22

Akumulator Li-ion zamiast kwasowo-ołowiowego? Cena zwali was z nóg…

Założę się, że spora część czytelników interesujących się technologiami ogniw bateryjnych zastanawiała się, jak długo jeszcze pod maskami naszych samochodów spalinowych będziemy wozić przestarzałe akumulatory kwasowo-ołowiowe. Przy dzisiejszym rozwoju technologii aż prosiłoby się o zastosowanie nowoczesnych ogniw litowo-jonowych, najlepiej z jakąś elektroniką optymalizującą jego pracę i zabezpieczającą przed całkowitym rozładowywaniem. Ileż to razy widzieliśmy za oknami ludzi biegających z kablami od samochodu do samochodu.

Cena czyni… kuku

Oczywiście to nie jest tak, że takie akumulatory w ogóle się w motoryzacji nie trafiały, można było się w nie zaopatrzyć jako wyposażenie dodatkowe np. w Porsche. Znacznie mniejszy niż standardowy i niewymienialny poza autoryzowanym serwisem akumulator kosztował bagatela 1700 dolarów. Niestety cena ta nie wynika tylko ze znaczka Porsche nadrukowanego na obudowę, baterie tego typu są znacznie droższe.

Dowodem na to jest oferta uniwersalnych akumulatorów Li-ion firmy Antigravity, która od dłuższego czasu produkuje tego typu baterie m. in. dla motocykli i quadów. Jeśli wejdziemy na ich stronę i znajdziemy zakładkę „Automotive”, będziemy mogli wybrać akumulator pasujący do naszego samochodu. Problem polega tylko na tym, że aby wejść w jego posiadanie trzeba wydać przynajmniej 450 dolarów, a w przypadku większych modeli ceny przebijają nawet 1000 dolarów.

Zalety kontra kasa

Musicie przyznać, że to zaporowa cena, której nawet niezaprzeczalne zalety tych ogniw nie są jednak w stanie usprawiedliwić. Według producenta akumulatory tego typu powinny wytrzymać dwa razy dłużej niż te starego typu. Każdy, kto miał dłuższe doświadczenia z bateriami, musi zdawać sobie sprawę, że jest to w pewnym stopniu loteria i nikt nie zagwarantuje nam ich długoletniej pracy. Sam producent daje na swój produkt 3-letnią gwarancję.

Antigravity Batteries informuje też, że ich urządzenia są o około 70% lżejsze od tradycyjnych. Dla większości samochodów ta różnica będzie jednak zupełnie bez znaczenia. Odczuć to możemy ewentualnie wtedy, gdy z jakichś przyczyn będziemy potrzebowali akumulator wyciągnąć.

Ciekawym rozwiązaniem jest wbudowany w akumulator zestaw do awaryjnego ładowania. Jeśli akumulator rozładuje się do zera, można przy pomocy przycisku na akumulatorze lub specjalnym breloku odpalić ogniwo rezerwowe, umożliwiające kilkukrotne odpalenie silnika. Z drugiej jednak strony zewnętrzne zestawy rozruchowe, wyposażone we własne baterie, kosztują dziś 200 – 300 zł i nie są przywiązane do konkretnego akumulatora i samochodu.

Akumulatory Antigravity zostały wyposażone w moduł Bluetooth, dzięki któremu możemy monitorować ich stan przy pomocy aplikacji dostępnej dla iOS i Androida. Program pokaże nam jego naładowanie i pomoże wykonać podstawową diagnostykę. Jest to bardzo efekciarskie, bardzo smart, ale alternatywa w postaci testera kosztuje grosze i podobnie jak startery jest bardziej uniwersalna.

Ma być taniej

Firma zdaje sobie sprawę, że cena jest kluczem do sukcesu tego produktu i twierdzi, że pracują nad tym, jak ją obniżyć. Wydaje się jednak, że w obecnych warunkach będzie to ciężkie do przeprowadzenia, popyt na ogniwa tego typu ciągle rośnie. Dość powiedzieć, że nawet tak nowoczesne samochody jak Tesla, dopiero w tym roku przechodzą całkowicie na ogniwa Li-ion. Dotychczas dla zasilania instalacji 12V używały konwencjonalnych akumulatorów.

Wydaje się więc, że jeśli w najbliższym czasie nie zmienimy samochodu na w pełni elektryczny, dalej będziemy skazani na używanie pochodzących z XIX w. kwasowo-ołowiowych „klasyków”. Akumulator samochodowy za cenę flagowego iPhone to coś, na co chyba nie są gotowi klienci nawet ze znacznie bogatszych krajów niż Polska.

Źródła: [1], [2], [3]