5

Coolest Cooler, czyli jak miliony dolarów stają się przekleństwem

Kojarzycie produkt Coolest Cooler? To jeden z najgłośniejszych projektów z Kickstartera, drugi pod względem zebranych środków. Kilkadziesiąt tysięcy osób wsparło ekipę od kompaktowej lodówki i udało się zgromadzić ponad 13 mln dolarów. Niestety (dla firmy i wspierających), biznes nie rozwija się w idealny sposób, darczyńcy/klienci nadal czekają na towar, a startup zraża do siebie coraz więcej osób i gmatwa sprawę. Niespodzianka? Niekoniecznie - realny scenariusz, gdy nieprzygotowany do tego zespół dostaje wielkie pieniądze.

Krótko słowem wstępu: czym jest Coolest Cooler? To lodówka turystyczna, o której więcej możecie poczytać na stronie producenta. Klientów urzekła wielofunkcyjność sprzętu: nie tylko chłodzi, ale też zapewnia rozrywkę (głośnik), może służyć jako powerbank (gniazdo USB i bateria), pomoże przygotować prosty posiłek na swoje powierzchni. Jest i blender i kółka + rączka. Idealny sprzęt na działkę czy imprezę studencką. Media bardzo dużo uwagi poświęciły lodówce, dzięki temu przybywało chętnych, licznik zbiórki przyspieszał, to jeszcze bardziej napędzało media…

Finalnie patrzyliśmy na historię wielkiego sukcesu: ktoś podrasował lodówkę turystyczną i zebrał na realizację projektu ponad 13 milionów dolarów. Dzisiaj uzmysłowiłem sobie, że to jest kilkadziesiąt milionów złotych. Kupa kasy. Pozornie. Właśnie na tym polega problem, ale o tym za chwilę. Wróćmy do sukcesu – sprzęt miał być dostarczany do klientów na początku ubiegłego roku. Szybko jednak okazało się, że to nierealne. Opóźnienia rosły, wraz z nimi liczba pytań ze strony klientów i mediów. Nie pomagała sama firma, która podawała różne powody opóźnień. Jednym razem był problem z elementem X, za chwilę okazywało się, że winny jest dostawca komponentu Y. Naprawdę nerwowo zrobiło się, gdy gotowy produkt pojawił się w sprzedaży na stronie Amazona. Czyli nie jesteśmy gotowi, ale… dla Amazona jesteśmy gotowi.

Teraz oglądamy kolejną odsłonę „przedstawienia”. Zespół prosi darczyńców o cierpliwość i informuje, że poszukuje inwestora, który pomoże zrealizować projekt. Pieniądze zebrane na Kickstarterze nie wystarczyły, kasa jest pusta, a ludzie czekają. Co ciekawe, nie wiadomo, ile osób dostało już lodówkę, a ile znajduje się w grupie oczekujących – firma tego nie precyzuje. Napięcie rośnie, nie brakuje słów krytyki, nawet bardzo ostrej. I trudno się temu dziwić, bo nie jest pewne, że ekipa znajdzie inwestora. Niedawny przykład zespołu Jolla pokazał, że nie wystarczy wspomnieć o inwestorze, by ten się pojawił.

Jeżeli sytuacja Coolest jest naprawdę zła (a potencjalny inwestor to dokładnie sprawdzi), to nikt nie wyłoży pieniędzy. Ten produkt kojarzy się już naprawdę źle i ciężko stwierdzić, czy po dofinansowaniu i ogarnięciu produkcji, klienci szybko otwieraliby portfele. Możliwe, że mleko już się rozlało i sytuacja jest nie do naprawienia. Kto zatem wpompuje miliony dolarów, by pomóc młodej firmie? Przecież za chwilę może się okazać, że Chińczycy sprzedają takie gadżety o połowę taniej…

Patrząc na to z boku, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że sukces zbiórki okazał się… jej przekleństwem. Firma początkowo chciała zebrać kilkadziesiąt tysięcy dolarów na realizację projektu. Gdyby dostali te pieniądze i małymi krokami rozbudowywali biznes, mogłoby się to rozwinąć znacznie lepiej. Zostali jednak rzuceni na głęboką wodę i okazało się, że nie są gotowi na taką skalę interesów. Nagle musieli zorganizować produkcję kilkudziesięciu tysięcy lodówek. A nie można mieć pewności, że wcześniej budowali jakiś łańcuch dostaw, organizowali produkcję. Uczyli się na błędach, lecz w skali, która ich przerosła. Wyobraźcie sobie, że nagle dostajecie tyle pieniędzy – najpierw radość, lecz za chwilę pojawia się nerwowe połykanie śliny…

Warto w tym miejscu podkreślić, że zespół nie dysponował trzynastoma milionami dolarów. Przynajmniej tak twierdzi, ale w to akurat wierzę – część zabrał Kickstarter, część pożarły inne opłaty, konieczność regulowania należności związanych z projektowaniem itd. W krótkim czasie suma stopniała o blisko połowę. Okazało się, że z tego, co zostało, nie uda się sfinansować projektu, dostarczyć lodówek do wszystkich klientów z serwisu społecznościowego. Twarda szkoła życia. Tyle, że za czyjeś pieniądze.