20

Apple, zamiast nowych map, zrób dobrą pocztę

Od czasu przesiadki z Androida na iOSa, której dokonałem prawie rok temu, nieustannie testując dziesiątki, jeżeli nie setki aplikacji miesięcznie w ramach Antyapps.pl, wciąż w mojej głowie kołatało się, i nadal to robi, jedno pytanie: dlaczego większość natywnych aplikacji od Apple nadaje się do umieszczenia w folderze: „wrzuć tu i zapomnij”? Temu pytaniu postanowiłem poświęcić […]

Od czasu przesiadki z Androida na iOSa, której dokonałem prawie rok temu, nieustannie testując dziesiątki, jeżeli nie setki aplikacji miesięcznie w ramach Antyapps.pl, wciąż w mojej głowie kołatało się, i nadal to robi, jedno pytanie: dlaczego większość natywnych aplikacji od Apple nadaje się do umieszczenia w folderze: „wrzuć tu i zapomnij”? Temu pytaniu postanowiłem poświęcić ten wpis, podkreślając, że jest to moja subiektywna ocena, z którą zapewne wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, się nie zgodzi.

Jednego Apple nie mogę odmówić: wie jak połączyć hardware z softwarem. Choć iPhone i iOS nie są pozbawione wad, licznych wad, to jednak, po prawie roku użytkowania, nadal zadziwia mnie stabilność działania i niemal całkowita bezawaryjność tej kombinacji.  Niemniej jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jeżeli chodzi o natywne aplikacje dla iOSa, Apple się nie wykazało. I nie mówię tutaj o płatnych produkcjach, ale o tych aplikacjach, które dostajemy wraz z kupnem smartfona działającego pod kontrolą iOSa. Jest ich niemało, ale niemal każda z nich, przynajmniej w moim przypadku, znalazła swoje lepiej działające zastępstwo. Miałem jeszcze nadzieję, że zmieni się to w raz z nowym iOSem, niestety, były one nader płonne.

Jak wspomniałem wyżej, niemal wszystkie aplikacje dostarczone przez Apple zastąpiłem lepszymi, moim zdaniem, produktami. Jak chociażby klient poczty.  Wraz z iOS6 wprowadzono kilka zmian, na przykład konta VIP, łatwiejsze dodawanie zdjęć czy skrót do draftu. Ale czy tylko na to stać Apple? W porównaniu z takim Sparrow, czy nawet z aplikacją Gmail, natywna poczta wręcz straszy. Aby zaznaczyć danego maila, jako przeczytanego czy przenieść go do innego folderu trzeba wykonać aż 4 czynności. O filtrowaniu czy wsparciu dla etykiet nawet nie wspomnę. Poczta jest jedną z najważniejszych aplikacji na każdym smartfonie i aż trudno uwierzyć, że wciąż leży ona odłogiem.

 
 

Niewiele lepiej jest z Safari. Wprowadzono wprawdzie synchronizację kart poprzez iCloud oraz czytelnię, co należy uznać, za duży postęp, ale korzystanie z tej przeglądarki jest dalej mało życiowe. Można otworzyć 8 kart, nie ma szybkiego modułu dodawania zakładek, a nawet synchronizacja kart ma sens o tyle, o ile jeszcze na innym urządzeniu korzystamy z Safari. Sorry, Apple, ale użytkownicy Windowsa to też Twoi klienci.

To tylko dwa jaskrawe przykłady aplikacji, które powinny być przez Apple dopieszczone, bo są to podstawowe narzędzia na każdym smartfonie. Ale to nie koniec zupełnie. Z chęcią poużywałbym aplikacji pogodowej, gdyby nie to, że nie jest ona w stanie określić położenia mojego miasta, nawet przy włączonej geolokalizacji (z czym nie mają problemu inne aplikacje). Notatki nadają się o tyle, o ile nie chcemy dodać na przykład zdjęcia do nich, wtedy muszę sięgnąć po Evernote. Przypomnienia zyskały na ostatnich zmianach, ale w porównaniu z Any.Do dużo im brakuje, zarówno pod względem wyglądu, jak i użyteczności. Można tworzyć tylko proste listy, brak rozszerzonego widoku kalendarza, o układaniu wpisów w konkretnych folderach nawet nie wspomnę. Dyktafonu czy Kompasu, jak również Game Center prawie nie używam, budzik czy kalkulator nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale spełniają swoje zadanie. Aplikacji do obsługi sklepów Apple nie oceniam, choć znajdzie się parę aplikacji, które dużo lepiej prezentują wyniki niż AppStore. Passbook i Siri na razie w Polsce do niczego nie służą. O ile pierwsza to nowa produkcja, więc należy jej dać czas, o tyle Apple nieszczególnie przykłada się do tego, aby udostępnić Siri w Polsce, gdy tymczasem Google Now już zaczyna u nas działać. Sporo złego można powiedzieć również o Kalendarzu, zwłaszcza sposobie wyświetlania wpisów, lepsza jest pod tym względem Agenda, szczególnie jeżeli chodzi o sposób wyświetlania dat czy kreator wpisów, o takich usprawnieniach, jak szybkie przesunięcie i powiadomienie zainteresowanej osoby o zmianie terminu nie wspomnę. Do niedawna również aplikacja muzyczna miała u mnie zastępnik w postaci chociażby Groove2, ale po ostatniej aktualizacji, w której „wykastrowano” ją z podcastów, dodano normalny kreator playlist i poprawiono wygląd stała się znacznie znośniejsza i wróciła do łask. O nowych mapach zmilczę.

 
 

Na kilkanaście aplikacji od Apple korzystam z kilku, które przeznaczone są do realizacji najprostszych zadań. Reszta niestety leży i pokrywa się kurzem. A przecież nie jest tak, że Apple nie potrafi robić dobrych aplikacji. Pakiet iWork czy iPhoto to przecież dobre produkty. Więc czemu firma nie może stworzyć poczty na miarę Sparrow, przeglądarki na miarę Chrome, czy porządnego kalendarza?

Odpowiedź brzmi: może, ale tego nie robi. I zaczynam się zastanawiać, co za tym stoi? Odrzucam możliwość, że nikt w Apple nie potrafi zrobić dobrej poczty. I w tym momencie przychodzi mi do głowy: czy to nie jest po prostu specjalnie? W końcu gdyby Apple zrobiło dobrze działające i wyglądające aplikacje, to kto by kupował kolejne aplikacje do edycji i upiększania zdjęć, listy to-do i managery zadań, „wypasione” kalendarze i rozbudowane przeglądarki? Czy Solar lub Clear zdobyłyby taką popularność, gdyby aplikacja pogodowa czy przypomnienia były bardziej funkcjonalne i wyposażone w różnego typu narzędzia? Ogromnym problemem jest również to, że aplikacje od Apple zyskują sporo, jeżeli korzystamy z innych urządzeń z iOSem na pokładzie czy z komputera z OSX. Ale przecież firma musi i zdaje sobie sprawę, że sprzedaje więcej telefonów niż komputerów, a co za tym idzie wie, że duża liczba jej klientów to posiadacze urządzeń z innymi systemami operacyjnymi. Niestety oni nie mają możliwości w pełni wykorzystać potencjału na przykład Przypomnień.

 

Jakie by nie były powody, uważam, i jest to moja subiektywna opinia, że w przeważającej mierze natywne aplikacje dla iOSa są po prostu słabe. Szczerze powiedziawszy, o wiele bardziej ucieszyłem się w nowym iOSie z poprawienia aplikacji do Muzyki czy galerii zdjęć, niż z pojawienia się Passbooka i nowych map. Czekam dnia, w którym będę mógł wyciągnąć applowskie aplikacje z zamrażalki i wyrzucić ich zamienniki. Tylko, czy się doczekam?