19

Deep Silver: sposób na piractwo? Nie walczyć, robić swoje

Deep Silver to jeden z ważniejszych wydawców w Europie, chociaż do ścisłej czołówki raczej się nie zalicza. Niemiecka firma ma specyficzne podejście do pewnych kwestii – zwłaszcza do rynku komputerów osobistych i piractwa. Klemens Kundratitz, dyrektor wykonawczy Deep Silver, rozmowie z Penny Arcade, zdradził jak wydawca zapatruje się na dwie, odwiecznie kontrowersyjne kwestie: rynek PC […]

Deep Silver to jeden z ważniejszych wydawców w Europie, chociaż do ścisłej czołówki raczej się nie zalicza. Niemiecka firma ma specyficzne podejście do pewnych kwestii – zwłaszcza do rynku komputerów osobistych i piractwa.

Klemens Kundratitz, dyrektor wykonawczy Deep Silver, rozmowie z Penny Arcade, zdradził jak wydawca zapatruje się na dwie, odwiecznie kontrowersyjne kwestie: rynek PC i piractwo. Gwoli wyjaśnienia: gry wydawane przez tę firmę mają to do siebie, że zawsze ich premiera następuje jednocześnie na konsolach, jak i komputerach osobistych, podczas gdy zazwyczaj miłośnikom blaszaków przychodzi czekać od kilku tygodni, do kilku miesięcy.

Od zawsze wydajemy na PC i PC jest bliskie naszym sercom od samego początku. Kiedy wydawaliśmy pierwsze Metro, była to marka typowo pecetowa, pomimo tego, że pojawiła się zarówno na Xboksie 360, jak i PC. Nie pojawia się więc pytanie „czy trudno jest wydać grę na komputery osobiste?”, skoro PC od początku są na pierwszym miejscu.

CEO Deep Silver pochwalił także sobie modderów, których w świecie blaszaków nie brakuje. Zarówno marka Saint’s Row, jak i Metro dużo dzięki nim zyskują.

Jeżeli natomiast chodzi o piractwo, to Kundratitz ma prostą strategię na walkę z piractwem. Nie walczyć z nim. W ogóle. Wielu wydawców nie wydaje gier na PC nie z tego powodu, że jest to trudne, ale ponieważ boją się piractwa, więc wolą skupić się na konsolach. Korporacje takie jak Ubisoft czy Electronic Arts stworzyły swoje zewnętrzne platformy dystrybucji cyfrowej, będące jednocześnie systemami DRM. Czy Deep Silver myśli o takim rozwiązaniu?

W żadnym wypadku. Uplay czy Origin to nie jest sposób, w jaki chcemy podchodzić do sprawy – zdecydowanie. Myślę, ze musimy po prostu upewnić się, że gry przez nas wydawane są warte pieniędzy, które trzeba na nie wydać. Piractwo to kwestia, z którą zmaga się każdy wydawca. My po prostu to ignorujemy, to jest częścią branży od dekad. Trzeba po prostu z tym żyć, prawda?

Twardych liczb zabrakło, ale pojawiło się parę dowodów na to, że rynek pecetowy ma się dobrze i warto w niego inwestować. Saint’s Row IV na PC sprzedało się trzykrotnie lepiej niż poprzednia odsłona serii.

Ciężko nie zgodzić się z Kundratitzem. Tym bardziej, że jak wykazały doświadczenia i przykłady z kolejnych lat, w większości przypadków walka z piractwem obraca się przeciwko wydawcy. Jeżeli gra w samych swoich założeniach, nie utrudnia piractwa, to lepiej jest zostawić tę kwestię samą sobie. Nawet w przypadku takich tytułów jak gry MMORPG ciężko jest z piractwem walczyć – nie wiem czy ten proceder wciąż istnieje, ale swego czasu aż roiło się od „nieoficjalnych” serwerów World of WarCraft. Inną sprawą jest, że doświadczenia płynące z takiej zabawy były mocno ograniczone.