Botoks Patryka Vegi
82

Botoks obronił się przed spiskiem. Tłumy Polaków ruszyły do kin

Krytycy rwą włosy z głów, ludzie mdleją na sensach, środowisko medyczne się oburza, reżyser insynuuje, że negatywne opinie na temat filmu to jakaś zorganizowana akcja, spisek wręcz - tak wygląda krajobraz po burzy. Ową burzę wywołał Botoks, najnowszy obraz Patryka Vegi. Obraz, na który w weekend otwarcia wybrało się kilkaset tysięcy osób - szykuje się kasowy hit. A potem pewnie podobne projekty opowiadające o środowisku sędziów (szerzej wszystkich prawników), górników, nauczycieli czy programistów. Przygotujcie się na złote czasy rodzimego kina.

Botoks od kilku dni wyłazi z lodówki – gdzie bym nie zajrzał, tam dyskusja na temat filmu. I tu muszę pogratulować panu Krzemienieckiemu (tak, reżyser wcześniej nosił polsko brzmiące nazwisko, które musiało ustąpić nowej wersji Patryka), bo udaje mu się to, co nie wychodzi innym reżyserom: skupia uwagę tłumów na swoich obrazach. A ta uwaga przekłada się na sprzedaż biletów – Polacy walą do kin drzwiami i oknami na filmy, pod którymi podpisuje się Vega. Możesz być reżyserem po szkole filmowej, twórcą z wielkim doświadczeniem i imponującym dorobkiem, artystą cenionym na świecie, ale portfele mas zgarnie ci sprzed nosa Patryk Krzemieniecki…

Na swój sposób jest to fascynujące. Czy pokazuje, w jakiej kondycji jest polskie kino, szerzej polska sztuka? Gdybym tak stwierdził, skrzywdziłbym wielu artystów i ich dzieła. Bo w ostatnich latach powstało w naszym kraju wiele dobrych filmów. Czasem wręcz bardzo dobrych. Dlatego napiszę, że sukcesy filmów typu Botoks pokazują raczej kondycję społeczeństwa. Tej bezimiennej masy, która wypełnia stadiony na koncertach disco polo, w ciągu roku nie bierze do ręki nawet jednej książki, a wiedzę nierzadko czerpie z obrazków znalezionych na Demotywatorach. Żarty serwowane przez Vegę i jego ekipę zwyczajnie podobają się tym ludziom, trafiają w ich gusta.

Owa masa, gdy już obejrzy Botoks, pewnie stwierdzi, że właśnie tak wygląda polska służba zdrowia: „czysta prawda” zakrzykną tłumy widzów. A twórcy to podłapią i pokażą kolejne grupy zawodowe – na pierwszy ogień (drugi, po farmaceutach, ratownikach i lekarzach) mogą pójść prawnicy: adwokaci od kamienic, sędziowie od kiełbasy i komornicy od ciągników. Będzie się działo! Ale dlaczego mielibyśmy na tym kończyć? Przyjrzyjmy się także górnikom, listonoszom, informatykom, nauczycielom, spawaczom, magazynierom i sprzedawcom. Przecież o każdej z tych grup zawodowych można nakręcić coś na kształt obrazu Botoks. Podejrzewam, że rechot mas by słabł, kolejne grupy stwierdzałyby, że twórcy przesadzili, że tak nie wygląda ich branża, że ktoś przeholował i ich obraził. Bo żywot górnika nie polega tylko na piciu gorzały kilometr pod ziemią, paleniu opon w Warszawie, bijatyce podczas karczmy i grupowym seksie w łaźni…

Obawiam się, że Botoks to początek ponurej serii, której zadaniem będzie po prostu zarobieni milinów przez ludzi, którzy są biznesmenami a nie filmowcami. Ktoś stwierdzi, że to także rola filmu, że czas skończyć z kinem artystycznym i zacząć robić kasę, niczym w USA, ale nawet ten kierunek powinien mieć jakieś ramy i cele. W przeciwnym razie masowo będą powstawać gnioty typu Kac WAWA ze scenariuszem pisanym prawdopodobnie przez stado szopów, poziomem humoru, który trudno nawet komentować i twórcami atakującymi krytyków za… krytykę. Skoro już o recenzjach mowa – Patryk Vega wymyślił coś lepszego niż ludzie stojący za Kac WAWA, nie zamierza się z nimi sądzić – negatywne oceny powiązał z jakimś spiskiem. To nie efekt niezadowolenia krytyków, po prostu słabego filmu, lecz zakrojonej na szeroką skalę akcji, dzieło świata ciemności. Inni się pod tym podpisują i mówią wprost: to kontratakują koncerny farmaceutyczne, bo pokazał pan prawdę! Mafia dalej spiskuje! I robi się groteskowo.

Ktoś zapyta pewnie, czy widziałem Botoks. Nie, nie widziałem. I nie zamierzam oglądać. Z kilku powodów. Zdecydowana większość twórczości Patryka Vegi mnie rozczarowała i wyczerpała się moja cierpliwość – żal mi 2-3 godzin na jego kolejny film (o ile taki zbiór scenek można nazwać filmem). Widziałem też trailer, który prawdopodobnie przedstawia większość tych lepszych scen – pisałem niedawno, że trailery pokazują dzisiaj zbyt wiele, zakładam, że w tym przypadku jest podobnie. Zresztą, potwierdzają to niektóre recenzje. Skoro już o nich mowa: uwierzę krytykom i przyjmę, że Botoks to jednak skok na główkę do pustego basenu – ja się nie piszę. Nie zamierzam przyglądać się ludziom, którzy w kinie będą wybuchać śmiechem za każdym razem, gdy Tomasz Oświeciński rzuci bluzgiem. Zaliczyłem to już na Pitbullu, wystarczy. Jeżeli będę chciał obejrzeć film o służbie zdrowia, zabawny i dramatyczny zarazem, wrócę do MASH.

Nie dajmy sobie wmówić, że Patryk Vega to doskonały obserwator i komentator polskiej rzeczywistości, Bareja naszych czasów. To człowiek, który nauczył się, jak zarabiać na rozrywce niskich lotów. Jeśli chcecie, to ją wspierajcie. Tylko nie miejcie potem pretensji, że „coś złego porobiło się z polską kulturą”. Polska kultura ma się całkiem nieźle. Wystarczy zapukać do właściwych drzwi.