58

Automatyczna skrzynia biegów. Skarb? Skarbonka? A może lepszy manual?

Witajcie, Drodzy Czytelnicy. Dla niektórych z nas okres pandemii to również okres częstszego korzystania z samochodów - ci, którzy doceniają zagrożenie ze strony wirusa, raczej stronią od zbior-komów z obawy o dołączenie do statystyk. A skoro o jeździe autem mowa - nie może się to odbyć bez przekładni, która przeniesie pęd generowany przez silnik na koła. Tylko... jaka skrzynia lepsza?

Tak się składa, że w codziennym pokonywaniu miasta pomaga mi automat – stary, hydrauliczny, ponoć w najbezpieczniejszej konfiguracji silnik-skrzynia. Dlaczego mówię o „bezpieczeństwie”? Bo w takich autach właśnie jak moje, automat bardzo lubi powiedzieć: „nie będę robił”. 4-biegowy, czasami powolny, ale przełożenia zmienia bez szarpnięcia. Potrafi się zamyślić, potrafi przeciągnąć bieg (przez co samochód przestaje optymalnie przyspieszać i warto nieco popuścić gazu…), ale… do manualnej skrzyni nie wracam. Przynajmniej, dopóki zepsuje się automat…

Bo automat to droga rzecz w eksploatacji

Żeby jeździł długo i szczęśliwie, warto w nim wymieniać olej. A olej do skrzyń biegów jest drogi. Droga jest również jego wymiana – szczególnie ta „dynamiczna”, tak, aby przepłukać mechanizm z brudu zgromadzonego wewnątrz. Niektórzy producenci potrafili twierdzić, że raz wlany do skrzyni olej będzie wystarczał na całe życie samochodu. Powoli zbliżam się do 500 000 kilometrów przebiegu i nie wyobrażam sobie nie zmienić oleju w skrzyni automatycznej. Zmieniam olej w silniku? Zmieniam płyn chłodniczy? Zmieniam inne części eksploatacyjne? Powinienem zmienić i tutaj. Bo jak automat padnie…

To czeka mnie albo wymiana, albo regeneracja. Cenowo wychodzi niemal tak samo. Zepsuta skrzynia automatyczna oznacza generalnie unieruchomiony samochód, konieczność wezwania lawety (tego się nie ciągnie, ani nie pcha…) i niezwykle kosztowną naprawę. W tym momencie zdaję sobie sprawę, że musiałbym wtedy zapłacić jakieś 3/4 wartości auta. Jak wspomniałem – auto nie jest nowe, jest pełnoletnie. Ale to piękny, wygodny i funkcjonalny czołg.

Czytaj więcej: Netflix bije rekordy, ale to już nie jest ta sama usługa

Dlaczego nie manual? Bo jeżdżę w mieście, a z manualną skrzynią już miałem do czynienia. Nie, nie jest tak, że za nic w świecie nie wsiadłbym do samochodu z takim rodzajem przekładni – wręcz przeciwnie. Nie wyobrażam sobie takiego auta jak chociażby Volvo S60I R z automatyczną skrzynią biegów. Tam manual pozwala na wykrzesanie z pojazdu stu procent dostępnej mocy. Skoro „R”-ka od Volvo ma służyć do ostrzejszej jazdy, to akurat w tym przypadku „wajchowanie” jest jak najbardziej wskazane.

Ale, czy sportowy charakter auta z góry oznacza, że powinien być w nim zainstalowany „manual”? Oczywiście, że nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że nowoczesne samochody sportowe lub z zacięciem sportowym często są wyposażone w bardzo szybkie skrzynie o dużej ilości przełożeń, co z kolei warunkuje mniejsze spalanie, wyższy komfort jazdy i większą frajdę. Opcjonalnie, można wykorzystać manetki do manualnej zmiany biegów – to już standard w pojazdach wyższej klasy. Są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie powrotu do manuala po takim spotkaniu.

I ja również ich rozumiem – mam czasami okazję jeździć właściwie nowym autem z automatem. I jest ogromna różnica. Nie jest to może tak wielkie auto jak moje „podstawowe”, ale technologia i postęp robią swoje. „Czucie” auta jest zupełnie inne – może i czasami czuję się osaczony przez elektronikę, a dotykowe ekrany mnie irytują (pokrętełka są znacznie wygodniejsze, basta). Ale automat działa tam zupełnie inaczej. Biegów jest więcej, szybciej się zmieniają, no i nie ma efektu „przeciągania” obrotów. Nie ma nic gorszego, niż drąca się (ale nie przyspieszająca) R-szóstka.

(a może i jest? Na przykład R-czwórka?)

Czytaj więcej: Jednak nie wszyscy klienci, którzy kupią iPhone 12 w sklepie skorzystają z 5G

Automatyczna skrzynia biegów – dla kogo?

Dla takich ludzi jak ja. Wygodnych, mieszkających w mieście. Ale… mną do końca się nie sugerujcie. Zrobiłem głupotę i wylądowałem w dużym mieście z dużym i niskim autem. Nie wszędzie się zmieszczę, pożera niebotyczne ilości paliwa i praktycznie nie skręca. Świetny pojazd w trasy, do jazdy na wprost. Ale automat sobie chwalę – doskonale pamiętam czasy, gdy po mieście „wajchowałem”. Wiedziałem, że istnieje lepsze rozwiązanie, ale dzielnie znosiłem ów fakt. Dopiero prawdziwa przesiadka na automatyczną skrzynię biegów pokazała mi, że jazda w korku nie musi oznaczać przebierania nóżkami i rączką.

Podejrzewam jednak, że gdybym miał auto o sportowym zacięciu (S80 zdecydowanie NIE JEST autem o zacięciu sportowym, nawet w wersji T6), to być może bym się zastanowił nad manualną skrzynią biegów. Ale w przypadku kanapowca, który ma być przede wszystkim wygodny i zasadniczo spokojny – nie ma według mnie sensu. Może i w trasach mała jest pociecha z automatycznej skrzyni biegów, ale w mieście – jest świetnie.

„Ja to wolę kontrolę nad autem”

To ją miej. I przejedź się nowym samochodem. W mojej ocenie, biorąc pod uwagę dynamikę zmian w udziałach skrzyń automatycznych oraz manualnych (na korzyść automatycznych), dzisiaj wybór między rodzajem przekładni jest podyktowany głównie osobistymi preferencjami. Nie chciałem skupiać się na oczywistych cechach jednego i drugiego wariantu. Zmierzam ku temu, że cokolwiek wybierzecie – wybierzecie dobrze. Musicie jednak pamiętać o tym, że każdy z nich traktuje się zupełnie inaczej. Ale to temat na zupełnie inny wpis – może o tym, jak automat nauczył mnie… pokory pod różnymi względami?