Felietony

Można się śmiać/oburzać/protestować, ale informacją dnia jest ta o telefonie w kolorze czerwonym...

MS
Maciej Sikorski
12

Od kilku lat czytam (czasem też piszę) o tym, że społeczeństwo głupieje, bo poświęca czas wolny, ale też zawodowy na oglądanie zdjęć i filmów z kotami w roli głównej. Człowiek dokonuje rzeczy wielkich, postęp technologiczny przyspiesza, zaglądamy w głąb ludzkiego organizmu i poza Układ Słoneczny, a w Sieci dominują koty. Przesada i niesprawiedliwe podejście? Możliwe. Ale dzisiaj tematem przewodnim w mediach był nowy kolor telefonu, więc jest się nad czym zastanawiać...

iPhone 7 w kolorze czerwonym - Grzegorz wzbogacił AW o tę rewelację kilka godzin temu. Licznik odsłon solidnie się kręcił, temat przyciągał uwagę. Podobnie musiało to wyglądać u konkurencji. Ale na branżowych serwisach sprawa się nie kończy. I nie dotyczy tylko Polski oraz USA - o tym pisały media na całym świecie. Serwisy technologiczne, gospodarcze, informacyjne, lifestylowe, portale. Taka petarda w środku tygodnia, bez zapowiedzi Apple, w martwym dla firmy sezonie. I do tego jeszcze z wątkiem dobroczynności:

To specjalna edycja tego smartfona tworzona we współpracy z Product Red, czyli inicjatywą mającą na celu zebranie pieniędzy na walkę z AIDS, gruźlicą i malarią. Część dochodu ze sprzedaży tej edycji telefonów, zostanie przekazana na ten cel.[źródło]

Taki news musiał się rozprzestrzenić. I chociaż w ciemno postawiłbym pieniądze, że stanie się to jedną z najważniejszych informacji dnia, muszę napisać, że to nie jest normalne. Przypomnę: mowa o telefonie w nowym kolorze. Sprawa nie dotyczy odkrycia nowych planet, na których może istnieć życie, znalezienia skutecznej metody leczenie Parkinsona czy uruchomienia maszyny ze sztuczną inteligencją z prawdziwego zdarzenia. Nie chodzi nawet o całkiem nowego iPhone'a - popularny telefon po prostu będzie dostępny w jeszcze jednym kolorze.

Niektórzy stwierdzą pewnie, że to wina Apple i "wyznawców" firmy, ale amerykański gigant tym razem nie pompował tego wydarzenia: ot, uzupełnili ofertę nowymi produktami. Jeżeli pojawiło się przy tym sporo marketingowego bełkotu, to... trudno - on jest wpisany w funkcjonowanie korporacji. Nie było jednak imprezy i przekonywania, że wydarzyło się coś wielkiego, producent wie, że nawet on nie może sobie pozwolić na takie szaleństwo. Winę, o ile można tu mówić o jakiejś winie, ponoszą media i odbiorcy. Dla pierwszych to temat-pewniak (bo Apple działa zawsze lub prawie zawsze), dla drugich chyba ucieczka od trudów dnia codziennego. Bo łatwiej/przyjemniej poczytać o nowym kolorze telefonu, niż badaniach genetycznych, pracy archeologów w Andach czy sytuacji geopolitycznej w regionie Pacyfiku.

Czy to zarzut? Niekoniecznie. Po prostu takie rzeczy nie przestają dziwić. Człowiek stworzył Internet, w którym znajduje się prawie cała wiedza gromadzona przez kilka tysięcy lat, dorzucił do tego urządzenia, które umożliwiają zapoznawanie się z tymi danymi, a ostatecznie wykorzystuje to do podziwiania czerwonego telefonu. iPhone stał się w tym przypadku odświętnym kotem. Wyobraźcie sobie teraz, co będzie się działo, gdy nadejdzie czas dużej premiery Apple (wtedy firma będzie już podgrzewać atmosferę). To nie będzie wydarzenie dnia, jak czerwony iPhone, lecz tygodnia, a może i miesiąca.

Rano pisałem, że to ciekawe czasy, bo Porsche, legenda branży motoryzacyjnej, poszukuje speców z IT. Wieczorem, po festiwalu doniesień o nowym kolorze telefonu, muszę to powtórzyć: jest ciekawie. A przy tym trochę śmieszno i straszno...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

AppleiPhone