80

Apple niczym mafia: ostre słowa, ale nerwy nie są bezpodstawne

Tak ostrej krytyki w kierunku Apple dawno nie słyszałem. Znów powraca temat prowizji od sprzedaży. Tym razem w kontekście nowej aplikacji e-mail, która ma zrewolucjonizować pocztę elektroniczną.

Wczoraj pisaliśmy o skardze do Komisji Europejskiej w sprawie monopolistycznych praktyk Apple. Tym razem pochodziła ona od Kobo — spółki zależnej od Rakuten i zajmującej się m.in. sprzedażą czytników e-booków, książek w wersji elektronicznej i audiobooków. Tradycyjnie — chodzi o 30% prowizję, jaką Apple bierze od każdej sprzedaży treści cyfrowych wewnątrz aplikacji pochodzących z App Store. Komisja Europejska wszczęła wczoraj postępowanie sprawdzające, czy regulaminy App Store naruszają europejskie prawa dotyczące konkurencji. Na efekty dochodzenia przyjdzie nam poczekać kilka miesięcy, o ile Apple samo nie zmieni swojego podejścia do płatności w aplikacji i tego, w jaki sposób traktowani są twórcy. Wielu z nich nie do końca zgadza się z polityką firmy i stara się, w zgodzie z regulaminami, zaoferować odbiorcom nieco lepsze warunki. Jednak Apple to też się chyba nie podoba, o czym świadczy sytuacja z nową aplikacją e-mail.

hey

HEY to nowy produkt w portfolio firmy Basecamp. O alternatywie dla Gmail, Outlook, Mail, czy innych aplikacjach zarządzających pocztą elektroniczną zrobiło się głośno kilka tygodni temu, gdy ruszyła kampania marketingowa uderzająca m.in. w Google, czy Microsoft. Teraz zrobiło się o niej jeszcze głośniej — a to za sprawą sytuacji aplikacji na platformie Apple. Jak informują przedstawiciele Basecamp, HEY może wkrótce zniknąć z App Store. A wszystko dlatego, że nie ma w niej zaimplementowanych płatności wykorzystujących narzędzia oferowane przez sklep. HEY jest płatne. Za roczny dostęp do „nowej generacji poczty elektronicznej” trzeba zapłacić niecałe 100 dolarów. I można to zrobić jedynie poza aplikacją — na stronach internetowych HEY. To ma się nie podobać Apple.

Komisja Europejska przygląda się praktykom monopolistycznym Apple odnośnie polityki App Store. Twórcy nowej aplikacji e-mail zarzucają firmie gangsterskie zachowania

Apple odrzuciło zgłoszoną przez twórców aplikacji aktualizację w wersji na iOS i jednoczenie zagrożono, że jeśli w HEY nie pojawią „zakupy w aplikacji”, to zniknie ona ze sklepu. Jeden z twórców HEY, David Heinemeier Hansson z Basecamp, w ostrych słowach krytykuje Apple nazywając ich wprost gangsterami, a praktyki stosowane przez firmę przyrównywane są do zachowań mafii. Hansson mówi otwarcie, że Apple chce wymusić na nich 30% prowizję od sprzedaży subskrypcji, na co nie wyrażają zgody i oferują użytkownikom zakup subskrypcji bez pośrednictwa Apple.

Przyznam szczerze, że do końca nie rozumiem tej sytuacji — w końcu Spotify, czy Netflix od lat oferują możliwość kupienia subskrypcji poza App Store i Apple nie ma z tym większego problemu. Nie słyszałem wcześniej, by za brak „zakupów w aplikacji” groziła możliwość całkowitego usunięcia aplikacji z App Store. Apple nie odnosi się wprost do sytuacji, tłumacząc jedynie, że twórcy muszą przestrzegać regulaminów sklepu, a ten mówi, że aplikacje wymagają „zakupów w aplikacji” jeśli chcą oferować dostęp do treści zakupionych na innych platformach.

Co się dzieje z Apple?

Często podnoszone są argumenty, że Apple ma prawo narzucać swoje regulaminy i restrykcje. To prawda, ale trzeba pamiętać, że firma nie pozwala na jakąkolwiek alternatywę — a to w tej całej sytuacji tak naprawdę chodzi. Dużo się mówi o AltStore jako super rozwiązaniu, z którego mogą korzystać zewnętrzne firmy, jeśli nie podobają im się warunki panujące w App Store. Warto jednak pamiętać, że nie jest to alternatywny sklep z aplikacjami, a narzędzie wykorzystujące możliwości zarezerwowane dla deweloperów i podpisujące 7-dniowym certyfikatem pliki instalacyjne aplikacji, które pobierane są z internetu. Także to nie rozwiązanie problemu, a jego ominięcie.