5

Bootstrapping – do inwestora idziemy jak najpóźniej albo w ogóle

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co Jedna z pierwszych myśli o nowym projekcie internetowym to ile kasy będę na niego potrzebował. Potem zastanawiamy się kiedy najwcześniej uderzymy do inwestorów. Dla fanów bootstrappingu to słabe podejście. Bo to jest słabe podejście. Stawiają na niezależność i samowystarczalność. To jest wiara, że jeśli zbuduję coś dobrego to i tak […]

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Jedna z pierwszych myśli o nowym projekcie internetowym to ile kasy będę na niego potrzebował. Potem zastanawiamy się kiedy najwcześniej uderzymy do inwestorów. Dla fanów bootstrappingu to słabe podejście. Bo to jest słabe podejście. Stawiają na niezależność i samowystarczalność. To jest wiara, że jeśli zbuduję coś dobrego to i tak się obroni na rynku. Cóż więcej dodać.

Korzyści płynące z takiego podejścia, gdzie minimalizujemy koszty i finansujemy projekt z własnej kasy, to przede wszystkim zrozumienie własnego biznesu (produku i klienta). Mentorami nie są wtedy wszelcy guru ale właśnie Twoi klienci. W opozycji często stawia się na „genialne” i nie zweryfikowane ale już zaimplementowane pomysły. Jeśli nie dają efektów to ruszamy po pieniądze, które mają spowodować cud. Oczywiście czasami dofinansowanie jest naturalnym krokiem do skalowania (promocji) sprawdzonego już produktu na szerszą skalę.

Ash Maurya wspomina w „Running Lean”, że boostrapping powinien prowadzić nawet do minimalizacji własnych wydatków. Od początku powinniśmy utrzymywać się z przychodów od klientów, czyli od razu weryfikować czy są oni w skłonni płacić za nasz brylant (freemium odpada). Więc nie gonimy ROI tylko zaczynamy z nim. Ciekawe :)

Zdjęcie bucików z torgronsund.com

Autorem wpisu jest Maciej Oleksy, twórca Meegusto.com
oraz autor blogu – ProductLabs.co