23

Brak wsparcia dla aplikacji po kilku miesiącach od premiery to już tradycja. Szkoda, ale raczej się to nie zmieni

Brak wsparcia dla mobilnych gier i aplikacji to prawdziwa zmora. Rynek jednak jest na tyle ogromny, że... większość ludzi nawet tego nie zauważa.

Czy z waszych kont zniknęły jakieś gry lub aplikacje? Prawdopodobnie nie — bo kiedy zaglądacie w zakładkę kupione, to nawet jeżeli teraz takiej produkcji nie można już kupić, wy wciąż macie do niej dostęp. W czym zatem jest problem? Ano w tym, że to tak naprawdę niewiele zmienia. Istnieje bowiem niewielkie prawdopodobieństwo, że macie urządzenie ze starą wersją systemu, która bez problemu odtworzy zakupioną przez was grę czy aplikację.

Wiele problemów, jedno rozwiązanie

A nawet jeżeli któraś z tych produkcji otworzy się na waszym najnowszym smartfonie czy tablecie, to musicie liczyć się na cały zestaw niedogodności. Jakich? Ano istnieje bardzo duża szansa, że gra fatalnie będzie prezentować się na ekranie waszego nowego urządzenia. Mniejsze rozdzielczości i inne formaty obrazu (ang. aspect ratio) stanowiły jeszcze tych kilka lat temu standard. Ale jeżeli to nie jest dla was przeszkodą, to może brak możliwości synchronizacji stanu zapisu gry z chmurą? Też nie? No dobrze, to teraz najgorsze co może was spotkać — a w wielu przypadkach okazywało się być, niestety, standardem. Gra po prostu będzie się w losowych momentach wyłączać. A jako że projekt już dawno temu został przez twórców porzucony, na waszym miejscu nie liczyłbym na jakąkolwiek poprawkę. I właśnie jedynym rozwiązaniem jest… sięgnięcie po urządzenie z wersją systemu, którą ta produkcja jeszcze wspierała.

Nieobecność to jeszcze nie wszystko

Część produkcji które nie chcą współpracować z najnowszymi wersjami Androida czy iOS po prostu znika z katalogów. Tak było chociażby z kultowym The Secret of Monkey Island: Special Edition. Zresztą to jedna z tych gier, która doczekała się nawet oficjalnego komunikatu na stronie Disneya. Podobnie jak spora część katalogu SEGI. Ale dużo tytułów wisi nieaktualizowanych od lat w sklepach, twórcy się nimi specjalnie nie interesują. Kilka miesięcy temu była głośna sprawa związana z The World Ends With You (ok. 55 zł) i Ghost Trickiem (całość w ramach IAP to ok. 40 zł), które wciąż były dostępne w marketach, ale na najnowszej wersji systemów nie działały. Wydawca powiedział, że… nic z tym nie zrobi. Na chwilę nawet zdjął z Sieci pierwszy z tych tytułów. Dopiero po dużej burzy w internecie postanowił zająć się ich aktualizacją. Smutne, ale prawdziwe. A to przykłady pierwsze z brzegu, dość głośne — ile takich gier i aplikacji wisi w Google Play i AppStorze? Zakładam, że nawet nie dziesiątki, a setki. I raczej za dużo się w tej sprawie nie zmieni.

Sytuacja bez wyjścia?

Ilość aplikacji i gier które co rusz dołączają do mobilnych marketów potrafi przyprawić o zawrót głowy. Tym bardziej, że co rusz pojawiają się konkretne, wysokiej jakości, tytuły, które wciągają na wiele godzin. Rozwijające się platformy mają lżej — bo zmieniają się równocześnie na komputerach i telefonach. Duzi wydawcy gier serwują nam nowy tytuł przynajmniej raz na kilka tygodni i po dekadzie smartfonowego szaleństwa aktualizacja wszystkich z nich, rozumiem, może być kłopotliwa. Jednak brak wsparcia dla tak ważnych tytułów jak TSoMI czy jednych z najlepszych RPG — które, de facto, wcale nie są tanie? To już przesada. Sprawa oddawania zakupionych, niedziałających po latach, produktów też jest przegrana — w większości przypadków zgadzamy się na to akceptując regulaminy. No a poza tym po zakupie mamy dwa tygodnie na to by zwrócić cyfrowy produkt do sklepu. Szkoda tylko, że tak wiele z nich lubi się „dezaktualizować”, a chcąc być na bieżąco musimy obejść się smakiem, gdy chcemy do nich powrócić kilka miesięcy później. Chyba najwyższy czas zacząć odkładać stare smartfony i tablety do szuflady…