24

Artykuł „technologiczny” w Gazecie Wyborczej, czyli wielkie nieporozumienie cz.1

Na przestrzeni ostatnich 10 dni sporo czasu poświęciłem na czytanie, ale też pisanie tekstów poświęconych Microsoftowi oraz rezygnacji Steve’a Ballmera. Temat przez tydzień był bardzo popularny, lecz w końcu musiał ustąpić miejsca innym zagadnieniom – takie czasy. Pewnie sam przez jakiś czas nie wracałbym to wspomnianej materii, gdyby nie tekst, na jaki natknąłem się w […]

Na przestrzeni ostatnich 10 dni sporo czasu poświęciłem na czytanie, ale też pisanie tekstów poświęconych Microsoftowi oraz rezygnacji Steve’a Ballmera. Temat przez tydzień był bardzo popularny, lecz w końcu musiał ustąpić miejsca innym zagadnieniom – takie czasy. Pewnie sam przez jakiś czas nie wracałbym to wspomnianej materii, gdyby nie tekst, na jaki natknąłem się w Gazecie Wyborczej. Tekst bardzo wątpliwej jakości…

Ubiegła niedziela w znacznym stopniu upływała mi pod znakiem podróży i nie sądziłem, że nagle zacznę pracować. A tak się właśnie stało, gdy w pociągu do mych rąk trafiła weekendowa Gazeta Wyborcza. Przeglądam, przeglądam i widzę tytuł: „Stracona dekada Microsoftu. I co dalej?” Początkowo planowałem podarować sobie artykuł, ponieważ podobnych przeczytałem ostatnio wystarczająco dużo. Uzależnienie dało jednak o sobie znać. Chwilę później siedziałem już z długopisem i podkreślałem co trzecią linijkę artykułu. Całość okrasiłem też strzałkami i komentarzami do poszczególnych fragmentów. Powód? Autor tekstu, Pan Paweł Górecki, źle przygotował się do tego tekstu.

Wspomniany artykuł znaleźć można w Sieci i odsyłam zainteresowanych do jego lektury. Prawie nie różni się on od wydania papierowego. Prawie robi jednak różnicę. Na stronie wyborcza.pl tekst został okraszony tytułem: „Stracona dekada Microsoftu. Wpadka za wpadką”. Oba uważam za mało udane, ale ten z papierowego wydania wydaje się kompletnie nietrafiony. Dlaczego? Ponieważ pojawia się pytanie (I co dalej?), na które Autor nie udziela żadnej odpowiedzi. Nawet nie podejmuje tematu przyszłości firmy. Opisywana jest jedynie kiepska sytuacja korporacji (z punktu widzenia Pana Góreckiego) i czytelnik sam musi wyciągnąć wnioski oraz stwierdzić, że żadnego dalej nie będzie, bo Ballmer zabił firmę i nie ma już czego ratować. Ale po kolei.

Na samym początku pojawia się porównanie Steve’a Ballmera do Gorbaczowa. Choć nie jest to pomysł Autora (pochodzi z New Yorkera), to brakuje jakiegoś sensownego wyjaśnienia, co wspólnego mają obaj panowie. Mam nadzieję, że nie chodziło jedynie o fryzurę. Potem jednak pojawia się już cios Pana Góreckiego:

Kiedy stanął za sterami firmy, była technologicznym supermocarstwem, z którym liczyli się wszyscy. Obecnie, Microsoft wciąż ma sporo pieniędzy, ale jest cieniem tego sprzed lat.

Ten zarzut jest ostatnio dość często powtarzany w mediach, ale na mnie jakoś nie robi wrażenia z bardzo prostego powodu: komentatorzy porównują obecną rolę MS w branży nowych technologii do tej sprzed 13 lat i stwierdzają, że jest gorzej, ale jednocześnie nie piszą o zmianach, jakie zaszły w całym sektorze. Branża, w której funkcjonuje Microsoft uległa od roku 2000 wielkim przeobrażeniom. Takie przetasowania i rozwój nie nastąpiły chyba w żadnym innym segmencie rynku. Nie będę się wdawał w szczegóły i porównywał dwóch wspomnianych okresów, bo na to potrzebowalibyśmy oddzielnego wpisu. Wystarczy jednak porównać liczbę internautów, użytkowników komputerów, wspomnieć o rewolucji w zakresie popularyzacji sprzętu mobilnego, nowych technologiach i rozwiązaniach, jakie pojawiły się przez ostatnią dekadę. Od okresu przełomu wieków dzielą nas w tym segmencie całe epoki, a może nawet era.

Microsoft nie mógł być wiecznie hegemonem rynku, ponieważ ten ostatni uległ totalnej przebudowie. Stary układ sił stał się nieaktualny, a korporacja z Redmond przyłożyła do tego rękę w bardzo niewielkim stopniu. Trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek firmę, która posiadałaby w IT taką pozycję, jaką w 2000 roku miał Microsoft. Nikt by jej nie utrzymał i prawdopodobnie nikt już takiej nie osiągnie, bo zmieniły się czasy. Chęć widzenia Microsoftu w roli branżowego króla zawiera błędy u samej podstawy, ponieważ sektor nie jest już monarchią.

Kolejna ciekawostka z przywoływanego tekstu odnosi się do giełdy i finansów. Autor co prawda wspomina o rosnących przychodach i zyskach, ale poświęca temu zagadnieniu kilka linijek (przecież miliardowe zyski osiąga każda firma) i przechodzi do wpadek (wszak była to stracona dekada). Kwestię kapitalizacji MS kiedyś i dzisiaj pominę – sam niedawno się na nią powoływałem i jeden z Czytelników słusznie zauważył, że wyciągając ten argument trzeba wspomnieć o bańce internetowej, która wywindowała ceny akcji MS w roku 2000. Nie wspomniałem o tym i żałuję, choć warto w tym miejscu rozwinąć temat i skonfrontować MS z innymi firmami z branży: skoro rosły ceny akcji Google i Apple, to firmy z Redmond też mogła. Pan Górecki powołuje się na tę drugą firmę, ale niestety zalicza przy tym wpadkę:

Akcjonariusze i inwestorzy należą zresztą do największych krytyków szefa Microsoftu. Aby zrozumieć dlaczego, wystarczy porównać wykresy kursów akcji Microsoftu i Apple, w ciągu ostatnich 13 lat. Pierwszy jest zupełnie płaski. Drugi nieustannie się idzie w górę.

Najciekawsze jest tu słowo „nieustannie”. Sprawdziłem giełdowe wykresy Apple z ostatnich 13 lat i widać na nich kilka załamań. Zresztą, osoba „siedząca” w nowych technologiach zapewne wie, że jeszcze kilka kwartałów temu jednym z wiodących tematów były poważne spadki ceny akcji korporacji z Cupertino. Być może, gdyby owe „nieustane” wzrosty miały miejsce to dzisiaj mielibyśmy 1000 dolarów za akcję. Albo nawet i milion. Sęk w tym, że cena wynosi teraz poniżej 500 dolarów za jeden papier.

Następne zarzuty wobec Ballmera dotyczą totalnego braku zrozumienia rynku. Szydził z produktów Apple, wyśmiewał Linuxa. To wszyscy już wiemy, bo temat jest wałkowany od lat. W GW pojawia się jednak coś znacznie lepszego: „Nie zrozumiał rewolucji, jaką przyniosły media społecznościowe”. CEO Microsoftu może i nie zrozumiał siły Facebooka czy Twittera, ale jednocześnie ja nie rozumiem, co to ma wspólnego z historią, a tym bardziej z obecną sytuacja firmy z Remond? Microsoft miał stworzyć własnego Facebooka? Ballmer powinien był rzucać „lolami” w serwisie Zuckerberga? Najciekawsze jest jednak to, że Pan Górecki pisze o „rewolucji”, a zatem zdaje sobie sprawę z tego, że na rynku coś się zmieniło. Wcześniej cytowany fragment całkowicie temu przeczył.

Pojawiło się Apple, więc na chwilę zostaniemy przy tej firmie:

Kiedy wszyscy za sprawą Apple stawiali na prostotę, Microsoft komplikował design swoich produktów. Przez całe lata, aby wyłączyć system Windows, trzeba było najpierw nacisnąć przycisk „Start” co samo w sobie było dziwne. Ballmer upierał się, by przycisk ten przenieść także do urządzeń mobilnych z systemem Windows.

W tekście mógł się pojawić chociaż jeden przykład z grona tych „wszystkich”, którzy podążali śladem Apple i solidne wytłumaczenie błędów Microsoftu. Wątek z przyciskiem Start jakoś nie do końca mnie przekonał (pomijam fakt, iż swego czasu wywołał on sporą dyskusję wśród użytkowników, których znaczna część nie uznawała go za nietrafione rozwiązanie). Pojęcie designu w tekście opublikowanym w GW ma bardo szerokie pojęcie. Jeżeli jednak pójdziemy tym tropem, to można sobie zadać pytanie, czy produkty MS (zarówno oprogramowanie, jak i sprzęt) faktycznie zostały na przestrzeni ostatnich lat tak bardzo skomplikowane? Zdania będą pewnie podzielone…

Kiedy wszyscy próbowali eksperymentować, Microsoft trwał przy programach Windows i Office. To symptomatyczne, że były one najważniejszym źródłem zysków firmy przed 13 laty i są nim obecnie.

Znowu ci „wszyscy”… Najciekawsze w tym fragmencie jest jednak to, że Autor… chwilę później sam sobie zaprzeczył, ponieważ wymienił nieudane eksperymenty Microsoftu (Zune, Kin, Surface RT). Można zatem dojść do wniosku, że nieudany eksperyment już eksperymentem nie jest. Chyba, że wymienione przed momentem produkty trudno uznać za szukanie nowych źródeł zysku. Autor wspomina o owych źródłach zysku i unaocznia patologię firmy: kiedyś zarabiali na Windows i Office, teraz robią to nadal. I znów czegoś zabrakło – nie ma ani jednego zdania na temat innych produktów, które przynoszą korporacji z Redmond wielkie pieniądze. Sektor biznesowy stał się na przestrzeni ostatnich lat poważnym źródłem przychodów MS i nie kończy się to na pakiecie Office… Zresztą, firmy Ford, Coca-Cola Company czy Burger King w minionych dekadach zarabiały odpowiednio na samochodach, napojach i jedzeniu. Dzisiaj robią to nadal. Czy komuś to przeszkadza?

Jedźmy dalej. Nie odchodzimy od zagadnienia Windowsa i pakietu Office:

Jednak nawet tworzenie tych flagowych produktów nie szło Microsoftowi najlepiej.

Przywoływany jest tu oczywiście przykład Visty. Wszak sam Ballmer przyznał, że to jego największa wpadka. Autor ani słowem nie odnosi się jednak do jakości oprogramowania MS Office, które za rządów Ballmera nie straciło na znaczeniu. Co więcej, produkt ten można uznać za jeden z najmocniejszych filarów korporacji i nielichy element naszej rzeczywistości. Słowem nie wspomniano też o projekcie Windows XP, który do dzisiaj zbiera świetne recenzje i mocno trzyma się na wielu komputerach. W jednym zdaniu określono system Windows 7 mianem „stabilnego”, ale chwilę potem skarcono firmę za Windowsa 8:

I choć następca Visty Windows 7 ma opinię stabilnego systemu, to najnowsze dzieło specjalistów z Redmond Windows 8 znów zbiera cięgi od recenzentów za kompletnie nieintuicyjny interfejs będący połączeniem rozwiązań ze starych Windowsów i tych zaprojektowanych na potrzeby ekranów dotykowych, do których Ballmer musiał się w końcu przekonać.

Mamy zatem Microsoft, który nie eksperymentował, gdy robili to wszyscy (twarde postawienie sprawy) i jednocześnie Microsoft, który poeksperymentował ze stworzeniem systemu różniącego się od poprzednich. I tak źle, i tak niedobrze. Pomijam już nawet kwestię rozdwojenia jaźnie Autora w tym konkretnym przypadku. Nie można jednak przejść obojętnie obok totalnej krytyki Windowsa 8. Czy wszyscy recenzenci i użytkownicy stwierdzili, że ten system posiada „kompletnie nieintuicyjny interfejs” i uznali go za kolejną wpadkę MS? Raczej nie: dyskusja na jego temat toczy się od dawna, obie strony mają swoje argumenty i próbują się do nich wzajemnie przekonać. Pan Górecki słowem nie wspomniał ani o kontrowersyjności platformy (są krytycy, ale są też osoby chwalące MS), ani też o planowanej aktualizacji, która może przysporzyć „ósemce” kolejnych fanów.

Koniec części pierwszej. Część druga pojawi się jeszcze dzisiaj. Niespodziewanie zostanie uzupełniona o dzisiejsze doniesienia dotyczące Nokii.

Źródło grafiki: pl.wikipedia.org