Felietony

Stało się: żegnam aparaty fotograficzne, do robienia zdjęć wystarcza mi smartfon

MS
Maciej Sikorski
83

Mówi się, że to nie sprzęt, a umiejętności, talent i pomysł decydują o tym, czy ktoś robi dobre zdjęcia. W efekcie można zrobić dobrą fotę aparatem stworzonym z pudełka po zapałkach i przebić amatora z "armatą", który nie wie, jak z niej korzystać, jak wyciągnąć pełnię możliwości. Zresztą, taka armata to dla przeciętnego zjadacza chleba zbyt poważny temat - jemu wystarczy prosty aparat w komórce. Mnie wystarcza taki sprzęt, o czym przekonałem się po tegorocznych wakacjach. Osobne aparaty nawet nie opuściły futerałów/pokrowców...

Aparat fotograficzny to bez wątpienia jedno z najciekawszych urządzeń stworzonych przez człowieka. Napisano o nim mnóstwo książek, więc nie ma sensu silić się na górnolotne podsumowania. Słowa "podsumowania" używam z premedytacją, bo można zaryzykować stwierdzenie, że ten sprzęt przegrał z fotografią komórkową. O ile można tu mówić o przegranej - po prostu nastąpiła ewolucja, moduły foto stały się na tyle kompaktowe, że można było je wpakować do innego urządzenia. Takiego, które mamy przy sobie cały czas. A jak wiadomo, najlepszy aparat to ten, który jest z nami.

Temat poruszam, ponieważ w ostatni weekend przeglądałem zawartość domku letniskowego, zastanawiałem się, co zabrać na zimę i w jednej z szafek trafiłem na dwa aparaty. Przyjechały wiosną, w założeniu miały służyć przez cały sezon i ostatecznie chyba nie wyszły z szafki. Nie było potrzeby. Czy to oznacza, że przez te kilka miesięcy nie powstało żadne zdjęcie? Otóż powstało ich całkiem sporo. Tyle, że znajdują się w telefonach konkubiny, znajomych, rodziny i moim. Jeśli ktoś robił fotosy, to wyciągał smartfon. To wydaje się dzisiaj wręcz naturalne. Niektórzy nawet ostro z tym przesadzają, niedawno w restauracji mało nie dostałem w głowę kijkiem do selfie...

Aparat fotograficzny w moim przypadku tracił na znaczeniu już od kilku lat, zabierałem ten sprzęt na wyjazdy prywatne i służbowe, ale coraz rzadziej z niego korzystałem. Ot, dodatkowy bagaż, który okazywał się zbędny. A przy tym problematyczny: ze względów technicznych, z uwagi na wymiary czy niemożność schowania go po prostu w kieszeni. Do tego zaczął dochodzić fakt jakości zdjęć - te wykonane smartfonem są dzisiaj po prostu lepsze, przecież w ciągu dekady w fotografii mobilnej dokonał się wielki skok technologiczny. I nie chodzi tu tylko o zwiększanie liczby megapikseli, którym jeszcze niedawno tak szpanowali producenci.

Od kilku lat aparat fotograficzny był coraz rzadziej wyciągany i to się raczej nie zmieni, sprzęt będzie tkwił w jakiejś szafce czy szufladzie, bo pewnie nie będę miał serca, by go wyrzucić. Tak samo jest z walkmanem czy discmanem - czekam na potomstwo, by za dziesięć-piętnaście lat pokazać mu, o czym człowiek marzył, gdy był w ich wieku. Te maszyny też zostały zastąpione przez wszechobecne dzisiaj komórki. W pudełku ze starociami znajdę jeszcze kalkulatory, planer elektroniczny, odtwarzacz mp3 i pewnie kilka innych cudów. Czas wrzucić tam także aparat fotograficzny.

Nie twierdzę oczywiście, że przyszedł kres aparatów. Ten sprzęt nadal będzie produkowany i kupowany - tak samo jest ze wspomnianymi odtwarzaczami multimediów. Ale zainteresowanie będzie coraz słabsze, o czym świadczą wyniki finansowe producentów i dane firm analitycznych. Zdaję sobie przy tym sprawę, że zawodowcy i prawdziwi fani fotografii będą kupować te urządzenia, bo komórki im nie wystarczą - tu w zasadzie nie ma o czym dyskutować. Patrzę na to z perspektywy człowieka, który chce machnąć fotkę do rodzinnego albumu. Chociaż z obserwacji znajomych, którzy fotografii poświęcają sporo czasu, też mogę wywnioskować, że komórki trochę namieszały w ich pasji: rzadziej widzę ich z torbą wypchaną obiektywami, bo wiedzą, że dobrą fotkę mogą zrobić telefonem. Wszak najlepszy sprzęt to ten, który mas zprzy sobie. Smartfon zawsze masz. Co swoją drogą zaczyna trochę przerażać...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu