iphone w dłoni
16

Gry mobilne to nuda i powielanie schematów? Większej bzdury dawno nie słyszałem

Rynek mobilny jest już tak nasycony, że odniesienie na nim większego sukcesu niemal graniczy z cudem. Każdego tygodnia do katalogów dołączają dziesiątki gier i aplikacji — i wbrew powszechnym opiniom, ich jakość wcale nie spada. A wręcz przeciwnie.

Każdego tygodnia mój telefon i tablet kipią od nowości. Odświeżenie list AppStore’a to takie małe święto, w ramach którego gry mobilne niebezpiecznie rosną na mojej kupce wstydu . Owszem, zdarzają się tygodnie, w których naprawdę nie ma w czym wybierać. A kiedy już wyłowimy tam jakieś w miarę przyzwoite produkcje, to raczej nie wybijają się przed szereg. Niczym specjalnym się nie wyróżniają i są co najwyżej prostu poprawne. Takich tygodni jest jednak stosunkowo niewiele. Zdecydowanie prym wiodą te, w których nie wiem za co zabrać się najpierw. I żeby była jasność — owszem, daję szansę grom free-to-play. Jeżeli są dobrze zaprojektowane i nie wymagają ode mnie fury pieniędzy po pierwszej godzinie, to nawet potrafię spędzić z nimi kilkanaście-kilkadziesiąt godzin. Ale głównie mam tu na myśli tytuły premium, które kupuję raz i gram.

Wszyscy którzy twierdzą, że na mobile nie ma w co grać, bo wszystko już było, chyba w ogóle tego rynku nie śledzą. Uwielbiam opinię że granie na smartfonie skończyło się na Cut the Rope, Flappy Bird, Angry Birds — opcjonalnie niektórzy dorzucają jeszcze Hearthstone. Otóż nie, nie skończyło się. Listy gier roku na iOS i Androida które przygotowaliśmy razem z całą ekipą AntyApps są na to najlepszym przykładem. A kiedy przeglądałem wczorajsze nowości w mobilnym sklepie Apple aż złapałem się za głowę ile dobra pojawiło się tam z dnia na dzień.

Tylko ten tydzień przyniósł nam Aftershock – Tactical Card Combat, Almost a Hero, Beglitched, Big Journey, Cliff Hopper, Euclidean Lands, Mushroom 11, OXENFREE, Heroes 2: The Undead King, Laberinx czy Ticket to Earth. To jedenaście (!) produkcji, które od razu przykuły moją uwagę — a wśród nowości było znacznie więcej propozycji. Zapoznaję się dopiero z trójką z nich i już teraz mogę powiedzieć, że to fantastyczne gry, które gdy tylko poznam bliżej — będę polecał czytelnikom AntyApps. Zresztą ostatnie tygodnie również były niezwykle owocne i przyniosły nam cały zestaw niebanalnych tytułów, do których wciąż chętnie wracam. Wystarczy wspomnieć Float, Pan-Pan, MUL.MASH.TAB.BA.GAL.GALEvergrow, Die by Died czy Glitchskier. To pierwsze z brzegu przykłady, które znać po prostu warto. I żaden nie jest klonem Angry Birds, ani kolejnym match-3 — swoją drogą w tej kwestii też można jeszcze zaproponować coś niebanalnego. Nie wierzycie? To sprawdźcie Konrad the Alchemist.

Non-stop słyszę, jak to granie mobilne nie ma sensu. Bo wszystko wygląda tak samo, wszystkie tytuły tworzone są po to by wyciągać od nas pieniądze, żaden nie ma w sobie głębi. A guzik prawda. Ale trzeba pokopać głębiej i nierzadko wydać kilkanaście złotych. Nie ograniczać się do najpopularniejszych, darmowych, tytułów. Bo to że mają najwięcej aktywnych użytkowników i przynoszą krocie ich twórcom wcale nie oznacza, że na nich kończy się smartfonowe granie. Nie wierzcie w te plotki i kopcie głębiej — bo naprawdę warto. A jak znajdziecie jakieś sztuczki które pozwolą wydłużyć dobę by, to śmiało się nimi podzielcie.