37

Biznes po „januszowemu” – czyli dlaczego ten, kto kupuje taniej… kupuje drożej?

Z reguły jest tak, że jak człowiek coś kupuje, to szuka najtańszej oferty – ja nie jestem w tym przypadku żadnym ewenementem. Szukając jednak ofert zwracam uwagę również na inne szczegóły dotyczące danego produktu – chodzi tu rzecz jasna o opinię o sprzedawcy/producencie oraz o ogólne warunki takiej sprzedaży – zazwyczaj umieszczane w opisach przedmiotów […]

Z reguły jest tak, że jak człowiek coś kupuje, to szuka najtańszej oferty – ja nie jestem w tym przypadku żadnym ewenementem. Szukając jednak ofert zwracam uwagę również na inne szczegóły dotyczące danego produktu – chodzi tu rzecz jasna o opinię o sprzedawcy/producencie oraz o ogólne warunki takiej sprzedaży – zazwyczaj umieszczane w opisach przedmiotów choćby na Allegro.

Wielokrotnie kupowałem przez Internet i wielkiego problemu potem nie było. Raz miałem sytuację, w której potrzebowałem coś odesłać, gdyż nie była to akurat ta rzecz, o którą prosiłem. Operacja przebiegła bezproblemowo, towar został wymieniony i jako, że nie spieszyło mi się za bardzo, to nawet nie zdążyłem się obrazić. Niektórzy tyle szczęścia nie mają i wpadają w pułapkę, albo w najgorszym razie tracą nerwy.

W serwisie Wykop opublikowano znalezisko, na którym widnieje… po prostu niewybredna treść oferty w sklepie Net-S, który sprzedaje elektronikę użytkową. Sklep bliżej mi nieznany, nieznany również szerzej na polskim rynku, ale jak się okazuje – nie ma prawa być, bowiem działa w oparciu o bardzo „cwany”, choć całkiem legalny model.

wykop1

Przede wszystkim, takie sklepy jak Net-S zawierają umowy z jednym z polskich firm zajmującą się dystrybucją elektroniki użytkowej. Ważne jest to, aby taki sklep spełnił wymóg zawarty w umowie z takim dystrybutorem, który mówi o tym, ile towaru należy zamówić, by wysyłka była darmowa. Jeżeli dystrybutor udostępnia API przeglądu swojego asortymentu, taki sklep takie dane pobiera razem z opisami oraz ceną (ewentualnie marżą). Zapytacie, czy opłaca mu się ekstremalnie niska marża lub też jej brak? Owszem, gdyż zarabia na kosztach wysyłki takiego towaru (wskazałem wyżej – wykręcone minimum). Firmie odchodzi koszt magazynowania produktów, bowiem przesyłki trafiają bezpośrednio do klienta od dystrybutora. Sprawę tę wyjaśnił użytkownik „deeveejay” w serwisie Wykop.

Psujemy rynek, zarabiamy pieniądze

Taki sklep operując tylko na bardzo niskich marżach oraz kosztach wysyłki potrafi nieźle na siebie zarobić, gdyż odchodzą większe wydatki związane z funkcjonowaniem typowego sklepu. Wychodzi zatem na to, że wystarczy potrafić utrzymać hosting, zakupić odpowiednio przygotowaną stronę internetową, która będzie w stanie pobierać dane z API dystrybutora i… biznes się kręci. Tak, można zarobić na samych „kosztach wysyłki”, które dla takiego sklepu są zerowe. Nie ma dostępu do stanów magazynowych na bieżąco, więc jeżeli okaże się, że towar został zamówiony, a niestety go nie ma – klienta odsyła się z kwitkiem mówiąc, że błąd leży po stronie dystrybutora i… nie da się z tym nic zrobić. W tym wypadku zadziałał błąd po stronie dystrybutora – fatalny błąd w oznaczeniu ceny produktu spowodował lawinę zgłoszeń o zakupie (a sklep był odnotowany w porównywarkach) i stąd również ten niewybredny komentarz, który zamiast zniechęcić użytkowników, to wywołał spory rozgłos i ostatecznie spowodował efekt odwrotny do zamierzonego.

W kwestii takich sprzedawców aktualne jest również pytanie o to, czy taki podmiot rzetelnie zajmie się ewentualnym postępowaniem reklamacyjnym, czy wysyłając sprzęt do niego możemy być pewni, że pracownicy odpowiednio zajmą się przesyłką i czy proces nie będzie się ciągnął zbyt długo. W sytuacjach awaryjnych, kiedy na przykład wiele produktów danej marki posiada jakiś defekt i przychodzi całe zatrzęsienie takich urządzeń, może okazać się, że sprzedawca będzie działał niesamowicie wolno podczas realizowania operacji.

Grafika: 1, 2