15

Ależ w tym Internecie można zarobić. A ile nagród do zgarnięcia!

Wczoraj pod jednym z tekstów pojawił się komentarz, w którym ktoś zachęcał do odwiedzenia serwisu z aukcjami. Telewizory prawie za darmo do zgarnięcia. Ostatnio jakoś więcej się u nas tego pojawia – mała ofensywa. Najpierw byłem zdziwiony, że komuś się chce to wrzucać – przecież to jest bardziej nierealne niż 1000 iPadów bez folii. Skoro […]

Wczoraj pod jednym z tekstów pojawił się komentarz, w którym ktoś zachęcał do odwiedzenia serwisu z aukcjami. Telewizory prawie za darmo do zgarnięcia. Ostatnio jakoś więcej się u nas tego pojawia – mała ofensywa. Najpierw byłem zdziwiony, że komuś się chce to wrzucać – przecież to jest bardziej nierealne niż 1000 iPadów bez folii. Skoro jednak ktoś wrzuca, można założyć, że ludzie klikają…

Ilekroć piszę o oszustach w Sieci, ktoś pyta: jak ludzie mogą się na to nabierać: na wyłudzanie danych czy pieniędzy z wykorzystaniem fałszywych stron bankowych, lewe maile z ZUS, oferty wynajmu nieistniejących apartamentów w górach itd. Odpowiedź jest ta sama: sporo ludzi jest nieświadomych zagrożeń, jakie czyhają w Sieci. Skoro strona przypomina stronę banku, to pewnie nią jest. Jeśli urzędnik pisze z prośbą, to pewnie nim jest i trzeba zareagować. Te przypadki mnie nie dziwią – edukacja w tej materii jest słaba. Zamiast nabijać się z tych ludzi, trzeba powtarzać słabiej zorientowanym krewnym i znajomym, żeby uważali.

Z iPadami bez folii sprawa wygląda już inaczej – tu rządzi ludzka naiwność. Nadal jednak nie jest to naiwność sięgająca szczytu – wbrew temu, co sądzą niektórzy, jest wyższa forma łatwowierności. Reprezentują ją właśnie kliki w ogłoszenia typu „zarobiłem 10 tysięcy w dwa dni – zobacz, jak to zrobiłem” albo „łatwa kaska bez wchodzenia z domu – ja zarobiłem już miliony” albo „komputery za 10 złotych – wystarczy wejść i kliknąć”. Przykładów mógłbym podać mnóstwo, każdy z Was widział ich pewnie masę, więc znacie temat.

Przyznaję, że nie jestem w stanie zrozumieć, jak to się dzieje, że ludzie klikają, wchodzą na te strony. A ostatecznie pewnie biorą udział w jakiejś aukcji czy innych podejrzanych akcjach. Nie chodzi nawet o same strony – na nie można trafić, można mieć nadzieję, że kupi się coś taniej. Ale czy nikt nie zadał sobie prostego pytania: dlaczego ten ktoś chwali się w Sieci tym, że znalazł takie miejsce? Dlaczego jest na tyle dobry i miły, że pokazuje, gdzie i jak można się szybko i łatwo dorobić? Czy w realu ktoś wybiegłby na ulicę i powiedział, że znalazł piwnicę wypełnioną złotem, którym chce się dzielić? Czy pokazałby wszystkim, w której studni elfy trzymają swoje skarby?

Ludzi naprawdę nie dziwi to, że ktoś chwali się tym, jak łatwo można zarobić pieniądze? Po co on to właściwie robię? Przecież mógłby już leżeć na Karaibach i pić drinki z kokosa. Tego pojąć nie jestem już w stanie – tu musi działać zamroczenie właściwe dla Thorina z grafiki tytułowej. Chęć zdobycia kasy chyba zatruwa mózg. Innego rozwiązania brak. Jeżeli zatem będziecie komuś tłumaczyć, jak odróżnić prawdziwą stronę od fałszywej, wspomnijcie, że biznes z milionami zarabianymi w godzinę to też lipa. Wątpię, by pomogło, ale warto spróbować…