0

Aż trudno uwierzyć, ile potrafią dziś gamingowe laptopy. ASUS G731G – wrażenia

Jeszcze jakiś czas temu o laptopach do grania mówiło się różnie – ciężkie, duże, nagrzewające się itd. Generalnie, zdaniem wielu, granie na laptopie nie umywało się do doświadczeń, jakie dawał stacjonarny PC. Ale to się zmienia. Obecnie laptopy gamingowe wręcz zachwycają swoimi możliwościami.

Skąd taka myśl? Od kilku dni jest u mnie ASUS ROG Strix G731G – typowy 17-calowy laptop do gier z wyższej półki. Sprzęt zaskakuj już swoim wzornictwem, które powstało we współpracy z BMW Designworks Group. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej – bo przecież laptop gamingowy nie jest do tego, żeby podziwiać jego wygląd.

Skupmy się na tym, co sprawia, że granie na takim laptopie, to czysta przyjemność. Pierwsza rzecz – ekran. W końcu w gamingu pojawiają się cienkie ramki wokół ekranów. W rezultacie G731G jest zaskakująco niewielki, jak na 17 cali. Co prawda u dołu nadal mamy stosunkowo dużą wstawkę, ale pełni to rolę praktyczną – ekran musi być ustawiony nieco wyżej względem klawiatury, żeby użytkownik nie musiał się zbytnio garbić. Drugim kompromisem jest kamerka nad ekranem – a właściwie jej brak. Nie obędzie się zatem bez dodatkowego akcesorium.

Sama matryca to matowy IPS o rozdzielczości 1920 x 1080 px. O ile IPS ma swoich fanów jak i przeciwników jeśli chodzi o granie. To matowa powierzchnia przemawia tylko na plus – trudno o lepsze rozwiązanie, które chroniłoby nas przed wpadającymi do pokoju promieniami słońca (no chyba że rolety). Najważniejszą cechą tego ekranu jest jednak odświeżanie 144 Hz. I to naprawdę widać gołym okiem. Taki ekran zdecydowanie podnosi jakość doświadczeń – dynamiczne sceny, efekty specjalne itp. Są po prostu płynniejsze i lepiej widoczne. Każdy, kto choć raz posmakuje 144 herców nie będzie chciał wrócić już do zwykłego ekranu.

Jeśli chodzi o parametry, które napędzają G731G, zaskoczenia nie ma. Mamy tutaj Core i7-9750H z maksymalnie 32 GB pamięci RAM. Dane przechowujemy na SSD o pojemności 512 GB (jest też opcja by dokupić HDD 2TB). Za grafikę odpowiada natomiast GeForce RTX 2070 z 6 GB pamięci GDDR6. Taki zestaw pozwala komfortowo grać praktycznie we wszystko, co aktualnie dostępne na rynku na wysokich ustawieniach. I zapewne nie ulegnie to zmianie jeszcze przez jakiś czas. Podstawowe pytanie brzmi jednak – czy to się mocno nagrzewa?

I tutaj ASUS rozprawia się z kolejnym laptopowym mitem, stosując podwójny system chłodzenia z nowatorską konstrukcją termiczną 3D. Samoczyszczące się tunele przeciwpyłowe idą w parze ze smukłymi żebrami termicznymi o grubości zaledwie 0,1 mm oraz wydłużonym elementem do odprowadzania ciepła. Producent zadbał o to, żeby gracz nie musiał martwić się o temperaturę. Klawiatura jest chłodzona bowiem osobno. W teorii brzmi to dumnie, a w praktyce?

Miłe zaskoczenie, bo laptop naprawdę cechuje wysoka kultura pracy. Koniec z odgłosami suszarki podczas dłuższych sesji z grami. Maksymalne temperatury procesora i karty graficznej rzadko kiedy przekraczają 60 stopni. Co jednak szczególnie istotne – to ciepło jest wyprowadzane w taki sposób, by użytkownik tego nie odczuwał.

Granie na laptopie nie musi też oznaczać kiepskiego dźwięku. Oczywiście na pewno większość i tak korzysta ze słuchawek. Ale w sytuacji, kiedy nie mamy ich pod ręką, musimy polegać na wbudowanych głośnikach. ROG Strix G731G tutaj mnie również pozytywnie zaskoczył – szczególnie poziomem głośności, jaki mógł osiągać. Szło to w parze z czystymi basami i szerokim zakresem dynamicznym. Dźwięk jest naprawdę czysty. I choć nic nie zastąpi słuchawek, dobrze wiedzieć, że mamy taką właśnie alternatywę.

W tej beczce miodu niestety znajduje się też łyżka dziegciu, a jest nią… podświetlenie. To naturalnie bardzo osobista kwestia. Jedni je uwielbiają wszechobecne RGB, a inni unikają go jak ognia. Należę do tych drugich i doznałem lekkiego przerażenia, kiedy zobaczyłem ile stref podświetlenia ma G731G. Szczególnie intruzywna jest listwa na spodzie obudowy. Na szczęście rozbudowana aplikacja do sterowania tym wszystkim pozwala ustawić kolor biały lub… całkowicie wyłączyć wszystkie światełka. Uff.

Rynek laptopów gamingowych mocno się zmienia. Oczywiście ciągle nie możemy tutaj liczyć na ekrany 27-cali (choć są wyjątki), ale trudno już mówić o jakimkolwiek kompromisie względem desktopa. Nigdy wcześniej bowiem tak niewielkich rozmiarów maszyna nie oferowała nam tak wiele. A co szczególnie istotne, w końcu idzie to w parze z satysfakcjonującą kulturą pracy. Przy takim tempie zmian, aż trudno sobie wyobrazić, jak będzie to wyglądało za 2-3 lata. Dziś w każdym razie laptop do grania brzmi dumnie i pozwala na naprawdę wiele.