14

Darmowa powieść fantasy zmieni coś na polskim rynku e-booków? [opinia]

Mówi się, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Coś chyba jednak zaczyna się powoli zmieniać na polskim rynku e-booków. Już nie tylko wydawcy gazet, ale również internetowe księgarnie zaczynają poważnie traktować rodzimego klienta. Czy jedna z pierwszych udostępnionych bezpłatnie powieści fantasy ma szanse zmienić dotychczasowy trend? Niby nic wyjątkowego, bo przecież wirtualne księgarnie oferują już od dawna […]

Mówi się, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Coś chyba jednak zaczyna się powoli zmieniać na polskim rynku e-booków. Już nie tylko wydawcy gazet, ale również internetowe księgarnie zaczynają poważnie traktować rodzimego klienta. Czy jedna z pierwszych udostępnionych bezpłatnie powieści fantasy ma szanse zmienić dotychczasowy trend?

Niby nic wyjątkowego, bo przecież wirtualne księgarnie oferują już od dawna darmowe e-booki. Tyle że w przeważającej większości są to same starocie. Albo klasyka w rodzaju „Nad Niemnem” Orzeszkowej, albo przeniesione z Polskiej Biblioteki Internetowej ramoty. Owszem, niektóre z nich są bardzo ciekawe (np. „Bohater naszych czasów” Lermontowa), większość to jednak mało pasjonujące materiały.

W dodatku sporo bezpłatnych e-booków udostępnianych przez e-księgarnie jest w nie najlepszym stanie. Byki ortograficzne, błędnie odczytane znaki zmieniające często cały sens słów to powszechność. Brakuje też często opisów darmowych e-książek, okładek itp.

Na tym gruncie świetnym moim zdaniem pomysłem jest wydanie za darmo stosunkowo nowej, bo z 2011, książki Jakuba Żulczyka „Zmorojewo”. To powieść fantasy dla młodzieży napisana w klimacie grozy. Przypuszczam, że książka nie sprzedawała się jakoś wyjątkowo dobrze na „papierowym” rynku – i stąd darmowy e-book – cieszy jednak, że Nasza Księgarnia postanowiła uczynić z niej promocję.

Na Zachodzie tego typu akcje to codzienność. Amazon niemal codziennie informuje o przecenionych czy darmowych e-bookach. Polscy wydawcy, niestety, dotychczas podchodzili do wszelkich Kindle’ów czy iPadów jak pies do jeża. Możliwe, że to powoli zaczyna się zmieniać.

Zgadzam się z Robertem Drózdem (świat Czytników), że trochę bez sensu jest udostępniać „Zmorojewo” jedynie w ePubie, podczas gdy większość polskich e-czytelników korzysta raczej z Kindle’a. Jasne, że możemy zrobić sobie konwersję za pomocą programu Calibre na Mobi, ale przydałoby się trochę namysłu ze strony wydawcy podczas przygotowywania akcji.

Czy polscy wydawcy zmienią w końcu politykę w stosunku do e-booków? Przydałoby się więcej akcji podobnych do tej przeprowadzonej przez Naszą Księgarnię. Na razie rynek e-czytników dostrzegają głównie wydawcy gazet – od niedawna z Amazon.com można ściągać „Tygodnik Powszechny”, a wcześniej „Gazetę Wyborczą” i „Politykę”. Na ogół przez pierwszy tydzień (lub dwa) czasopisma można pobierać za darmo.

Jak przyznaje Żulczyk w wideo promującym akcję, e-booki w Polsce kosztują za dużo. Nie do końca zależy to od wydawców, ale też dużo mogą oni zrobić w zachęceniu czytelników do wybierania elektronicznych książek. Nie tylko przez udostępnianie ich za darmo, ale również promocje cenowe czy udostępnianie wielu formatów. No i przede wszystkim rezygnację z zabezpieczeń DRM.