17

Czy koty są użyteczne? Grono – inne spojrzenie

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski Pamiętam początki Grona. Kumpel pokazał mi serwis i z dumą oznajmił, „że został zaproszony”. Cóż, z lekkim zażenowaniem przyznaję, zrobiło to mocne wrażenie i bardzo chciałem dołączyć do społeczności, która udowodni, że do każdego człowieka na Ziemi dotrę poprzez nie więcej niż siedem podań dłoni (tak! – to było […]

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski

Pamiętam początki Grona. Kumpel pokazał mi serwis i z dumą oznajmił, „że został zaproszony”. Cóż, z lekkim zażenowaniem przyznaję, zrobiło to mocne wrażenie i bardzo chciałem dołączyć do społeczności, która udowodni, że do każdego człowieka na Ziemi dotrę poprzez nie więcej niż siedem podań dłoni (tak! – to było pierwsze „selling story” Grono.net!). Po zalogowaniu, naprawdę czułem, że to zupełnie nowa jakość w internecie. Wpisy na gronowych forach trzymały poziom (informacje ciekawe i wiarygodne), profile były popisami kreatywności w materii słowa (kto wtedy zważał na to, że trąciły pretensjonalnością?). Do tego to poczucie, że każdy jest tu czyimś znajomym (znaczy się „towarzystwo na poziomie”). Normalnie łezka się w oku kręci, gdy porówna się to z dzisiejszym Gronem.

Teraz Grono kojarzy mi się z rozpraszającą grafiką; chaosem na forach i dużą społecznością bardzo młodych (przede wszystkim emocjonalnie) ludzi. Może po prostu jestem za stary, a może to syndrom rozczarowanego gronowicza, który widział w starym Gronie coś naprawdę fajnego. Nie miejsce żeby to roztrząsać, ale gdy się porówna możliwości serwisów konkurencyjnych (nie wspominając o zagranicznych), wniosek nasuwa się tylko jeden: król jest nagi.

Tu już nie chodzi o szczegóły jak choćby niski limit na zdjęcia. Tu chodzi o filozofię prowadzenia biznesu i opieszałość we wprowadzaniu udogodnień dla użytkowników. O blogach w Gronie słyszy się ciągle od kilku lat, dlaczego dopiero dziś udało się uruchomić tak standardową funkcjonalność? I czy naprawdę tylko mnie razi sposób w jaki Grono „promuje” gronowładność? Jestem przekonany, że rzucanie kłód pod nogi zwykłych użytkowników to nie najlepszy sposób na zachęcenie ich do wysłania płatnego SMSa. Dlaczego tylko Gronowładny ma mieć prawo do komfortu? Rozumiem, że z czegoś trzeba utrzymać serwery, ale hasło „Niech inni oglądają denerwujące reklamy” ( http://grono.net/premium/buy/ ) wiele mówi o mało przemyślanej strategii prowadzenia biznesu.

Takie są fakty – pionierskie, idealistyczne czasy szybko odeszły w zapomnienie i Grono.net skoncentrowało się na zarabianiu pieniędzy. Odnoszę wrażenie, że skupia się na tym za bardzo. Tak na pierwszy rzut oka, wygląda to tak jakby wszelkie nowości w serwisie były wprowadzone po to, żeby umożliwić „golenie owiec”; ewentualnie ułatwić wyświetlanie reklam. Biznes jest biznes i nie można mieć pretensji o to, że właściciel Grona chce zarobić. Moim zdaniem jednak ten wózek daleko taką drogą nie pojedzie. I dla ścisłości – nie chodzi już o bardzo subiektywne zarzuty dotyczące niskiego poziomu treści na Gronie – w końcu serwis nie musi podobać się każdemu. Chodzi o brak wizji serwisu.

Zajrzyjmy na stronę „about„. Co tu mamy? Informację, że Grono jest społecznością zamkniętą oraz zbitkę informacji o podtrzymywaniu relacji, zdjęciach, geolokalizacji, kalendarzu wydarzeń kulturalnych. Ani słowa o tym, dlaczego warto być w Gronie i czym Grono chce być dla użytkowników – po prostu „jestem jaki jestem” i nic ponadto. Gdybym był złośliwy mógłbym zapytać, czy ambicją Grona jest bycie Michałem Wiśniewskim polskiego internetu?

Ciężko nie odnieść wrażenia, że Grono goni w piętkę i po prostu nie ma motywacji, żeby postawić sobie kolejną poprzeczkę. Przecież pomysł wypalił, ludzie się zapisują, w mediach ciągle głośno, reklamodawcy płacą, znalazł się inwestor – po co dorabiać do tego filozofię i cokolwiek zmieniać?

Konkurencja nie śpi i z każdym dniem powstają nowe serwisy społecznościowe. Wkraczają na rynek z „pewną taką nieśmiałością”, ale uderzają w bardzo słaby punkt Grona. Mówią: jesteśmy dla studentów/gimnazjalistów/licealistów/młodych mam i znajdziesz u nas treści, których szukasz. (Tu pytanie nr 1: Dla kogo jest Grono i jakie znajdziemy tam treści?). Wiele z tych serwisów zupełnie za darmo daje znacznie większe możliwości od Grona (np. fotki i blogi bez ograniczeń) – a pamiętajmy, że to partyzanci bez dużego zaplecza kapitałowego. Pytanie nr 2: co zrobi Grono, gdy serwis społecznościowy otworzy ktoś silniejszy? Czym jest ta unikalna wartość, która pozwoli im przetrwać? Tyle słychać plotek o planach Gazety, MySpace już zaczyna rekrutację a potencjalnych silnych konkurentów jest znacznie więcej.

Wszystko wskazuje na to, że Grono czekają bardzo ciężkie czasy. Bez metamorfozy na poziomie strategicznym, która wprowadziłaby znaczące, jakościowe zmiany w funkcjonalności i komunikacji Grono czeka spektakularny upadek (chcę wierzyć, że Glog jest jaskółką zmian). No chyba, że bardzo nie doceniam siły sentymentu gronowiczów. Bo czy koty są użyteczne? Może Grono tak, jak koty nie musi być użyteczne, żeby mieć tysiące wiernych fanów. Tylko czy to na pewno oznacza, że Grono.net też spadnie na cztery łapy?