Tańsza wymiana baterii w iPhone
76

Oto jak może się skończyć „akumulatorowa arogancja” Apple

Choć na pierwszy plan wysunęła się afera z udziałem Intela (w sumie nie tylko Intela, ale i AMD oraz procesorów ARM...), akumulatorowe problemy Apple w dalszym ciągu znajdują się w kręgu zainteresowania mediów - nie tylko tych technologicznych. Analitycy zastanawiają się, jakie skutki może mieć uruchomienie programu tańszych wymian baterii: Apple może mieć całkiem spory problem.

Przypomnijmy, Apple w swoim oprogramowaniu zaimplementowało mechanizm obniżający wydajność telefonów, w których baterie były zużyte. Według Apple, miało to na celu utrzymanie zadowalającego czasu pracy smartfona i co za tym idzie, zapewnienie wymaganego przez klientów poziomu komfortu. Co najgorsze, o tym mechanizmie nie było wiadomo aż do czasu pojawienia się jednoznacznych dowodów na to, że po wymianie akumulatora telefony Apple „cudownie” odzyskiwały wigor.

Owszem, można wierzyć w zapewnienia Apple, jednak warto na ten problem spojrzeć szerzej i zastanowić się nad biznesowymi implikacjami istnienia takiego mechanizmu. Klient, który zauważy spadek wydajności telefonu komórkowego i weźmie do ręki znacznie nowszy sprzęt, z dużym prawdopodobieństwem zdecyduje się na wymianę urządzenia – choć wcale nie musi tego robić. Jego telefon jest w dalszym ciągu sprawny – jedyny problem to zużyta bateria, która… może zostać wymieniona na nową, co wydłuży cykl życia słuchawki.

Zwolennicy teorii, wedle której Apple intencjonalnie wprowadziło ten mechanizm do swoich telefonów twierdzą, iż seria niezwykle podobnych do siebie urządzeń (od iPhone’a 6 do… właściwie „ósemki”) spowodowała, że klientów należało jakoś „zmusić” do przesiadek. Batem na zatwardziałych fanów starszych generacji miało być właśnie obcięcie wydajności. W naturalny sposób nie dało się tego zrobić, bowiem od pewnego czasu obserwuje się znacznie mniejsze skoki szybkości telefonów komórkowych, a co za tym idzie, zadowalająco dobrze radzą sobie one nawet z najnowszymi wersjami oprogramowania.

Analitycy twierdzą, że Apple może odczuć skutki tej afery. Producent może sprzedać nieco mniej telefonów

Mark Moskowitz z Barclays uważa, że afera z bateriami może dla Apple skończyć się nieco gorszymi wynikami od tych prognozowanych. Biorąc pod uwagę, że na świecie jest ok. 519 mln uprawnionych do tańszej wymiany baterii klientów, uznał on, że około 10 procent zdecyduje się na ten zabieg. I ponownie, jedynie 30 procent nie zdecyduje się na kupienie nowego telefonu w 2018 roku – to zaś daje ok. 16 mln mniej sprzedanych iPhone’ów. To oczywiście bardzo uproszczone wyliczenia i stanowią one tylko prognozę. W rzeczywistości ta liczba może być mniejsza – nikt nie powiedział jednak, że większa też być nie może.

Jeżeli rzeczywiście okaże się, że afera sprzed końca poprzedniego roku poskutkuje takimi właśnie implikacjami, będziemy mieli solidny dowód na to, że mechanizm w oprogramowaniu iOS powodował potrzebę wymiany telefonu. W Apple nie pracują małpy, lecz naprawdę mądrzy ludzie, którzy zdawali sobie sprawę z potencjalnych skutków tej decyzji. Choć do Apple nic nie mam – lubię ich oprogramowanie, cenię sobie ich urządzenia, to absolutnie nie mogę chwalić Cupertino za czyny, które sprowadzają się do strzyżenia klientów.

Niestety, wątek wzbudzania potrzeby wymiany smartfona jest bardzo często pomijany przez osoby oraz media, które nie widzą w postępowaniu producenta nic złego – również w Polsce. Ale wcale mi nie jest z tego powodu przykro – mam wrażenie, że nawet gdyby Apple otwarcie powiedziało, że „strzyże” klientów, ci orzekliby, że ma do tego święte prawo. Bo… to jest Apple.