62

Usługi i aplikacje to pięta achillesowa Apple

Jednym z najczęściej przytaczanych mankamentów platformy mobilnej Apple, czyli iOS-a, jest brak możliwości wyboru domyślnych aplikacji wykonujących konkretne zadania. Przewaga Androida jest namacalna przy każdorazowym odbieraniu SMS-ów czy otwieraniu linków. Jednak iOS może się podobać i wciąż wybierają go miliony osób ponad Androida, dlatego przypuszczać można, że wady platformy są wybaczalne. Wiem to z doświadczenia. Niestety są rzeczy, których Apple wybaczyć nie można.

Fakt ten jest na tyle zastanawiający, że już jakiś czas temu pojawiła się seria artykułów dotycząca kondycji aplikacji i usług dostarczanych przez Apple. Ogólny wydźwięk nie był im zbyt przychylny i niestety z większością przytaczanych tam argumentów muszę się zgodzić. Prawdą jest, że po pewnym czasie użytkownicy iOS-a przestają zauważać pewne uniedogodnienia i niedociągnięcia systemu, z którego korzystają. Raz mniej, raz bardziej irytuje mnie brak opcji wskazania mojej ulubionej przeglądarki, która będzie otwierała wszystkie klikane linki we wszystkich aplikacjach i z chęcią skorzystałbym z przyszłej wersji Messengera obsługującej SMS-y w Dymkach aktywności. Jestem świadom, że takich funkcji zbyt prędko się nie doczekam, o ile w ogóle, ale godzę się na takie ustępstwa.

Niemal analogicznie sytuacja prezentuje się w przypadku usług, lecz z tą różnicą, że dzięki zupełnej dowolności ich wyboru nie jesteśmy skazani na wizję świata wg. Apple (wynikającej np. z braku czasu lub ochoty na usprawnienie usługi). Cały pakiet usług iCloud wydaje się nie dorastać do pięt innym produktom tej firmy. Spoglądając na swój ekran główny smartfona czy tabletu od Apple z trudem tak naprawdę doszukuję się aplikacji przygotowanych przez tę firmę, których używam z wyboru.

Wiadomości, Telefon i Kalendarz. Trzecia z wymienionych aplikacji znajduje się tam z powodu ograniczeń systemu (tylko aplikacje Apple, jak właśnie Kalendarz czy Zegar, posiadają funkcję aktualizacji zawartości ikony), pozostałych nie sposób zastąpić. Na całe szczęście pozostałe domyślne ikonki można umieścić w folderze “nigdy nieużywane” i o nich całkowicie zapomnieć, gdyż w mgnieniu oka z pomocą nadciągają konkurenci, także ci najwięksi jak Google czy Microsoft. Ale nie tylko, bo jest sporo “mniejszych” rozwiązań, które znakomicie sprawdzają się w swoich rolach, a z którymi Apple trudno rywalizować.

Nie brakuje przykładów aplikacji i usług, wobec których listy zarzutów są dość obszerne, a o sytuacji bezustannie informowane jest Apple. Najbliższym mi przypadkiem z nich wszystkich jest bez wątpienia forma Apple Music – usługi, która na desktopie, poprzez integrację z iTunes, traci naprawdę wiele. Sama integracja byłaby dobrym zamysłem i doceniam przede wszystkim funkcję łączenia biblioteki lokalnej z tą subskrybowaną, lecz wykonanie krótko mówiąc kuleje. I to kuleje na tyle, że po okresie próbnym nie miałem żadnych wątpliwości co do rezygnacji z rozpoczęcia płatnej subskrypcji.

Można podejrzewać, że Apple stale pracuje nad wieloma istniejącymi błędami, niedociągnięciami i problemami wytykanymi przez użytkowników, co potwierdzane jest w większości wywiadów z pracownikami. Niestety efektów tych działań jak nie było, tak nie ma. Po cichu liczę, że po tak dużej fali krytyki, która przelała się przez Sieć w zeszłym roku, firma z Cupertino będzie mogła za te 10 miesięcy powiedzieć, że w 2016 zdołała wyprowadzić wiele spraw na prostą. W kilku przypadkach może to grozić istną rewolucją, czym na pewno byłoby rozbicie aplikacji iTunes na wiele mniejszych programów, jednakże jednocześnie można by się spodziewać po Apple sporego kroku naprzód, zamiast ciągłego dreptania w miejscu. Nie we wszystkich obszarach, bo naliczenie tych udanych aplikacji jest równie łatwe, ale te, którym poświęcane jest mniej uwagi potrafią skutecznie ten dobry obraz zamazać.