2

Obejrzałem drugi sezon Cobra Kai i bawiłem się przy nim świetnie. Polecam

Jestem jedną z tych osób, która czuje duży sentyment do filmów swojej młodości. Taką serią jest dla mnie Karate Kid (choć oczywiście tylko trzy pierwsze odsłony), a serial Cobra Kai zagwarantował mi świetny powrót do przeszłości. Jestem świeżo po seansie drugiego sezonu i choć to oczywista kontynuacja, to rozegrano ją naprawdę bardzo dobrze.

Pierwszy sezon serialu Cobra Kai przyjęliśmy w redakcji bardzo ciepło. Fajnie, że można go było bez problemu obejrzeć w Polsce, niefajnie natomiast, że z u wagi na brak w naszym kraju YouTube Premium, trzeba było kupować większość odcinków oddzielnie. Cena nie była wygórowana, jednak nie przywykłem do takiego rodzaju dystrybucji, dlatego dużo przyjemniej zasiadło mi się do sezonu drugiego. Również dlatego, że po udostępnieniu YouTube Premium w Polsce mogłem pobrać sobie wszystkie odcinki na iPada i zabrać do samolotu. Podczas długiej podróży miałem spać, obejrzeć pierwszy odcinek “do poduszki” i kiedyś tam nadrobić całość. Ostatecznie pochłonąłem cały sezon i w ogóle tego nie żałuję.

O czym opowiada serial Cobra Kai?

Serial Cobra Kai to kontynuacja starych filmów z serii Karate Kid. Bohaterowie tamtych opowieści są już dorośli, mają swoje własne życia, niektórzy rodziny. Fajtłapowaty Daniel, który nauczył się w szkole średniej karate, a potem wygrał lokalny turniej i pokonał popularnego Johnny’ego ma szczęśliwą rodzinę, założył też świetnie prosperującą sieć sprzedaży samochodów. Jego mający w szkole średniej praktycznie wszystko rywal to teraz wrak człowieka, który każdy wieczór spędza przed telewizorem opróżniając kilka butelek piwa. Okazjonalnie też spożywa coś mocniejszego, a potem wsiada za kółko. Nie mogąc znaleźć swojego miejsca, postanawia jednak otworzyć szkołę karate, posiłkując się nazwą Cobra Kai, swojego dawnego klubu, który z zasadami fair play nie miał nic wspólnego.

Pierwszy sezon Cobra Kai wywrócił ten świat do góry nogami – był kontynuacją opowieści znanej z filmów, jednak wydawało się, że ten dobry został złym, a ten zły dobrym. Miało to oczywiście swoje usprawiedliwienie opowieści i jako zabieg wyszło twórcom świetnie. Pozytywne wrażenia spotęgowało na pewno pojawienie się dokładnie tych samych aktorów, co w filmach z lat 80.

Drugi sezon to świetne rozwinięcie wątków z pierwszego

Od początku staram się nie zdradzić zbyt wiele z fabuły któregokolwiek z sezonów, nie chcę zepsuć Wam zabawy podczas seansu. Drugi sezon to po prostu kontynuacja wydarzeń z pierwszych dziesięciu odcinków i rozwinięcie zapoczątkowanych tam wątków. Jednym z głównych staje się natomiast powrót znienawidzonego przez wszystkich Kreesa, założyciela oryginalnego Cobra Kai. To niezrównoważony psychicznie facet, który kilkadziesiąt lat temu chciał zrobić ze swoich podopiecznych zabijaków, którzy na zawodach nie przestrzegają żadnych zasad – liczyła się tylko wygrana. Teraz natomiast chce odzyskać swój dawny klub z wężem w logo, wydaje się jednak że lata tułaczki sprowadziły go na dobrą drogę. Czy tak faktycznie jest? O tym przekonacie się oglądając serial.

Drugim kluczowym wątkiem fabularnym jest Daniel i jego własne dojo, które stara się prowadzić w taki sposób, jak robił to kiedyś jego sensei. W jego głowie karate to wciąż sztuka samoobrony oraz harmonii, dlatego chce uczyć w ten sposób swoich uczniów. Sęk w tym, że w mieście dzieciaki zainteresowane są tylko Cobra Kai, będzie więc stawał na głowie by zyskać nowych uczniów. Do tego dochodzi wątek typowego teen-drama, posypanego jeszcze nienawiścią dwóch konkurujących ze sobą klubów. Jasne, na upartego można szukać tu ambitniejszych treści, starać się wyłapać kryzys wieku średniego, problemy w relacjach z dziećmi czy konflikty w szkole – ale podane jest to wszystko tak lekko, że powiela większość znanych schematów. Cobra Kai w drugim sezonie jednak nie udaje, że chce być ambitnym dziełem i między innymi przez to tak przyjemnie mi się te 10 odcinków oglądało.

Wspomniałem o tym, że ogromną siłą serialu są aktorzy – ale absolutnie nie mówię tu o umiejętnościach, bo żaden z głównych bohaterów nie pokazał nic ponad klasyczną przeciętność. Kiedy jednak oglądamy kontynuację konfliktu z lat 80. ubiegłego wieku widząc dokładnie te same osoby, bardzo łatwo zaakceptować pojawiające się co jakiś czas wspomnienia, będące wycinkami ze starych filmów. W drugim sezonie pojawiają się nawet postacie, które widzieliśmy w filmach tylko przez chwilę – i to znów są ci sami aktorzy co kiedyś. Oczywiście zestarzeli się, zmienili, jednak nie wyobrażam sobie by ten serial mógł być tak fajny, gdyby zdecydowano się na zmianę obsady. Dlatego zdecydowanie przyjemniej oglądało mi się Cobra Kai niż na przykład nową odsłonę Robocopa. Moim zdaniem to fantastyczny pomysł i chciałbym by ktoś jeszcze zrobił to podobnie.

Czy warto obejrzeć drugi sezon Cobra Kai?

Jeśli macie darmowy okres próbny YouTube Premium i szukacie lekkiego, fajnie zrealizowanego, luźnego serialu, który pomoże zabić nudę – dobrze trafiliście, Cobra Kai jest dla Was. Odpowiednio prosty, naiwny, bardzo mocno nawiązujący fabularnie do dla wielu już kultowych filmów Karate Kid. Przede wszystkim to jednak serial bez “napinania się” czy próby zawojowania serialowego rynku – a o to czasem dziś trudno. Dla mnie to kilka bardzo przyjemnie spędzonych godzin i mam nadzieję, że na drugim sezonie ta opowieść się nie skończy. A patrząc na końcówkę ostatniego odcinka, jestem prawie pewny, że będzie też trójka.