44

„Czytać, ale na czym?” – wybór może być tylko jeden (część 2)

Nie będę ukrywał, że przed zakupem e-czytnika starałem się unikać lub chociaż minimalizować czas czytania na smartfonie, tablecie, komputerze. Kolekcja e-booków rosła, aż wreszcie mogłem przetransferować ją do Kindle’a i rozpocząć „pochłanianie” swojej cyfrowej biblioteczki. Jako miłośnik nowych technologii nie mogę jednak zlekceważyć rosnącej popularności tabletów, na których wiele osób czyta i właśnie dlatego z […]

Nie będę ukrywał, że przed zakupem e-czytnika starałem się unikać lub chociaż minimalizować czas czytania na smartfonie, tablecie, komputerze. Kolekcja e-booków rosła, aż wreszcie mogłem przetransferować ją do Kindle’a i rozpocząć „pochłanianie” swojej cyfrowej biblioteczki. Jako miłośnik nowych technologii nie mogę jednak zlekceważyć rosnącej popularności tabletów, na których wiele osób czyta i właśnie dlatego z uwagą śledziłem pojedynek ekspertów.

Po stronie czytników opowiedział się prowadzący bloga Świat Czytników Robert Drózd, zaś w obronie tabletów stanął Przemysław Pająk ze Spider’s Web. Byłem niezmiernie ciekaw argumentów mających przemawiać za czytaniem na tabletach i choć dyskusja nie potoczyła się dokładnie w takim kierunku, jakbym tego ja i inne osoby oczekiwał, to jednak spowodowała ona, że jeszcze bardziej utwierdziłem się w swoim przekonaniu. Przemysław Pająk już na samym wstępie zaznaczył, że rynek już teraz wybrał urządzenia na których będziemy czytać, ponieważ aktualnie sprzedaje się 15 razy więcej tabletów aniżeli czytników. Jest to dość ryzykowne stwierdzenie, ponieważ zakłada, że wszyscy użytkownicy tabletów czytają, co oczywiście nie ma miejsca. Równie dobrze mógłbym stwierdzić, że aparaty przegrają „wojnę” ze smartfonami ponieważ sprzedaje się ich więcej. Nie wierzę także w to, że ilość sprzedawanych globalnie książek w iBookstore przewyższa sprzedaże Amazonu.

Idąc tym samym tropem Przemysław wspomniał o premierze tabletu Kindle Fire, co ma tylko potwierdzić trend z czytaniem na tabletach zamiast czytników. Przypomnę więc, że Amazon nie dysponuje tylko książkami w swoim internetowym sklepie. Możemy tam nabyć także magazyny, komiksy, filmy, seriale, muzykę i aplikacje. Czy na jakimkolwiek innym urządzeniu niż brandowanym właśnie marką Amazonu te treści miałyby się sprzedawać lepiej? Amazon potrzebował takiego urządzenia, które będzie bramą do oferowanych przez sklep treści innych niż książki i to właśnie zrobił. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by na Kindle Fire czytać książki, nadużyciem jest jednak stwierdzenie że Kindle Fire jest odpowiedzią na oczekiwania klientów chcących czytać na tablecie. To, że czytniki Kindle radzą sobie bardzo dobrze tylko potwierdzają prezentowane przez Amazon kolejne generacje tych urządzeń.

Czytanie na smartfonie czy tablecie ma umożliwić także dostęp do powiadomień, które co chwilę otrzymujemy na naszych mobilnych urządzeniach. Zapytam więc – to w końcu czytamy, czy nie czytamy? Nie nazwę sytuacji, w której wpatruję się w ekran komputera oglądaniem telewizji, gdy w tle włączony jest telewizor. W taki sposób, można przeglądać nowości, przejrzeć szybko nagłówki artykułów czy zapoznać się z krótszym tekstem. Wyobrażacie sobie czytanie książki, gdy co chwilę dostajecie powiadomienie o nowym mailu z ofertą lub wiadomość od znajomego? Powiadomienie o tym, że ktoś polubił Wasz wpis na Facebooku, lub pojawiła się nadzwyczaj popularna historia w jednej z aplikacji agregujących newsy? Nie byłbym w stanie przeczytać choćby jednego rozdziału książki w takim zamieszaniu. Popularne „czytanie interwałowe” wcale nie przekreśla czytania na e-czytniku. Czytnik jest tak niewielki i lekki, że wrzucenie go do torby nie zrobi dla mnie żadnej różnicy. W sytuacji gdy wychodzę bez torby i biorę ze sobą tylko smartfona, tabletu także ze sobą nie zabieram. Czytanie na telefonie jest dla mnie ostatecznością. Masz kilka razy wolne 10-15 minut w ciągu dnia? Skoro sięgasz po smartfona czy tablet, mógłbyś sięgnąć także po czytnik, nie ma w tym wielkiej filozofii. Same czytniki Kindle to kwintesencja czytania w chmurze, a jak wspomniałem wczoraj, ekosystem udostępniony na tablety i smartfony to tylko dodatek. Kindle synchronizuje nasz postęp w czytaniu pomiędzy wszystkimi urządzeniami, a przede wszystkim czytnikami.

Najpoważniejszym wyznacznikiem tego, na czym chcemy i będziemy czytać jest jednak treść, z którą chcemy się zapoznać. Artykuły z Sieci, nie dłuższe niż 2-3 strony prześlę na tablet. Dłuższe recenzje czy felietony bez zastanowienia wysyłam na czytnik. Jeżeli nie pochłaniacie codziennie lub w ciągu tygodnia kilku rozdziałów książki to rzeczywiście tablet czy smartfon będzie urządzeniem w zupełności wystarczającym, całkowicie to rozumiem. Pozostałe – powyżej opisane, jak i te o których nie wspomniałem – argumenty zupełnie do mnie nie docierają, a rzeczywiste czytanie odbywa się albo z książką, albo czytnikiem w ręce. Pod wczorajszym tekstem, będącym pierwszą częścią pojawił się komentarz, że na smartfonie „da się” czytać. Riposta była nader trafna – „owszem da się, ale co to za czytanie?”. I dokładnie tak do tego podchodzę. Smartfon czy tablet nigdy nie będzie grał jak porządny odtwarzacz, robił zdjęć jak porządny aparat i nagrywał wideo jak porządna kamera, a także pozwalał na wygodne czytanie, jakie oferują czytniki.