19

Czekasz na grę Watch Dogs i chcesz kupić wersję ze wszystkimi dodatkami? Nie ma takiej

Czasy, kiedy kupienie gry było tak proste, jak pójście do sklepu i wzięcie pudełka z półki, a gry dzieliły się najwyżej na wersję standardową i kolekcjonerską w dużym pudle, minęły bezpowrotnie. Główna gra stała się tylko pasem startowym do rozbiegu dla dodatków DLC i innych sposobów do maksymalizacji zysku. W przypadku gry Watch Dogs będzie […]

Czasy, kiedy kupienie gry było tak proste, jak pójście do sklepu i wzięcie pudełka z półki, a gry dzieliły się najwyżej na wersję standardową i kolekcjonerską w dużym pudle, minęły bezpowrotnie. Główna gra stała się tylko pasem startowym do rozbiegu dla dodatków DLC i innych sposobów do maksymalizacji zysku. W przypadku gry Watch Dogs będzie 10 różnych wersji i żadna nie zawiera wszystkich dodatków.

Wystarczy rzucić okiem na poniższą tabelę, żeby zobaczyć, że nie ma ani jednej wersji gry Watch Dogs, zawierającej wszystkie dostępne w dniu premiery dodatki. Gdyby ktoś się uparł, żeby nie czekać na wersję GOTY (jeśli taka powstanie), która pewnie pojawi się za kilka miesięcy, to musiałby kupić tą samą grę trzy razy, w wersji Vigilante Edition, Dedsec Edition oraz Season Pass. Co ciekawe część dodatków z dostępnych przez Season Pass, który powinien uprawniać do pobrania wszystkich dodatków DLC w danym okresie, dubluje się z innymi wersjami, ale nie ze wszystkimi, bo część jest zarezerwowana dla konkretnej platformy dystrybucji.

xkwxuua59ymp7bnqcbce

To jest po części problem wszystkich kolekcjonerskich dystrybucji cyfrowych. Kiedyś edycja kolekcjonerska, to było wielkie pudło do postawienia na półkę, wypchane różnymi gadżetami, takimi jak koszulki, podkładki pod myszkę, plakaty, artbooki, czy jak to mawia mój znajomy „wersja kolekcjonerska z majtkami Stalkera”. Osobiście zawsze byłem zdania, że chodzi przecież o grę, a nie o gadżety, dlatego bez żalu pożegnałem pudełka na rzecz dystrybucji cyfrowej. Nie odbieram jednak prawa do kolekcjonowania różnych gadżetów największym fanom produkcji, ani nie planuję zaglądać im do portfela. Jednak dla mnie gra zawsze stanowiła kompletną całość.

W dobie mediów cyfrowych pudełka, plakatu i podkładki nie ma, artbook ma postać PDF-a i mało kto dopłaci za niego drugie tyle co za samą grę. Dlatego tytuł można (trzeba?) pociąć na mniejsze kawałki, coś odkroić i dodawać tylko do edycji „ekstra”. Często chcąc mieć w strzelance jedną dodatkową broń, dodatkowy wygląd postaci i jedną mapę do multipalyer, trzeba dopłacić drugie tyle co za samą grę. Porównując ilość pracy programistów, to tak jakby kupować 10 kilo jabłek i płacić 30 złotych, ale chcąc dołożyć jeszcze jedno jabłko płacić od razu 60 zł. Tak naprawdę proporcje są raczej jak jedno jabłko do całej 20 tonowej ciężarówki jabłek. Przynajmniej z punktu widzenia klienta, bo z punktu widzenia studia gra musi zarobić i samo podzielenie zwrotu kosztów nie ma żadnego znaczenia, byle po zsumowaniu wyjść na plus.

a82b7e401ad17a7edb622c6f21c719ea__diez-minutos-de-watch-dogs-FcMRkyoHKeA

W sumie nie mogę mieć pretensji do wydawców gier. Każdy ma prawo zarobić i każdy ma prawo tak sprzedawać swój towar, jak uważa na słuszne. Mam za to trochę pretensję do (niektórych) graczy, którzy kiedyś gdy płacili raz za gotowy, skończony, kompletny produkt, to marudzili, że drogo, a dziś płacą wielokrotnie więcej za DLC, Season Passy i w rzekomo darmowych grach, które potrafią wyciągnąć więcej kasy przez in app purchase, niż ja wydaje na wszystkie gry na wszystkich platformach w ciągu dwóch lat. Skoro brak wyraźnego sprzeciwu z strony klientów, trudno się dziwić, że wydawcy korzystają z takiego układu. Marudzą tylko takie ramole jak ja, reszta dziarsko sięga do kieszeni, lub wręcz odwrotnie, nie planuje sięgać wcale, co również sytuacji nie poprawia.

Ja jak zwykle zignoruje wszystkie wersje kolekcjonerskie, decydując się na zupełnie podstawową i najbardziej okrojoną, mając jedynie poczucie niesmaku, że nie kupuje pełnego produktu, a jedynie jego część. Oczywiście mógłbym zapłacić za wersje kolekcjonerską, ale tego nie zrobię, bo zwyczajnie tęsknię za czasami gdy za grę płaciło się raz a dobrze i transakcją byłą zamknięta. Mogłem cieszyć się zakupionym tytułem, często nawet bez konieczności instalowania wielogigabajtowych patchy, bo gra na półce nie byłą jedynie wersją beta, a gotowym produktem, który miał samodzielnie, bez pomocy internetu i DLC, wytrzymać próbę czasu.

Co nie zmienia faktu, że wobec Watch Dogs żywię ogromne nadzieje i nie omieszkam gry kupić i w nią zagrać (choć nie wiem czy w dniu premiery), nawet jeżeli nie będę miał wszystkich czapeczek i innych dodatków. Zwiastuny zapowiadają godnego konkurenta GTA, a może nawet coś jeszcze lepszego?

Tabela pochodzi z Wikipedii, chociaż z jakiegoś względu teraz jej na niej nie widzę.