się do publikacji. Jeśli tak, to odpowiedni specjalista zabiera się do kolejnego czytania, którego celem jest wyłapanie wszystkich błędów – nie gramatycznych, ale merytorycznych. Bez względu na to, czy książka to powieść z akcją osadzoną w Afryce, czy pamiętnik globtrotera, redaktor dokładnie sprawdza, czy pantery w tej Afryce żyją. A jak nie żyją, to trzeba to poprawić.

Potem, tekst, jeśli nie trafi na poprawki do autora, trafia do korekty. I korekta spędza zazwyczaj kilka tygodni robiąc poprawę błędów ortograficznych i gramatycznych (to ta słynna rzecz, która według jednego z komentujących zajmuje jeden dzień – tenże komentujący jednakże zapomniał, iż artykuliki w gazetkach poprawia się szybciej, niż książkę). Technicznie rzecz biorąc korekta sama z siebie niewiele poprawia, raczej zaznacza, ale szczegóły nie są istotne.

Gdy błędy zostaną poprawione, książka trafia do drugiej korekty – i znowu poprawia się to, co zostało przeoczone za pierwszym razem. Potem robi się skład, który potrafi trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy (do OpenOffice każdy głupi wrzuci, ale poprawa każdego piksela na kilkuset stronach to coś zupełnie innego). Skład to też zakup licencji na czcionkę, jeśli trzeba i zaprojektowanie okładki, a czasem też zlecenie wykonania ilustracji. Ceny niskie nie są.

W końcu, gdy wszystko jest gotowe, książka trafia do druku – po kilku miesiącach pracy, minimum. Wtedy dopiero mamy pewność, że wydana publikacja ma w miarę wysoką jakość. Koszt druku wcale nie jest wysoki w porównaniu z pozostałymi kosztami.

Czym jest ebook?

Ebook zaś to książka, która nie została wydrukowana. Jest to prosta definicja. Jeśli więc książka kosztuje 29 złotych (minimum), to dlaczego ebooki miałyby kosztować 5 złotych, jeśli koszt druku jednej sztuki to w średnio 10 złotych? Dla wydawnictwa taka cena jest po prostu nieopłacalna – nie zarobi na tym nikt. Nie ma więc co się oczekiwać, że ebooki będą kosztować 5 złotych. Cena, której można oczekiwać, to przedział między 14 a 19 złotymi – o takich cenach można mówić w przypadku ebooków wydanych przez profesjonalne wydawnictwo.

Za 5 pięć złotych można co najwyżej kupić 30 stron tekstu bez korekty, sklepanego w Wordzie i wrzuconego do sieci bez jakiegokolwiek sprawdzenia zawartości. To jest tak, jak z kupowaniem podróbki markowego towaru – niby to samo, a jednak jakość znacznie niższa. O ile w ogóle jakaś jakość w takim podrobionym, tanim towarze istnieje. W myśl zasady “dostajesz to, za co zapłaciłeś” – ebook droższy to większe prawdopodobieństwo, że dostaniemy towar wysokiej jakości, a nie taniochę napisaną przez gimnazjalistę.

Ebook ebookowi nie równy

Dlaczego można w ogóle myśleć, że ebook powinien kosztować poniżej 10 złotych? Z punktu widzenia profesjonalnego wykonania, nie ma ku temu myśleniu racjonalnych podstaw. Dla wydawnictwa, całego zespołu pracującego przez kilka miesięcy, jest to nieopłacalne.

Doszedłem do wniosku, że ludzie, zwłaszcza w Polsce, nie rozumieją jeszcze, że ebook to, jak już wspomniałem, normalna książka, która po prostu nie została wydrukowana. Można liczyć jedynie na niższą cenę z powodu pominięcia druku. Redakcja, korekta, skład, grafika i tego typu rzeczy wciąż składają się jednak na cenę ebooka. Nie wspominając o marży, którą pobiera dystrybutor.

Ktoś powie, że format EPUB, czy inne formaty e-książki, wcale nie wymagają poważnego DTP. I zgodziłbym się, gdybym sam konwersją do EPUBów się nie zajmował. Narzędzia “kliknij i zapomnij” idealne nie są i jeśli czytelnik nie chce dostać brzydko wyglądającego sklepka literek, to musi liczyć się z tym, że konwersja do profesjonalnie wykonanego EPUBa to kwestia większej ilości czasu. A grafikę czy ilustracje dalej trzeba zrobić. I wcale nie jest to tańsze tylko dlatego, że nie będzie drukowane.

Ludzie wciąż wynoszą pewne wzorce myślenia z dawnych czasów, kiedy ebookiem była zeskanowana książka, albo 100 stron udostępnionych w sieci przez autora w formacie DOC. Albo kiedy to amatorzy pisali książeczki o niczym i sprzedawali je za 30 złotych. Na pocieszenie powiem, że w USA ludzie potrafią napisać 30 stron o niczym i sprzedawać to za 40 dolarów. Choć wciąż możemy natknąć się na tego typu publikacje, których nie można nazwać książką, o tyle czasy jednak się zmieniają i pora zacząć edukować większą część społeczeństwa, dlaczego profesjonalnego ebooka za 5 złotych się nie kupi.

Self-Publishing, a wydawnictwo

Dochodzimy jednak do istotnego punktu, mianowicie do rozróżnienia między ebookiem wydanym w ramach self-publishingu, a ebookiem wydanym przez wydawnictwo. Przypomnę zasadę, “dostajesz to, za co zapłaciłeś” – nie ma więc co porównywać kosztów ebooka wydanego w sposób profesjonalny, a ebooka wydanego przez samego autora i to w prosty sposób: napisać, zgrać do PDFa i opublikować.

Publikacji wydanych w ramach coraz popularniejszego self-publishingu za sumę 5 złotych faktycznie można się spodziewać. Od umiejętności autora będzie już zależeć, czy taki tani ebook będzie prezentował sobą jakiś konkretny poziom – bo może. I z całego serca wspieram self-publishing, ponieważ pozwala on wielu osobom na publikację dzieł wszelakich. Ale gdy ktoś mnie zapyta, czy self-publishing zniszczy wydawnictwa, to odpowiem – absolutnie nie.

Wydawnictwa gwarantują pewną określoną jakość – choćby pod względem wykonania technicznego. Stanowią pewien filtr, dzięki któremu co słabsze pozycje jeśli chodzi o zawartość merytoryczną, po prostu nie przejdą. W końcu, wydawnictwo ułatwia autorowi życie – zamiast samemu wszystko robić, autor idzie do wydawnictwa, a to już ebooka wyda i zajmie się jego dystrybucją, autor będzie tylko pisał i dostawał pieniądze. Innymi słowy, nic się nie zmieniło. No, może oprócz medium i faktu, że e-książki nie są drukowane. A poza tym są tymi samym, co codziennie widzimy na półkach w księgarniach.

Spokojnie można powiedzieć, że profesjonalnie wydany ebook za 5 złotych to fikcja literacka. Self-publishing będzie się rozwijał i chwała mu za to, ale nie wyelminuje z rynku prawdziwych wydawnictw. Prędzej będziemy obserwować unowocześnianie się tychże wydawnictw i ich wkraczanie na nowy rynek publikacji elektronicznych. Ale ebook za 5 złotych? Szaleństwo, szaleństwo…

Pozostaje mi poradzić wydawnictwom edukację swoich czytelników w kwestiach tego, co składa się na wydanie książki, by czytelnicy Ci wiedzieli, że postęp technologiczny i nowe medium elektroniczne wcale nie doprowadzi do obniżki cen książek o ¾.