16

Bitspiration – kogo można było zobaczyć w Krakowie? Zapewniam, że elitę – dowiedz się, co straciłeś

Wczorajszy dzień mógł przejść do historii naszego kraju – polska reprezentacja miała błysnąć geniuszem i zgraniem, by pokazać wszystkim, kto tu rządzi ;) I po części zostało to zrealizowane! Nie ma się jednak co oszukiwać – wiele osób żyje w tym czasie zupełnie innymi tematami, a najlepszy przykład stanowi organizowana w Krakowie konferencja Bitspiration. Na […]


Wczorajszy dzień mógł przejść do historii naszego kraju – polska reprezentacja miała błysnąć geniuszem i zgraniem, by pokazać wszystkim, kto tu rządzi ;) I po części zostało to zrealizowane! Nie ma się jednak co oszukiwać – wiele osób żyje w tym czasie zupełnie innymi tematami, a najlepszy przykład stanowi organizowana w Krakowie konferencja Bitspiration. Na krakowski Kazimierz ściągnęły niezwykle ciekawe osoby z polskiej, ale przede wszystkim światowej branży IT.

Impreza powinna wystartować o 9.30, ale atmosfera była dość luźna i nikomu się raczej nie spieszyło. Trwały porównania sprzętu i wymiana geekowskich dowcipów. Zaczęło się o 9.40. To pierwsza edycja Bitspiration. Usłyszeliśmy, że ma być na luzie. Poznaliśmy sponsorów czyli tych, którzy (cytując organizatora) płacili za wódkę ;). Po południu impreza przeniosła się z hotelu Galaxy do pubów, gdzie miało być miło i przyjemnie. Zdjęcia z wczorajszego dnia pochodzą jedynie z pubu – nie łączcie ich z tekstem, tylko zobaczcie, jak może wyglądać konferencja. Dzisiejszy materiał będzie bardziej poważny. Chyba ;)

John Draper

Pierwsza prezentacja. Autorem Don Dodge z Google. Celem było udowodnienie, iż kończymy erę PC i rozpoczynamy coś nowego – czas na mobile. Tezy tego typu nie są niczym nowym w przypadku Google – niejednokrotnie wspominali o tym zarówno założyciele korporacji, jak i jej wieloletni CEO – Eric Schmidt.

Don Dodge poinformował, iż był już w naszym kraju i zawsze chętnie tu wraca – ciekawe, komu kibicował wczoraj wieczorem? Pracownik Google jeździ po świecie i bierze udział w konferencjach (ponoć to najlepsza praca na świecie).

Platform shifts, bo o tym wczoraj mówił, zdarza się co 10-15 lat. Wśród liderów, którzy w przeszłości dokonywali zmian (a właściwie skoków) znajdziemy m.in. IBM, Dell, Microsoft, Yahoo, Google. Za obecny skok (do ery mobilnej) odpowiadają, zdaniem Dodge’a, Google i Apple. Każdy skok oznacza 10 razy więcej urządzeń; w przypadku smartfonów skalą wielkości są już miliardy. A rozwój rynku przyspiesza. Powodem jest m.in. fakt, iż dzisiaj telefon stanowi dla nas komputer. Dodge wspomniał, iż jego smartfon jest mocniejszy, niż laptop, z którego korzystał trzy lata temu. Biuro przyszłości będzie polegało na smartfonie, płaskim ekranie i klawiaturze.

Prezentacja Grow App

Dowodów na to, że jesteśmy już w erze post PC nie trzeba daleko szukać – wystarczy spojrzeć na sprzedaż sprzętu. Na świecie sprzedaje się już więcej smartfonów, niż komputerów. I dysproporcja będzie się powiększać – na rynku w ciągu najbliższych pięciu lat zaczną rządzić smartfony i tablety, a komputery zejdą na drugi plan. A kto będzie liderem na rynku mobilnym? Apple i Google, rzecz jasna. Prelegent nie omieszkał wspomnieć, iż Apple wystartowało w tym segmencie wcześniej, ale to korporacja z Mountain View jest dzisiaj liderem i rozwija się szybciej (mowa tu o rynkowych udziałach). Przypomniał również, że jednym z pionierów na rynku mobilnym był Microsot, a dzisiaj firma walczy o przetrwanie w tym segmencie promując Windows Phone. Microsoft mógł być pierwszy, ale prawdziwej rewolucji dokonało Apple (to się nazywa ukłon w stronę konkurencji). Teraz mamy już wyścig dwóch koni (przyznam szczerze, iż zabrzmiało to bardzo ciekawie).

Dla uzmysłowienia tego, że branża mobilna zyskuje na znaczeniu przytoczono dane dotyczące rozrywki. Telewizja i radio tracą na znaczeniu pod tym względem. Wzrasta znaczenie Internetu, w którym spędzamy coraz więcej czasu, ale prawdziwym hitem jest mobile – tutaj wykresy szaleją. Rośnie nie tylko wskaźnik obrazujący czas, jaki spędzamy w Sieci przy wykorzystaniu sprzętu mobilnego, ale też wskaźniki prezentujące wzrost wartości rynku mobilnego. Mowa o ogromnych kwotach, które kuszą deweloperów (kiedy była o tym mowa obserwowałem Johna Drapera – ten człowiek-legenda ewidentnie nie był zainteresowany liczbami ;)).

Nagle padło zdanie, iż Polska jest w światowej czołówce, jeśli chodzi o korzystanie z 3G (ponoć trzynaste miejsce w świecie pod względem liczby użytkowników). Nie zgodził się z tym Witold Tomaszewski z Telepolis.pl. Stwierdził, iż dane są poważnie zawyżone i zaczęły się żarty, ale szybko wątek urwano i Dodge przeszedł dalej. Padły dwa ważne zdania: Software is eating the world, co oznacza, iż sprzęt schodzi na drugi plan oraz Apps eating everything. Aplikacje opanowały każdą sferę naszego życia (biznes, sztuka, gry, handel, praca, edukacja itd.) i proces ten będzie postępował. Następnie dane na temat wartości rynku mobilnego. Zapewne nie muszę pisać, iż mowa o miliardach dolarów. Wspomniano o Instagramie – pierwszej aplikacji sprzedanej za miliard dolarów. Ale na tym raczej się nie skończy. Dla zobrazowania potęgi aplikacji przytoczono następujący przykład: AOL potrzebował 9 lat, by zebrać milion użytkowników.Facebookowi zabrało to 9 miesięcy, natomiast niektóre aplikacje osiągają ten wynik w 9 dni.

Następnie w ciekawy sposób przeszliśmy do Androida. Wspomniano, iż smartfony są (w przeciwieństwie do komputerów) powszechnie dostępne – każdy może kupić ten sprzęt. Nie ma zatem żadnych barier dostępu. Wszystkich na niego stać, jest łatwy w użytkowaniu i można z niego korzystać praktycznie wszędzie – i w domu i poza nim. Pojawił się fragment ogłoszenia, na którym prezentowano smartfony za darmo (za 1 centa). Oczywiście cena obowiązuje w przypadku podpisania umowy z operatorem na okres dwóch lat, ale przekaz jest jasny – smartfon trafi do Ciebie za darmo. Google wychodzi z założenia, iż warto ludziom dać dostęp do Androida za darmo, bo i tak będzie można na tym zarobić (np. na usługach).

Pojawiła się kwestia możliwości w branży mobilnej. Na dzień dzisiejszy największe szanse na zarobek wiążą się z tworzeniem gier, ale z czasem będzie się to zmieniało. Obecnie jedynie 5 na 40 topowych aplikacji nie jest grami. Do sektora ruszy jednak wielki biznes i będzie wprowadzał aplikacje typu B2C. Będą darmowe, ale to właśnie one generują sprzedaż. Nie oznacza to oczywiście, iż gry przestaną się cieszyć popularnością – one nigdy się nie znudzą, co z pewnością uraduje miłośników grania na sprzęcie mobilnym.

Dodge wymienił 6 punktów, na które należy zwracać uwagę rozważając inwestycję w dany biznes. Jeżeli firma wpisuje się przynajmniej w 4 z nich, to można w nią inwestować i zapowiada się to ciekawie. Jeśli jest mniej, niż 3, to trzeba dany projekt omijać szerokim łukiem. Co to za sfery? Mobile, Social, Location, Games, Payments oraz Commerce.

Czas na kolejne ważne pytanie: HTML5 or native app? Pewnie nie zaskoczę Was odpowiedzią, iż to zależy. Przed podjęciem ostatecznej decyzji należy sobie zadać wiele pytań. Podstawowe brzmi: ile jesteś w stanie wydać na stworzenie aplikacji? O kolejnych nie będę wspominał, ponieważ jest ich sporo. Przejdę natomiast do innego pytania, zaprzątającemu głowę wielu deweloperom – którą platformę wybrać? Android oraz iOS są oczywistym wyborem. A czy opłaca się tworzyć aplikacje na kolejne mobilne systemy operacyjne? Dla wielkich firm nie jest to problem – stać ich. Gorzej z deweloperami, którzy próbują kontrolować i ograniczać swój budżet. Przed podjęciem decyzji o rozwijaniu swych pomysłów na kolejnych platformach należy to kilka razy przeanalizować i przekalkulować.

Podsumowanie niezwykle ciekawe – Mobile is a coming Tsunami Wave. Cześć ludzi jeszcze jej nie dostrzega, ale niedługo się to zmieni.

Czas na drugą prezentację i występ prawdziwej legendy – Johna Drapera. Temat? Historia hackingu.

Draper zaczął od tego, iż w latach 60. ubiegłego stulecia w USA była jedna firma telekomunikacyjna Koszty rozmów były wysokie, ponieważ nie istniała konkurencja. Ich uwagę przykuło to, że ktoś znalazł luki w systemie i postanowił wyczyścić stajnię Augiasza ;) Amerykanin opowiedział o swojej historii oraz wytłumaczył pojęcie i zjawisko Phone Phreakingu. Nie będę się zagłębiał w te tematy, ponieważ możecie o nich poczytać na Wikipedii. W skrócie można jednak powiedzieć, iż błędy, jakie popełniło w tamtym czasie AT&T można określić (cytując Drapera) jako zostawienie klucza w drzwiach po zewnętrznej stronie. Owym kluczem, otwierającym wrota była częstotliwość 2600 Hz. Potem opowiastka na temat słynnego gwizdka. System działał wszędzie i trudno było uwierzyć, że to takie proste.

Prezentacja słynnego Kapitana zawierała sporo materiałów audio, które prezentowały wybieranie numerów i… oszukiwanie. Nie ma co owijać w bawełnę – nie spodobało się to wszystkim i dało się już wyczuć lekkie znudzenie. Na szczęście potem wróciliśmy do historii potrafiących rozbawić – telefony do Białego Domu (z pytaniem o papier toaletowy), zabawy w więzieniu itd. I okazało się, że zmierzamy do końca – krótki set porad, co robić, by unikać hackowania w firmie i autoprezentacja. Czyli to, czym teraz zajmuje się John Draper aka Captain Crunch. Jeśli ktoś chciałby się skontaktować z legendarnym hackerem, to nie będzie miał z tym większego problemu – szukajcie kontaktu przez wszystkie kanały kierując się następującym zlepkiem: jdcrunchman.

Kolejny prelegent – David Bizer – próbował nas przekonać, że najważniejsi są ludzie. Team to podstawa. Następnie ważna uwaga (a właściwie zalecenie) skierowana do wszystkich – nie bójcie się pytać i poznawać nowych ludzi. Trzeba pytać i szukać, ponieważ to stwarza możliwości – dopóki nie spytasz, nie poznasz odpowiedzi. I nie skorzystasz. Takie to proste, ale musiał o tym przypomnieć Amerykanin, który twierdzi, iż w Europie już w dzieciństwie jest nam wpajane onieśmielenie. Ów brak pewności siebie hamuje rozwój. Najlepszym przykładem są konferencje – ludzie nie walczą na nich o możliwość zadania pytania. Większość siedzi cicho.

Kolejna rada: szukajcie mentora i grupy wartościowych ludzi, którymi można się otoczyć – im wcześniej ich znajdziesz, tym lepiej dla ciebie. Nie ma na co czekać – czas szybko leci…

Potem usłyszeliśmy, iż inteligencja i doświadczenie to nie wszystko – liczy się także pasja. I na to stawia m.in. Google. Przesłanie dnia: do crazy shit! Niektórzy się z tym nie zgodzili – szalone rzeczy możne robić w odpowiednim środowisku. Nie każda firma szuka szaleńca/osoby o ciekawej osobowości/indywidualności. Google może tu nie być regułą, lecz wyjątkiem.

Ben Dressler zaprezentował nam świat gier z punktu widzenia gracza i psychologa. Teza: Fun sucks! W grze nie chodzi tylko o zabawę (choć tak myśli większość ludzi). Przyznam szczerze – prezentacja była dość zawiła, ale tak to bywa, gdy do gry wkracza psychologia ;) W naukowy sposób wytłumaczono, na jakie potrzeby odpowiadają gry. Zdziwilibyście się. Prelegent zrobił na gościach takie wrażenie, że wszyscy zaniemówili ;) Pytań brak…

Jedźmy dalej (to już koniec w Galaxy). Paul Papadimitriou zaprezentował rozwój Japonii w ostatnich latach. Ciekawy człowiek – mieszanka wielu kultur, chyba lubi podróżować (co wynikało z opowieści) i dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Zafundował nam małą przejażdżkę po Tokio i prezentując kolejne stacje metro opowiadał o cudach-niewidach z kraju Kwitnącej Wiśni. Co powiedział?

Po pierwsze, 2G umarło w Japonii w roku 2010. Po drugie, Facebook powinien się uczyć od japońskich firm, jak zarabiać na ludziach – nie liczy się liczba użytkowników danego serwisu, tylko to, czy przekonasz ich, by zostawiali u ciebie pieniądze. Prelegent wskazał na źródło zysków w segmencie mobile w Japonii, przedstawił pewne anomalie i ciekawostki, które na Europejczykach, czy Amerykanach mogą robić wielkie wrażenie. Przy okazji pojawiło się ciekawe stwierdzenie, dotyczące wszystkich: telefon/smartfon to twój chłopak/dziewczyna. Jesteśmy bardzo przywiązani do swojego sprzętu mobilnego (dużo bardziej, niż do komputera) i raczej nie lubimy się z nim rozstawać.

Okazuje się, iż w Japonii z pomocą telefonu można zrobić praktycznie wszystko. Wręcz nieprawdopodobnie brzmi to, iż 16 mln Japończyków kupuje jedzenie w sieci Mcdonald’s korzystając z komórki. Dzięki temu mogą liczyć na zniżki przy kolejnych zakupach. Zasięg tego zjawiska poraża. Cały handel w Japonii staje się „mobile”. Owa przejażdżka po Tokio udowodniła, iż Japonia dokonała wielkiego skoku. Jednak nie wszystko jest do naśladowania – sami chyba najlepiej zdajecie sobie z tego sprawę.

Wystarczy… Zapraszam do lektury kolejnego tekstu w dniu jutrzejszym (lub jeszcze dzisiaj wieczorem). Wczoraj, gdy kończyłem tekst stałem koło Johna Drapera, który patrzył na ekran telewizora (trwał mecz Grecja – Czechy i ewidentnie zastanawiał się, jak nas może kręcić ten dziwny sport ;)

Póki co, temat do zbadania na Facebooku oraz na stronie organizatora.