4

Czasem niepowodzenia firmy można tłumaczyć już tylko krecią robotą

Tydzień rozpocząłem wpisem na temat HTC, a właściwie smartfonu M7, który ma wszystkim przywrócić wiarę w tajwańskiego producenta. Minęło zaledwie kilka dni i wracam do tej korporacji. Powodem nie jest nowy sprzęt, ogłoszenie raportu kwartalnego, czy zmiany personalne w firmie. Od jakiegoś czasu zastanawiam się po prostu, jak to możliwe, że wystarczyło kilka kwartałów, by […]

Tydzień rozpocząłem wpisem na temat HTC, a właściwie smartfonu M7, który ma wszystkim przywrócić wiarę w tajwańskiego producenta. Minęło zaledwie kilka dni i wracam do tej korporacji. Powodem nie jest nowy sprzęt, ogłoszenie raportu kwartalnego, czy zmiany personalne w firmie. Od jakiegoś czasu zastanawiam się po prostu, jak to możliwe, że wystarczyło kilka kwartałów, by dynamicznie rozwijająca się firma wpakowała się w takie problemy i nie potrafiła znaleźć sensownego rozwiązania dla swoich bolączek.

Rok 2011 można chyba uznać za złoty okres w historii azjatyckiego producenta. Firma przypominała Forresta Gumpa, który usłyszał run Forrest, run! i ruszył przed siebie. Nie zważali na nic i na nikogo – robili swoje i robili to bardzo dobrze. Bili kolejne rekordy sprzedaży, prezentowali świetne wyniki finansowe, uwodzili analityków, akcjonariuszy, blogerów, recenzentów i przede wszystkim klientów. Nagle jednak potknęli się o jakiś wystający z ziemi korzeń i zaliczyli wywrotkę. Diagnoza: złamana noga – potrzebna rekonwalescencja i kilka miesięcy przerwy.

Seria One miała być wielkim powrotem i udaną kontynuacją kariery. Coś jednak poszło nie tak – HTC albo nie przypominało samego siebie sprzed kontuzji albo nie potrafiło przekonać publiczności, że wszystko jest już w porządku. Rok zastoju raczej nie przysłużył się korporacji i wiele osób zastanawiało się, czy oglądamy tego samego gracza. Teraz wypada już zadać inne pytanie: czy przy upadku po szaleńczym biegu zawodnik nie uszkodził sobie przypadkiem głowy (w gruncie rzeczy, wmieszałem w to Forresta Gumpa, a to może wyjaśniać całą sprawę)?

Jeszcze kilka kwartałów temu decydenci HTC zapewniali, że nie interesuje ich niższa półka smartfonów i będą produkować modele klasy średniej i premium. Wcześniej im to wychodziło, Apple i Samsung pokazują, że można sprzedawać droższe smartofny w olbrzymich nakładach i wydawało się, że decyzja HTC jest słuszna. Teraz firma zmienia strategię i prawdopodobnie wypuści tanie modele, które mają trafić głównie na rynek chiński. Dobry pomysł? Raczej szaleństwo.

Co jeszcze wymyśli Peter Chou?

Co jeszcze wymyśli Peter Chou?

Nie od dziś wiadomo, że na tańszych modelach nie zarabia się kokosów. Żeby konkurować z lokalnymi producentami (zarówno gigantami, jak i mniej znanymi markami) należy zaproponować albo jeszcze niższą cenę albo dobrą jakość/interesujące bonusy w porównywalnej cenie. HTC będzie miało bardzo duży problem z realizacją tych założeń i można chyba śmiało napisać, iż przypominają trochę kłusownika z zanikami pamięci – zastawiają sidła i za chwilę mogą sami w nie wpaść.

Nikt nie powiedział, że zmiany decyzji są zabronione i można z nich jedynie szydzić – jeżeli są to rozsądne i przemyślane zmiany, to należy je przyjąć z uznaniem. HTC sprawia jednak wrażenie firmy, która kieruje swoim losem pod wpływem chwili oraz impulsów. Hitem ostatnich kwartałów okazały się tabfony, więc decydenci azjatyckiego producenta zamierzają rozwijać korporację w tym kierunku. Nokia pokazała, że rozwinięte moduły fotograficzne w aparatach zainteresowały rynek, więc HTC zamierza uzbroić M7 (lub inny model – trudno to określić, ale z udostępnionej przez firmę infografiki wynika, że pracują nad sferą foto) w jakiś „niezwykły aparat”.

HTC już od dłuższego czasu powtarza, iż jednym z głównych powodów ich kiepskiej sytuacji jest/była presja ze strony konkurencji. W pewnym stopniu należy tę tezę uznać za prawdziwą, ale firma ma chyba większy problem – brak jednolitej, przemyślanej i sensownej strategii rozwoju. Być może kilka lat dynamicznego rozwoju na dłuższą metę okazało się przekleństwem: firma po prostu zbyt szybko znalazła się na szczycie i nie potrafiła udźwignąć własnego sukcesu. Trudno powiedzieć, czy w końcu wrócą na właściwe tory i pokażą jak się robi biznes, ale z pewnością warto porządnie przeanalizować ten przypadek i odpowiedzieć na jedno krótkie pytanie: co poszło nie tak?

Źródła zdjęć: kochamwies.pl, arabnews.com