1

Dinozaur polskiej prasy i kryzys. Ten Wielki

Prawie pół wieku minęło już od dnia premiery pierwszego odcinka Wojny domowej. Ponad czterdzieści lat temu świat poznał Kojaka. Oba seriale są bardzo dobrze znane polskim widzom (młodszemu pokoleniu pewnie mniej, ale zawsze można to nadrobić). Podejrzewam, że tak dobrze, jak pewien dziennik, który również obchodzi dzisiaj urodziny. Co wydarzyło się 24 października? Dojrzały Super […]

Prawie pół wieku minęło już od dnia premiery pierwszego odcinka Wojny domowej. Ponad czterdzieści lat temu świat poznał Kojaka. Oba seriale są bardzo dobrze znane polskim widzom (młodszemu pokoleniu pewnie mniej, ale zawsze można to nadrobić). Podejrzewam, że tak dobrze, jak pewien dziennik, który również obchodzi dzisiaj urodziny. Co wydarzyło się 24 października?

Dojrzały Super Express

Kilka dni temu przywoływałem w kalendarium dziennik Fakt. Tak się złożyło, że w podobnym terminie urodziny obchodzi konkurencja: Super Express. Prawdziwy dinozaur na naszym rynku prasy – gazeta powstała w roku 1991. Sporą część redakcji dziennika stanowili na początku jego istnienia (nie wiem, jak teraz to wygląda) ludzie, którzy odeszli z Expressu Wieczornego. Wokół tego ostatniego po transformacji z przełomu lat 80. i 90. XX wieku rozpoczęły się zawirowania polityczne, więc lepiej było opuścić okręt, który ostatecznie zatonął.

Super Express może się pochwalić całkiem niezłą sprzedażą, ale obecnie schodzi to chyba na dalszy plan – kluczowa jest pewnie działalność w Sieci. Dziennik stosunkowo szybko zaistniał w Internecie (prawie dwie dekady temu) i może się dzisiaj pochwalić silną pozycją w tym segmencie rynku. Trudno się temu dziwić – rano zajrzałem na stronę przy okazji pisania niniejszego tekstu i do tej pory nie mogę się pozbierać (próbka w grafice tytułowej). Takie rzeczy tam mają…

Kryzys? Kiedyś to były kryzysy

Znam osoby, które od dawna alergicznie reagują na hasło „kryzys” wypowiadane w kontekście obecnej sytuacji na świecie. Z niektórymi argumentami się zgadzam, z niektórymi nie, irytuje mnie np. to, że niektórzy próbują wszystkie problemy świata/kraju/miasta/rodziny tłumaczyć kryzysem. To tak nie działa. Zresztą, obecne spowolnienie gospodarcze trudno nazywać poważnym kryzysem, gdy przywoła się sytuację, z jaką świat zmagał się pod koniec lat 20. XX wieku i w latach 30 tegoż stulecia. To były naprawdę ciężkie czasy, które dały w kość milionom ludzi i w znacznym stopniu przyczyniły się do wybuchu drugiej wojny światowej.

Dlaczego dzisiaj o tym wspominam? Ponieważ to 24 października 1929 roku przeszedł o historii jako „czarny czwartek”, dzień, w którym wszystko zaczęło się sypać. Źródeł wydarzeń należy się oczywiście doszukiwać znacznie głębiej/wcześniej, ale umownie wskazuje się właśnie na ów czwartek jako na dzień, w którym układany wcześniej domek z kart zaczął się walić. Bańka spekulacyjna pękła, najpierw zadrżało w posadach Wall Street, wkrótce fala bankructw i nieszczęść rozlała się na USA, a następnie na inne kraje. Nie ominęło to młodego organizmu II RP.

Tycho Brahe – jeden z pionierów astronomii

Brahe urodził się w pierwszej połowie XVI wieku w Danii. Astronomią zainteresował się jako nastolatek i temu zajęciu poświęcił swoje życie. Służył na dworach europejskich władców i prowadził badania, które szybko stały się głośne w Europie. Chociaż nie zgadzał się do końca z teorią heliocentryczną Kopernika, to wykonał wiele pomiarów i dokonał odkryć (wszystko dokładnie notował), które w kolejnych latach wykorzystywali inni uczeni. Przykładem asystent Brahe – Johannes Kepler. Duński uczony konstruował instrumenty astronomiczne, stał nawet za budową okazałego obserwatorium, w którym pracował. Ludziom ze swojej epoki kojarzył się pewnie nie tylko ze sporą wiedzą i licznymi dokonaniami, ale też ze sztucznym nosem – w młodości stracił właściwy w pojedynku. Astronom zmarł 24 października 1601 roku w Pradze.