Felietony

Aparaty cyfrowe to już historia. Wakacje uświadomiły mi, jak bardzo odległa

Tomasz Szwast
75

Aparaty cyfrowe, jeszcze do niedawna, były obowiązkowym elementem wyposażenia każdego turysty. Mniej lub bardziej zaawansowany sprzęt znalazł zastosowanie w wielu domach, pomagając w uwiecznianiu ważnych momentów z życia rodziny. Dziś, w czasach smartfonów, to już przeszłość.

Fotografią interesuję się właściwie odkąd tylko pamiętam. Już jako małe dziecko często podkradałem rodzicom aparat, by zrobić zdjęcia czemuś, co uznawałem za obiekt szczególnej uwagi. Jak łatwo się domyślić, moje fotograficzne wyczyny pozostały niedocenione, a wręcz przeciwnie. Nieraz zdarzyło mi się usłyszeć kilka karcących słów, zwłaszcza gdy w aparacie skończyła się klisza w najmniej odpowiednim momencie. Cóż, takie były wtedy czasy. Za możliwość obejrzenia każdego ze zrobionych zdjęć trzeba było zapłacić. Choć dla naszych najmłodszych czytelników to, o czym teraz piszę może być abstrakcją, kiedyś właśnie tak było. Niezależnie jednak od mankamentów, fotografia analogowa ma i już zawsze będzie mieć swój nieodparty urok.

Kilka lat później miałem to szczęście, że w moich rękach znalazł się pierwszy aparat cyfrowy. Był to jeden z modeli produkowanych przez markę HP, którą raczej niewielu kojarzy z przemysłem fotograficznym. Niemniej kilka aparatów tego producenta powstało, część z nich we współpracy z japońską marką Pentax, odpowiedzialną za optykę. Od tego czasu minęło kolejnych kilkanaście lat, w ciągu których przez moje ręce przewinęło się dużo różnych aparatów cyfrowych. Były to zarówno najprostsze konstrukcje, jak i lustrzanki czy bezlusterkowce. Ostatnim aparatem, z jakiego miałem przyjemność korzystać, był bezlusterkowiec Sony A6000. Świetny aparat dla osoby początkującej i nie tylko, z którym jednak musiałem się pożegnać. Po prostu brakło mi dla niego czasu, a dalsze inwestowanie w akcesoria fotograficzne mijało się z celem.

Podczas ostatniej wakacyjnej podróży postanowiłem przyjrzeć się właśnie temu, jakim sprzętem ludzie robią sobie zdjęcia. Owszem, doskonale wiedziałem, że z aparatów cyfrowych korzysta już niewiele osób, jednak nie miałem pojęcia, że aż tak mało.

Kiedyś taki widok spotykany był zdecydowanie częsciej

Aparaty cyfrowe przeszły do historii

Swoją ostatnią podróż zagraniczną w celu odpoczynku odbyłem dawno temu, bo w 2017 roku. Jeszcze wtedy aparaty cyfrowe widziałem niemal na każdym kroku. Sam, mimo że posiadałem jeden z lepszych smartfonów, zabrałem ze sobą ciężką i nieporęczną lustrzankę Canona. Wszystko po to, by z krótkiego wakacyjnego wypadu przywieźć możliwie jak najpiękniejsze zdjęcia. Choć na zewnątrz panowała temperatura niemal 40 stopni Celsjusza, ja dzielnie maszerowałem z torbą z lustrzanką na ramieniu, by w każdej chwili móc powalczyć o jak najlepsze ujęcia. Takich osób, jak ja, spotykałem wówczas naprawdę dużo.

Prawdziwym rajem dla posiadaczy aparatów były jednak chwile tuż przed zachodem słońca. Właśnie wtedy zarówno profesjonaliści, jak i zdecydowanie mniej zaawansowani posiadacze aparatów cyfrowych rozstawiali się ze swoim sprzętem wzdłuż plaży, by uwiecznić w pamięci aparatu możliwie jak najpiękniejszy widok na morze i pobliskie miejscowości. Od tamtych chwil minęło jednak kilka lat, a ja postanowiłem na dobre rozstać się z aparatem. Jak przekonałem się kilka tygodni temu, wcale nie byłem jedyny. Dość powiedzieć, że fotografa z pełnym rynsztunkiem, bądź chociażby cięższą torbą, po prostu nie uświadczyłem.

Skłamałbym jednak, gdybym w tym miejscu napisał, że aparaty cyfrowe nie występują już wcale. To byłby poważny błąd z mojej strony. Owszem, widziałem kilka osób czy to z nowoczesnymi bezlusterkowcami, czy to starsze osoby nieużywające smartfonów z aparatami kompaktowymi, jednak były to zaledwie jednostki. Mam nieodparte wrażenie, że dla typowego, domowego użytkownika aparat cyfrowy to już wyłącznie historia.

Aparat i zestaw obiektywów to minimum, co mogło się znajdować w torbie fotografa

Wszystkiemu winne media społecznościowe?

Gdzie należy szukać przyczyn tego, że aparaty cyfrowe stały się prawdziwą rzadkością? Pierwszą i najważniejszą przyczyną, co oczywiste, jest rozwój fotografii smartfonowej. Obecnie nawet smartfony ze średniej półki cenowej, kosztujące nieco ponad 1000 złotych, są w stanie zrobić zdjęcie o jakości wystarczającej do praktycznie wszystkich współczesnych zastosowań. Zrobione takim aparatem zdjęcie, bardzo dobrze zaprezentuje się w mediach społecznościowych. Zarówno Facebook, jak i Instagram czy inne, nieco mniej popularne serwisy, stosują kompresję, w wyniku której parametry zdjęcia znacząco odbiegają od oryginalnych. W praktyce oznacza to, że do zabłyśnięcia w social mediach wcale nie potrzebujemy aparatu cyfrowego uzbrojonego w odpowiedni obiektyw. Nie potrzebujemy również żmudnej obróbki w jednym z programów dla fotografów. Celne oko i dobry kadr wystarczą, by zebrać mnóstwo lajków i pozytywnych komentarzy.

Współcześnie coraz rzadziej decydujemy się na wywoływanie zdjęć, nad czym sam szczerze ubolewam. Nie da się ukryć, że przeglądanie albumów sprawia bardzo wiele przyjemności, a widok zamkniętych na ich kartach wspomnień niejednokrotnie pozwala na uronienie łzy. Zdjęcia umieszczone w ramkach to również świetny sposób na ozdobienie mieszkania. Czasem wystarczy rzut oka na ścianę ze zdjęciami by szybko poprawić sobie humor. Tak właśnie działają wspomnienia.

Choć chmura czy dysk zewnętrzny to bardzo dobre miejsca na przechowywanie odbitek, wciąż daleko im do klasycznego albumu. Niestety, skoro nie tworzymy albumów, to nie potrzebujemy również aparatów. I choć to smartfony zabiły aparaty cyfrowe, media społecznościowe wydatnie im w tym pomogły.

Koniec ery aparatów cyfrowych nie dotyczy pasjonatów i profesjonalistów

Dla zdecydowanej większości użytkowników, dla których fotografia sprowadza się tylko i wyłącznie do codziennego robienia zdjęć, smartfon to urządzenie w zupełności wystarczające. Wciąż istnieją jednak grupy, które jeszcze przez wiele długich lat będą korzystać z aparatów i to z dużą przyjemnością. Pierwszą z nich są profesjonaliści, czyli wszyscy ci, dla których fotografia stanowi źródło dochodu. Prawdę powiedziawszy nie wyobrażam sobie, by weselny fotograf przyszedł do pracy uzbrojony w smartfon, nawet jeśli byłby to iPhone 13 Pro Max czy Samsung Galaxy S22 Ultra. Owszem, Apple podczas swoich corocznych prezentacji chwali się, że przy pomocy jego smartfonów można nagrywać profesjonalne filmy, jednak jako zleceniodawca nie chciałbym być uczestnikiem jednego z takich eksperymentów. Z innej strony, choć mnie trudno to sobie wyobrazić, takie czasy również mogą nadejść. Jak wyglądałaby fotograficzna relacja ze ślubu, gdyby zamiast aparatu dla profesjonalisty postawić na smartfon? O dziwo nieźle. Taki eksperyment już przeprowadzono, co ciekawe, ani przy pomocy Samsunga, ani iPhone'a. Fotosmartfonem była Sony Xperia Pro-I. Rezultaty? Do obejrzenia tutaj:

Fotografia weselna to jednak dopiero początek. Ciężko wyobrazić sobie relacje z najważniejszych wydarzeń bez aparatów cyfrowych, podobnie jak modeling czy fotografię produktową. Tę ostatnią producenci czasem próbują zastępować bardzo szczegółowymi renderami, jednak to wciąż nie jest to samo co zdjęcie wykonane przez profesjonalistę.

Kiedyś sprzęt dla każdego, dziś niszowy produkt dla pasjonatów i profesjonalistów

Nie można również zapominać o grupie pasjonatów fotografii, choć i wśród nich smartfony cieszą się coraz większą popularnością. Owszem, aparaty w telefonach, dzięki magii Sztucznej Inteligencji, potrafią bardzo wiele, jednak w fotografii jako pasji chodzi o coś zupełnie innego. Często zapominamy o tym, że fotografia jest też sztuką malowania światłem. Służy do uwieczniania czegoś, co trudno byłoby dostrzec gdyby nie dzieło powstałe dzięki pracy fotografa i jego sprzętu. Nie na darmo w galeriach sztuki wciąż wiszą zdjęcia wykonane przez pasjonatów i profesjonalistów, którzy posługują się zaawansowanymi aparatami cyfrowymi. Być może zdjęcie zrobione smartfonem będzie technicznie bardzo dobre, jednak nie zawsze będzie niosło w sobie to, co potrafią wyczarować mistrzowie z aparatami cyfrowymi w dłoniach - prawdziwą sztukę.

Aparaty cyfrowe i smartfony mogą się wzajemnie uzupełniać

Swoje wakacyjne spostrzeżenia, dotyczące kresu aparatów cyfrowych, skonsultowałem ze znajomym pasjonatem fotografii. Zapytałem go wprost o to, dlaczego tak trudno było mi dostrzec osoby posługujące się aparatami. Odpowiedź nieco mnie zaskoczyła. Dowiedziałem się bowiem, że sam na tego typu wakacyjny wypad zabrałby ze sobą wyłącznie smartfon. Dlaczego tak? Przede wszystkim dla wygody. Do wykonania zdjęć z wakacji nic lepszego niż smartfon nie potrzebuje. Gdyby jednak chciał wybrać się właśnie po to, żeby robić zdjęcia, które potem będzie mógł przedstawić szerszej publiczności, z pewnością zabrałby aparat. Jaki z tego wniosek? W rękach pasjonata fotografii smartfon i aparat cyfrowy to urządzenia, które bardzo dobrze się uzupełniają, a smartfon może okazać się naprawdę pomocny zwłaszcza wtedy, gdy po prostu nie musimy zabierać ze sobą całego sprzętu.

W rękach artystów aparaty przeżywają złotą jesień

Czy naprawdę aparaty cyfrowe to już historia? Owszem, tak, jednak nie dla wszystkich. O ile dla potrzeb zwykłego, typowego użytkownika smartfon wystarczy, jednak dla profesjonalistów i pasjonatów (a zatem również artystów) to aparat cyfrowy wciąż jest pierwszym i podstawowym wyborem, a smartfon to tylko uzupełnienie. Patrząc na całość rynku można zauważyć, że aparaty cyfrowe, mimo wszystko, jeszcze nie umarły, jednak ze sprzętu dla każdego stały się urządzeniami niszowymi dla wąskiej grupy odbiorców. Odbiorców, którzy pozostaną im wierni jeszcze bardzo, bardzo długo.

Korzystacie jeszcze z aparatów cyfrowych, czy już tylko smartfon? Na waszą opinię odnośnie współczesnej roli aparatów cyfrowych czekamy w komentarzach.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu