9

Człowiek skazany na śmierć za wpis na Facebooku

Kiedyś ludzi trzeba było przesłuchiwać, dzisiaj wystarczy dać im social media. Jeżeli dzielimy się w internecie różnymi informacjami na swój temat (upodobania, poglądy itp.) to warto pamiętać, że zobaczą je nie tylko znajomi i rodzina. Siedzenie z kolegą przy piwie i rozmawianie na różne tematy to nie to samo co… dzielenie się czymś ze wszystkimi ludźmi na świecie, którzy mają dostęp do internetu.

Nie wiem czy tak jest na 100%, ale odnoszę wrażenie, że wiele osób traktuje social media właśnie w taki sposób, że jeśli coś się tam umieści to będzie to widoczne co najwyżej dla naszych znajomych… a przecież przykładów kiedy ludzie wpadli w jakieś tarapaty w związku z ich wpisami na Facebooku jest od groma. Żeby nie operować tylko i wyłącznie ogólnikami, postanowiłem podać parę takich konkretnych sytuacji. Chciałbym stopniowo przejść od tych błahych do… całkiem poważnych.

Utrata pracy przez Facebooka

Kimberley Swann z Anglii w 2009 roku została natychmiastowo zwolniona ze swojej pracy, po tym jak jej przełożony dowiedział się o wpisach na Facebooku, w których 16-letnia dziewczyna twierdziła, że jej praca jest nudna. Oryginalna treść wpisów: “first day at work. omg (oh my God)!! So dull!!”. Można powiedzieć, że to taka bzdurka, które jednak świetnie pokazuje jak bezrefleksyjne dzielenie się czymś na Facebooku, może się wiązać z różnego rodzaju konsekwencjami. Takich sytuacji, w których ktoś traci pracę przez Facebooka, oczywiście było na świecie całe mnóstwo…

Kłopoty na lotnisku przez Twittera

W 2012 roku, 26-letni Leigh Van Bryan przed swoim wylotem do Stanów Zjednoczonych napisał na Twitterze: „Free this week, for quick gossip/prep before I go and destroy America”. Wystarczy, że w jego wiadomości znalazła się wzmianka o chęci zniszczenia Ameryki, żeby po przylocie do Los Angeles na lotnisku zostać potraktowanym jak terrorysta. Uzbrojeni pracownicy lotniska skuli Brytyjczyków i zabrali ich na pięciogodzinne przesłuchanie. Następnie ludzie ci spędzili noc wraz z innymi nielegalnymi imigrantami, a następnie odesłano ich z powrotem do domu.

Areszt za facebookowy żart

W 2013 roku 20-letni Justin Carter trafił do aresztu w związku z opublikowaniem żartu w dyskusji na Facebooku. Kiedy w miejscu poświęconym dyskusjom o grze League of Legends ktoś nazwał Cartera szaleńcem, ten skomentował to w sarkastyczny sposób: „I’m fuced in the head alright. I think I’ma shoot up a kindergarten and watch the blood of the innocent rain down and eat the beating heart of one of them.”

Chłopak po prostu podłapał temat i zaczął udawać, że naprawdę jest szalony… Niestety zapomniał, że żarty na Facebooku to nie to samo, co żarty przy piwie z kumplem – skoro twoje wypowiedzi może zobaczyć pół świata to i konsekwencje mogą być różne.

Wystarczy tych przykładów

Tego typu historii jest bez liku. Ja po prostu trafiłem akurat na te powyższe, więc je podałem. Natomiast każdego roku ktoś traci pracę, ma jakieś kłopoty, musi się gęsto tłumaczyć, traci pieniądze, trafia do aresztu… z powodu wpisów w social media. Teraz chciałbym przejść do najbardziej drastycznego przypadku, w którym ktoś straci życie… za posty na Facebooku.

Kara śmierci za pisanie na Facebooku

30-letni Taimoor Raza został skazany na śmierć, ponieważ dopuścił się bluźnierstwa na Facebooku – obraził proroka Mahometa i jego żony. O wyroku postanowił sąd antyterrorystyczny w Bahawalpur (Pakistan). Ponadto sędzia przypomniał, że każdy człowiek dopuszczający się bluźnierstwa może zostać skazany na śmierć. Takie jest prawo. To co może dodatkowo przykuwać uwagę, to fakt, że ten młody człowiek straci życie ze względu na… facebookowe wpisy.

W celu podjęcia prób ocalenia swojego życia, człowiek ten teoretycznie może się jeszcze odwołać do Sądu Najwyższego Pakistanu.

Social media to „serious business”

Wiele zależy od kraju, w którym wpadniemy w tarapaty, ale naprawdę warto pamiętać, że social media czytają nie tylko nasi koledzy i koleżanki, a konsekwencje związane z tym co tam umieszczamy mogą być naprawdę różne…

Źródło 1, 2