10

Daredevil wraca do formy i rozstawia wszystkich po kątach – 3. sezon – recenzja

Czy to najbardziej wyczekiwana premiera jesieni na Netflix? Coraz bardziej jestem skłonny podpisać się pod tymi słowami, bo powrót Daredevila przywraca wiarę w seriale Marvela na platformie.

Żaden z seriali Netflix oparty na komiksach Marvela mnie tak nie wciągnął. Pierwszy sezon debiutował jeszcze przed tym, jak serwis oficjalnie pojawił się w Polsce, dlatego produkcja potrzebowała czasu, żeby zwrócić na siebie uwagę  zachęcić do oglądania, ale gdy już się przysiadło, to ciężko było zrezygnować z seansu kolejnego, i kolejnego, i kolejnego, i kolejnego, aż do ostatniego odcinka.

Drugi sezon już mi się tak nie spodobał. Huśtawka nastrojów Matta Murdocka i Electry mnie irytowała i nawet nabierająca rozmiarów konfrontacja w Hell’s Kitchen nie potrafiła mnie dobrze nastroić. Co więcej, w połowie sezonu miałem wyraźny kryzysy – zero ochoty na obejrzenie następnego odcinka. Środkowe epizody oglądałem na raty. Punisher wielokrotnie ratował sytuację, ale to przecież miał być Daredevil-show.

Na taki powrót Daredevila czekaliśmy

Po wielu zawirowaniach z Iron Fistem, Lukiem Cage’em, Jessicą Jones oraz wszystkimi The Defenders, a także Punisherem, nadszedł czas na powrót do korzeni. Powrót do skomplikowanej rzeczywistości Matta Murdocka, który ledwo uszedł z życiem. Powrót, ale na pewno nie na szczyt, będzie bolesny i trudny. A tuż za rogiem ponownie nabiera sił jego najważniejszy przeciwnik, który nauczony wcześniejszymi błędami, jest znacznie mądrzejszy i gotowy ich ponownie nie popełnić. Wilson Fisk to postać, której oglądanie daje dziwną przyjemność. Wiemy, z jakim potworem mamy do czynienia, ale trudno oderwać wzrok od ekranu w trakcie jego dialogów, monologów czy przemilczanych scen. Vincent D’Onofrio sprawdza się lepiej niż kiedykolwiek, jako inteligentny, ale porywczy czarny charakter. To jest ktoś z kim faktycznie wolałbym nie mieć do czynienia.

A Matt Murdock znika z powierzchni ziemi. Wszyscy wokół, a szczególnie jego przyjaciele Karen i Foggy, są przekonani, że zginął on pod gruzowiskiem. Główny bohater nie zamierza nikogo wyprowadzać z błędu, powątpiewa w słuszność swoich dotychczasowych działań i traci w wiarę w dobro, w Boga. Sądzi, że tymczasowy nokaut (czytaj wsadzanie bandziorów za kraty) jest niewystarczające, co doprowadza go do miejsca, w którym jego stanie się bardziej wybuchowy, a działania chaotyczne. Po części podzielamy jego zdanie, utożsamiając się z chęcią całkowitej eliminacji tych przekraczających granice prawa, ale gdzieś z tyłu głowy – podobnie jak Daredevil – wciąż mamy pewne zasady, które wcześniej trzymały go w ryzach. Nie sądziłem, że Charlie Cox będzie w stanie cokolwiek polepszyć w swojej grze, ale to się stało – w jego Daredevila wierzyłem bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

3. sezon „Daredevil” jest inny niż poprzednie – to bardzo dobrze

Niesamowicie podoba mi się też to, co zrobił z serialem nowy showrunner. Już w pierwszych 6 odcinkach, które widziałem przedpremierowo, Erik Oleson wydaje się świetnie czuć klimat serialu i postanowił uczynić go jeszcze mroczniejszym. Nie staje się jednak przez to groteskowy, nie ma się wrażenia, że obcujemy z czymś z dziwnym lub nienaturalnym. Zachowano odpowiedni balans pomiędzy gęstym klimatem, a (komiksową) rzeczywistością, jakkolwiek to brzmi. Całość staje się przez to jeszcze bardziej wciągająca.

Wolałbym nie wkraczać na tereny powiązane z fabułą, bo choć nie jest to żadna szpiegowska produkcja czy detektywistyczny serial, to odkrywanie samemu historii napisanych dla dwójki, a później trójki (nic więcej nie powiem) kluczowych bohaterów jest czystą przyjemnością. Rozwój, przemiany czy ewolucje charakterów są jedną z sił napędowych tego sezonu, co bardzo polubiłem. Pamiętam, że w poprzednich sezonach nie brakowało godnych zapamiętania cytatów – dialogi były po prostu mocną stroną „Daredevila”, a teraz odnoszę wrażenie, że w 3. sezonie napisano je jeszcze lepiej, na co wpływ ma też poziom aktorski, do którego trudno się przyczepić.

Czy to najbardziej wyczekiwana premiera jesieni na Netflix? Pamiętajmy, że przed nami premiera 6. sezonu „House of Cards” już na początku listopada, ale już teraz mam wrażenie, że będę o wiele lepiej wspominać powrót do Hell’s Kitchen, aniżeli do Białego Domu. Ale bardzo chciałbym się mylić.