Ciekawostki

Artysta wziął od muzeum równowartość 340 tys. zł i oddał czyste płótna

KK
Krzysztof Kurdyła
10

Sztuka nowoczesna to pojęcie bardzo szerokie, obejmujące nie tylko prawdziwe dzieła sztuki, ale i mnóstwo chłamu, które przy pomocy tej etykietą próbuje zdobyć poklask i pieniądze. Zagarnięciu pieniędzy przez Jensa Haaninga bliżej jednak do udanych happeningów Banksy'ego...

„sztuka” nowoczesna

Gdy pierwszy raz przeczytałem informację o tym, że artysta, który pobrał od muzeum równowartość 340 tys. złotych, aby stworzyć przy ich pomocy obrazy ilustrujące średnie duńskie dochody, oddał puste płótna zatytułowane „Weź pieniądze i uciekaj” sądziłem, że to taki celny strzał w różne absurdy sztuki nowoczesnej.

Muzea w dzisiejszych czasach podchodzą do tej dziedziny zdecydowanie za mało krytycznie, co zresztą miewa zabawne konsekwencje. Można tu wspomnieć przypadki przynajmniej kilku „instalacji” usuniętych przez muzealne sprzątaczki, które nie rozpoznały w stertach śmieci wielkich dzieł sztuki.

Viral analogowy

Gdy jednak poczytałem dokładnie o całej akcji, okazało się, że artysta ze zwykłego zlecenia postanowił zrobić przy pomocy tej prowokacji happening ekonomiczno-społeczny o światowym zasięgu, protestując przeciwko nierównościom płac, kiepskiemu wynagradzaniu artystów, a nawet można było się tam doszukać nut anarcho-socjalistycznych.

Niezależnie od tego, co się sądzi o tym przekazie (według mnie jest szkodliwy), trzeba przyznać, że akcja jest błyskotliwa, zabawna i co zapewne ważne dla artysty (ale i dla muzeum także) zakończyła się pełnym sukcesem medialnym. Informację o niej można znaleźć w większości dużych serwisów, a z artystą i muzeum skontaktował się między innymi CNN i inne media.

Niewinne początki

Zacznijmy jednak od początku, kilka lat temu ten uznany duński artysta stworzył dwa obrazy składające się z poukładanych obok siebie prawdziwych banknotów i monet, zatytułowane „Przeciętny roczny dochód w Danii” oraz „Średni roczny dochód z Austrii”. Można by rzec, że niezależnie od oceny artystycznej, każdy z tych obrazów miał swoją wartość ;)

W tym roku duńskie Kunsten Museum of Modern Art z Alborga rozpoczęło przygotowania do wystawy zatytułowanej „Work It Out”, traktującej o roli artystów na rynku pracy i zakontraktowało artystę do odtworzenia tych prac. Na ten cel wypożyczono mu 534 tys. koron duńskich, uzgodniono też wynagrodzenie na poziomie 10 tys. koron oraz pokrycie kosztów przygotowania i dostarczenia obrazów.

Money, money, money...

Artysta poczuł się swoim wynagrodzeniem urażony, jak podkreśla obecnie w wywiadach, za granicą za wystawianie swoich prac otrzymuje znacznie wyższe kwoty. Postanowił więc prowokacyjnie złamać warunki kontraktu, podkreślając żartobliwie, że: „łamanie warunków kontraktu, też jest elementem pracy”. Jak postanowił, tak zrobił i wysłał do muzeum dwa wspomniane już puste płótna, wprawiając w osłupienie pracowników tej instytucji.

Muzeum początkowo nie robiło problemów, uznało to za dozwoloną i nawet ciekawą prowokację artystyczną, ale dziś już tak bardzo do śmiechu im nie jest. Artysta rozpowiada bowiem mediom, że nie zamierza zwrócić muzeum pieniędzy i nie boi się konsekwencji tego czynu. Oczywiście z prawnego punktu widzenia stoi na straconej pozycji, podpisał kontrakt i w razie potrzeby sąd go przymusi do ich zwrotu, ale dla muzeum taka akcja wobec znanego artysty komfortowa nie jest.

Nie mniej, jak podkreślił dyrektor placówki wypożyczone pieniądze są publiczne i jeżeli do określonego w umowie czasu nie powrócą do kasy muzeum, nie będzie miał innego wyjścia jak wysłać do boju prawników. Sam artysta z pewnością ma tego świadomość, ciekawe więc, czy odda je w ostatniej chwili, czy wykorzysta okazję do wyniesienia happeningu na wyższy poziom. Oba puste płótna wiszą już na ścianach wspomnianego muzeum i muszę przyznać, wyglądają o wiele lepiej niż dużo innych dzieł sztuki nowoczesnej, które widziałem w ostatnim czasie ;)

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: