26

Tańszy smartfon za wszędobylskie reklamy – co Wy na to?

Ekran blokady - reklama, centrum powiadomień - reklama, zainstalowane domyślnie aplikacje - pakiet programów od Amazonu. Cena telefonu? Niższa o połowę - 50 dolarów. Taka strategia to nic nowego, bowiem amerykański gigant ecommerce już od dawna oferuje swoje czytniki i tablety w obniżonych cenach w zamian za możiwość wyświetlania reklam. Tym razem jednak rozpoczęto współpracę z innym producentem, w którego ślady mogą podążyć kolejni.

Blu to marka nie mówiąca nic polskiemu klientowi. Szanse na pojawienie się ich nowego urządzenia w naszym kraju są ilurozyczne, szczególnie że jego najważniejszą cechą jest specjalna cena, którą definiuje partnerstwo z Amazonem – sklepem, który wciąż nie zdecydował się na oficjalne uruchomienie swojego oddziału w naszym kraju i spod adresu Amazon.pl przekierowuje nas do witryny oferowanej zachodnim sąsiadom.

Ale sama koncepcja jest zdecydowanie warta uwagi, ponieważ może zostać podchwycona przez obecne już w naszym kraju firmy, a w pierwszej kolejności do głowy przychodzą mi operatorzy sieci komórkowych. Jednym z najważniejszych czynników przy wyborze nowego smartfonu jest cena. Obecnie za około 500-600 złotych można nabyć całkiem przyzwoite urządzenie, które sprosta oczekiwaniom stawianym przez tzw. „zwykłego użytkownika” – prowadzenie rozmów i wymiana wiadomości SMS, komunikatory internetowe, sieci społecznościowe, informacje (sportowe), mało wymagające gry, odtwarzanie muzyki.

Załóżmy, że plan napisany przez Amazon i Blu zostaje przeniesiony do naszej rzeczywistości i cena takiego urządzenia maleje o ponad połowę. Do kwoty 200 złotych. W zamian jednak podpisujemy zezwolenie na wyświetlanie reklam. Naprawdę dużej ilości reklam. Po wciśnieciu przycisku blokady, zamiast naszej tapety, oglądamy baner reklamowy nie-do-końca-losowo wybranego produktu. Rozwijamy centrum powiadomień, a tam w pierwszej kolejności widzimy zachętę do rozpoczęcia płatnej subskrypcji na usługę muzyczną lub VOD. Gdy przechodzimy do listy wszystkich zainstalowanych aplikacji zauważamy, że znajduje tam się mnóstwo programów powiązanych z kolejnymi możliwościami na wydawanie pieniędzy i nie ma możliwości ich usunięcia.

Do wszędobylskich treści marketingowych można się przyzwyczaić, ale czy wtedy moglibyśmy powiedzieć, że ten smartfon w rzeczywistości należy do nas? Skoro na lockscreenie nie uświadczymy nawet ulubionego widoku zachodzącego słońca, a reklama ładowarki samochodowej będzie ważniejsza, niż SMS od bliskiej nam osoby trudno sobie wyobrazić sytaucję przywiązania do tak osobistego gadżetu, jakim jest smartfon. Przypominałoby to raczej swego rodzaju dzierżawę, co też ma przecież swoje dobre strony – zalanie lub upadek telefonu na płytki chodnikowe nie byłyby tak traumatycznym przeżyciem…