Apple

Mimo "gratisowego" dostępu do Apple Music nie porzuciłem Spotify, bo ma lepszą aplikację

Kamil Świtalski
34

Jeżeli ktoś próbuje Wam wmówić że wszystko czego dotknie się Apple automatycznie zamieniane jest w złoto, nie wierzcie mu. Tak, od lat jestem (raczej) zadowolonym użytkownikiem, korzystającym z ich urządzeń i usług. Mimo wielu miesięcy prób przekonania się do porzucenia Spotify na rzecz Apple Music - wciąż nie potrafię tego zrobić. Stoję w rozkroku i za każdym razem kiedy mam nadzieję, że uda mi się zrobić krok naprzód i porzucić dodatkową subskrypcję, okazuje się że nic z tego. Wszystko to wina tych piekielnych aplikacji — bo, przynajmniej do tej pory, różnice w bibliotekach nie stanowią dla mnie problemu.

Apple Music bywa w porządku. Ale ma błędy, przez które trudno mi traktować je serio

Jestem abonentem Spotify od ich debiutu w Polsce, czyli... już kilka dobrych lat. Od ubiegłej jesieni dołączyłem także do klubu Apple One: skoro i tak płaciłem za Apple Arcade, to tutaj za niewiele więcej otrzymuję abonament z chmurą, muzyką, filmami i serialami. I choć do Muzyka.app (kiedyś: iTunes) podchodzę jak pies do jeża od kiedy tylko pamiętam, to z każdym użyciem aplikacji utwierdzam się w przekonaniu, że nie jest to dziełem przypadku. Spotify nie jest idealne, jego twórcy lubią mieszać i kombinować, nie wszystkie zmiany mi się tam podobają, ale UX aplikacji od lat jest dużo wygodniejsze i bardziej intuicyjne (choć od jakiegoś czasu ZNOWU nie potrafię na mobile znaleźć listy pobranych utworów). I nie mam tu na myśli żadnych super skomplikowanych rzeczy, a podstawy - jak tworzenie i zarządzanie listami odtwarzania. A skoro Apple Music potrafi wywalić się już tutaj, to myślę, że ich programiści mają lekcję do odrobienia.

Tworzenie playlist w Apple Music to nieśmieszny żart, podobnie jak zarządzanie nimi

Układ playlist w lewej belce aplikacji Muzyka jest intuicyjny i... po prostu działa. Aby było mniej chaotycznie, twórcy oddali w nasze ręce opcję tworzenia tam folderów, w których możemy upychać listy z utworami, dbając o większy porządek. No i fajnie. Działa. Przynajmniej tak długo, jak nie dodacie tam list utworów tworzonych automatycznie przez platformę (czy, jak wolicie, artystów). Takich playlist nigdzie nie schowacie, one zawsze muszą być na wierzchu. Dlaczego? Nie mam najmniejszego pojęcia, moim sposobem na nie jest... po prostu ich powielanie — i kiedy są już moją playlistą - wtedy mogę je ukryć w folderze. Może i szczegóły, ale sam mam sporo playlist i lubię je mieć jako-tako zorganizowane. To urocze, że Apple samo postanowiło ten proces utrudniać, ale prawdopodobnie mają w związku z tym jakieś emejzingowe wymówki.

Tworzenie własnych list to zupełnie inny rozdział. Wyszukujesz artystę, dodajesz utwór - wszystko fajnie. Ale kiedy przejdziesz do listy odtwarzania, nie masz już szans powrócić do strony, na której byłeś chwilę wcześniej. Chcesz dalej przeglądać bibliotekę danego artysty? Skorzystaj ponownie z wyszukiwarki. Przebij się przez tamtejsze sekcje i dopiero wtedy masz szansę kontynuować wybór i dalsze dodawanie. Nie mam pojęcia dlaczego Apple Music jest w średniowieczu i takie, mogłoby się wydawać - podstawowe elementy, ich przerastają. W Spotify wystarczy po prostu skorzystać ze przycisku "cofnij”. Ten w aplikacji Muzyka czasami też bywa, ale z niewiadomych przyczyn znika równie nieoczekiwanie jak się pojawia. Czasem pomaga restart, czasem nie. Ostatnio przy tworzeniu nowej listy okazało się to na tyle irytujące, że wolałem ją po prostu zrobić w Spotify. Tam zawsze działa.

Jest wiele rzeczy w Apple Music które mnie irytują, ale dla równowagi - są także takie, które robią rzeczy lepiej niż Spotify

Apple Music jest dla mnie na tyle niedopracowane, że wciąż nie potrafię rozstać się ze Spotify. Ale to nie jest tak, że absolutnie wszystko w tej usłudze jest złe - są co najmniej dwa elementy, które wypadają w praktyce dużo lepiej właśnie tam. Pierwszym jest automatyczne połączenie z głośnikiem AirPlay 2 tuż po uruchomieniu aplikacji — od ubiegłego roku korzystam z Sonos One SL. W Spotify każdorazowo po uruchomieniu aplikacji muszę parować urządzenia — tutaj nie ma takiej potrzeby. Drobiazg, ale ułatwiający życie.

Drugą rzeczą, która jest zdecydowanie na plus, jest dostęp do mojej lokalnej biblioteki gdziekolwiek jestem. Tutaj jednak jest trochę słodko, a trochę gorzko — bo dwukrotnie funkcja ta zdążyła się już wywalić i mimo ogromnych chęci, nie udało mi się ani odtworzyć, ani pobrać, utworów których nie ma w bibliotece Apple Music. Raz działa, raz nie działa. Jak działa - jest fajnie, jak nie działa mamy kolejny dowód na to, że u Apple nie wszystko jest takie proste i oczywiste, jak wielu z nas by tego oczekiwało.

Emejzing Apple nie pomaga. Nawet "darmowy" dostęp do Apple Music nie przekonuje mnie do porzucenia Spotify

Przed Apple jeszcze długa droga — ale patrząc na zmiany z ostatnich miesięcy mam wątpliwości, czy kiedykolwiek Apple Music będzie produktem, który z czystym sumieniem można będzie polecić. Biblioteka może się powiększać, jakość stawać coraz lepszą, ale nie zmienia to faktu, że aplikacja rozkłada tę usługę na łopatki. I biorę też pod uwagę, że wszystkie moje irytacje piszę z perspektywy użytkownika macOS — pamiętając jak źle (z porównaniem do OS X) iTunes działał na Windowsie mam sporo obaw, że tam może być jeszcze gorzej...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: