14

Uzależnienie od komunikatorów czuję najbardziej kiedy te mają awarię

Komunikatory internetowe nie są niczym nowym. Wiele lat temu używaliśmy Gadu-Gadu czy Tlena, jednak moim zdaniem nie były to usługi tak bardzo masowe jak teraz. Dziś nawet krótkie awarie Messengera czy WhatsAppa robią ogromne zamieszanie.

Zauważyliście, co dzieje się w sieci kiedy popularne komunikatory internetowe łapią nawet chwilową czkawkę i przestają działać? Doskonały przykład mieliście kilka dni temu kiedy facebookowe programy do wymiany tekstu, obrazków i filmów nie funkcjonowały tak, jak należy. Przy okazji awarię zaliczył również Instagram, na którym nie dało się wymieniać wiadomości i odświeżać „tablicy”. Przeglądając RSS-y, jeszcze do dziś widzę newsy poświęcone tej krótkiej awarii. A przecież nic się nie stało, wszystko wróciło do normy.

Podobno pierwszym krokiem do walki z jakimkolwiek uzależnieniem jest przyznanie się do niego. I ja się przyznaję, jestem uzależniony od komunikatorów internetowych, które stały się dla mnie podstawowym sposobem kontaktu zarówno ze znajomymi, jak i w życiu służbowym. Tylko czy słowo „uzależnienie” jest tu odpowiednie? Nie korzystam z nich przecież dla zabicia czasu czy złudnej przyjemności – są po prostu świadomy wyborem i uruchamiam je po to, żeby kontaktować się z innymi osobami. Owszem, wciąż dzwonię, ale bardzo często korzystając właśnie z komunikatora, zdarza mi się też nie zapisywać numerów telefonów w kontaktach na smartfonie. Wystarczy, że „mamy się w znajomych na Facebooku”, więc możemy do siebie zadzwonić z samym audio albo korzystając z aparatu w smartfonie również na wideo. Jakość połączenia bywa czasem gorsza, ale jest to dla mnie szybsze i wygodniejsze. A najlepiej kiedy po prostu piszę, widzę kiedy ktoś odczytał wiadomość lub gdy odpowiada. Ostatniego SMS-a wysłałem w 2020 roku i jestem bardzo ciekawy czy przed końcem pierwszego kwartału tego roku to się zmieni.

Nie jest tak, że każda wolną chwilę spędzam w internecie i nie mogę bez niego żyć. Bawi mnie natomiast, że w 2021 roku, szczególnie w czasie pandemii ktokolwiek jeszcze jest w stanie mi takie rzeczy zarzucać. To właśnie w komunikatorach internetowych tworzymy rozmowy jeden na jednego, konwersacje w grupach. To tu najszybciej kogoś złapać, o ile oczywiście regularnie korzysta z takich aplikacji. Bo tak, sam mam jeszcze znajomych, którzy jak ognia unikają tego typu „wynalazków” i jakby na siłę wzbraniają się od mocniejszego wejścia online. I ja nie mówię, że to coś złego, po prostu dziś już ciężko mi to zrozumieć. Szczególnie, że same osoby potrafią godzinami „siedzieć na telefonie” i rozmawiać ze znajomymi o głupotach.

Wracając jednak do wspomnianej awarii. Ta wydarzyła się akurat gdy prowadziłem dwie ważne rozmowy na Messengerze i kiedy komunikator przestał wysyłać oraz odbierać wiadomości zacząłem się zastanawiać czy ja w ogóle mam obu rozmówców w kontaktach telefonicznych, bo przecież zawsze dzwonili do mnie właśnie na Messengerze. Ostatecznie okazało się, że miałem, jeden z numerów był już nieaktualny – jego właściciel uznał jakiś czas temu, że nie ma sensu informować znajomych o zmianie skoro i tak nie dzwoni do nich w klasyczny sposób i nie wysyła SMS-ów.

Mamy podobny problem w redakcji kiedy czkawkę zalicza Slack. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się już do tej platformy, że nawet krótka awaria staje się problemem. Szczególnie teraz, kiedy w obliczu pandemii również warszawska część redakcji nie siedzi już wspólnie w biurze. Mamy oczywiście zapasowe kanały komunikacji, jednak to właśnie tam jest nam najwygodniej.

Tu nie chodzi o to, czy któryś komunikator jest lepszy czy gorszy – który wykorzystuje gromadzone dane, czy uchodzi za ten najbezpieczniejszy. Myślę, że dla wielu osób taka forma kontaktu prywatnego i służbowego stała się po prostu naturalna, szczególnie w obliczu korzystania z niej przede wszystkim na smartfonach z możliwością kontynuowani rozmowy na komputerze. A pamiętacie jak lata temu tylko niektórzy korzystali z Gadu-Gadu, a rozmowy na IRCu uważało się za nerdowskie fanaberie geeków? Kto by pomyślał, że świat tak się zmieni. Aż strach pomyśleć jak to będzie wyglądać za 10-15 lat.