Apple

Hej, Apple. Pokażesz w tym roku coś ciekawego?

JS
Jakub Szczęsny
92

No, pewnie, że pokaże. iPhone 8 znowu pobije rekordy sprzedaży, Verge jak zwykle napisze, że jest to najlepszy telefon na rynku, za nim nad telefonem rozpłynie się kilka innych mediów. Ponownie napiszemy dla Was: "Apple znowu to zrobiło...", wszystko będzie w porządku. Ale mało kto zawróci sobie głowę tym, czy Apple pokaże wreszcie coś ciekawego. Bo ostatnio jest odrobinę sucho.

Karawana sukcesu Apple jedzie, ale coraz częściej w niej coś skrzypi. iPhone 7 rewolucyjny nie był. Owszem, jest ładny i drogi. Czy coś ponadto? Wybaczcie mi, fani Apple - śmiem wątpić. Apple również do tyłu jest, jeżeli chodzi o asystentów głosowych - Siri wydaje mi się obecnie tak uboga (i czasami po prostu głupia), że aż mnie osobiście jest wstyd za firmę, która wyprodukowała mój główny telefon, że poczyna sobie tak słabo w tej materii. Tymczasem Google raz po raz zadziwia rynek, Amazon nie próżnuje, Microsoft po swojemu rzepkę sobie skrobie i z tych firm jesteśmy w jakiś tam sposób zadowoleni jako maniacy nowych technologii. Czy Apple nas ostatnio porwało? Chwyciło za serca? Zadowoliło? No, dobra - złotówki w AppStore i idące wraz z tym promocje to ciekawa sprawa.

Apple, musisz!

Tu już nie chodzi o aspekt biznesowy, bo jestem pewien, że nawet, jeżeli będziemy mówić o "nudnym Apple" w tym roku, firma znowu zaliczy dobry rok w rozliczeniach i będzie święciła triumfy. To jest Apple - tego nie trzeba rozumieć. Siła tkwi w genialnym marketingu, przywiązaniu klientów do marki i niebywałej zręczności w pozycjonowaniu swoich urządzeń. To Apple wymyśliło modny telefon i co więcej, potrafiło go sprzedać. Przecież w historii zdarzały się nam ekstrawaganckie, ciekawe urządzenia skierowane do osób chcących się wyróżnić z tłumu. Jak skończyły? Źle. W przypadku Apple doszło do tego, że "modny" telefon, pozycjonowany jako produkt premium stał się chwytliwą masówką.

Ale to nie wystarczy. Chyba, że Apple ma tak genialnych księgowych, analityków, wizjonerów, że dobrze wie, iż ten stan utrzyma się na lata. Zresztą, do tej pory tak to wyglądało. Oprócz HealthCare nie znalazłem ostatnio w Apple nic, co mogłoby mi się spodobać. Uwielbiam rozwiązania, które odpowiadają na jakiś problem, w istotny sposób zmieniają moje życie. Wiecie, nie lubię, jeżeli traktuje się mnie jak bezmózgie zombie, które powinno po premierze iPhone'a bezrefleksyjnie zatankować auto do pełna, narobić furę kanapek i pruć do Drezna, bo rzucono na półki telefon, który "you'll love it". Tylko dlatego, że łaskawe Cupertino raczyło go wyprodukować.

Apple, nadszedł czas nowych innowatorów

Microsoft wepchnął w rynek pecetowy nową klasę sprzętów. Z marką Surface radzi sobie świetnie, a i nie boi się eksperymentowania. LG wraz z V30 może mocno namieszać - szczególnie, jeżeli w gronie czytelników mamy osoby, które stawiają na ciekawe rozwiązania. Czyli wreszcie się coś dzieje. Google idzie w machine learning i wyznacza tym standardy na następne lata. A Samsung kolejny raz udowadnia, że pozycja lidera na rynku smartfonów nie wzięła mu się z ryżu, ale ciężkiej pracy i sukcesywnego ulepszania swoich produktów.

Co na to wszystko Apple? Do tego czasu wyglądało to tak, że otrzymywaliśmy informacje "po trochu" z przecieków. Część okazywała się prawdą, inne typy natomiast przepadały wraz z premierą. Co działo się dalej? Kilka funkcji mogło się podobać. Inne mniej. Ci, którzy i tak mieli przygotowane peany na cześć nowego telefonu niczym nas nie zaskoczyli. Malkontenci (w pełnej słuszności) wytykali Apple wtórność i brak "iskry". Co nie oznaczało znowu, że iPhone'y się nie sprzedawały. Gdyby tylko na tym rynku liczba sprzedanych urządzeń zależała od tego, czy są one dobre, iPhone byłby daleko w tyle.

I wszyscy ci, którzy narzekają na Apple czekają na spóźniony głośnik z Siri, na nowego iOS (który ma coraz większe problemy, żeby utrzymać swoją przewagę nad Androidem), na wirtualną rzeczywistość (którą mocno interesuje się Google) oraz na nowe funkcje Siri. Może się okazać, że ponownie stwierdzą, iż Apple nic nowego nie pokazało. Jednocześnie wszyscy ci mają świadomość, że to nie pogrzebie pozycji firmy. Zdają sobie sprawę, że na rynku nie ma obecnie producenta tak zadufanego w sobie, że dosłownie w poważaniu ma widoczny rozwój.

Wiecie co? Chciałbym się w tym roku zaskoczyć, nawet nieco rozczarować - ale w pozytywnym znaczeniu. Chciałbym zobaczyć Cupertino, które ma technologiczne jaja do tego, by pokazać coś, co spowoduje koncertowy opad szczęk w trakcie WWDC, czy keynote'a produktowego z iPhone'em w tle. Byłoby mi bardzo miło. Bo wiecie, szkoda mi trochę firm, które na głowie stają, pokazują nowości, podczas gdy Apple tylko skinie palcem i wszyscy dostają gorączki. Chyba nie tak to powinno wyglądać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu