56

3 rzeczy po konferencji Apple, których nie rozumiem. Ktoś mi je wyjaśni?

Nowe produkty Apple z pewnością wywołają na rynku sporo szumu. Jednak nie wszystko jest tak kolorowo. Oto 3 momenty, w których podczas konferencji zacząłem się zastanawiać, o co Apple naprawdę chodzi.

Konferencja Spring Loaded za nami. Poznaliśmy na niej sporo nowych produktów Apple, zarówno pod kątem sprzętu, jak i oprogramowania. Już niedługo na rynku pojawią się AirTagi, nowe iMaci i nowe, wypakowane funkcjami iPady. Radość osób, które czekały chociażby na komputery i tablety z M1 jest więc jak najbardziej zrozumiała. Jestem bardzo ciekaw, czy tak jak Macbooki i Mac Mini, te urządzenia okażą się hitem w swojej klasie cenowej, jeszcze bardziej odjeżdżając konkurencji pod kątem wydajności. Nie oznacza to jednak, że wszystko na konferencji Apple poszło „gładko”. W ciągu 60 minut pokazu zdarzyły się trzy momenty, w których decyzji Apple kompletnie nie rozumiałem. I Apple chyba też nie, bo fakty, o których powiem za chwilę nie tyle były ukryte, co po prostu samo Apple o kilku rzeczach chyba starało się nie mówić za dużo. Oto i one:

1. Magnetyczna ładowarka do iMaca. Ja się pytam – po co?

Apple jest na fali wznoszącej magnetycznej rewolucji. Najpierw z hukiem wyrzuciło złącza MagSafe z Macbooków, by teraz dawać je wszędzie, tylko nie w Macbookach, gdzie są najbardziej potrzebne. O ile MagSafe w iPhone’ach jeszcze jestem jakoś w stanie zrozumieć, o tyle w przypadku nowych iMaców nie ma ona kompletnie żadnego sensu i jest raczej elementem mocno upośledzającym komputer.

Tak, wygląda to ładnie na grafikach promocyjnych, tyle tylko, że… nie jest nikomu potrzebne. Ideą złącza magnetycznego jest bowiem to, że jeżeli ktoś przez przypadek pociągnie za kabel, to złącze odepnie się od ładowanego urządzenia, nie zrzucając go ze stołu/biurka/łóżka etc. iMac to jednak komputer stacjonarny, a nie przenośny, więc jego kabel zasilający będzie raczej w jednym miejscu, zabezpieczony na stałe przed tym, by ktoś się o niego nie potknął. A co jeżeli jednak jesteśmy tą jedną osobą, która ma w nosie cable management i puści kabel zasilający od iMaca przez środek pomieszczenia? No to przygotujmy się na ciężkie czasy.

Ładowanie magnetyczne ma bowiem sens wtedy, gdy rozłączenie zasilania nie zaszkodzi urządzeniu – iPady, iPhone’y i Macbooki mają wewnętrzne zasilanie, więc nagłe odłączenie od ładowarki nic im nie zrobi. iMac natomiast, z oczywistych względów takiego zasilania nie ma, dlatego nagłe odłączenie zasilania w trakcie pracy może mieć katastrofalne skutki – najczęściej w formie utraty tego, nad czym akurat pracujemy. Jeżeli ja kupuję komputer stacjonarny, to w moim interesie byłoby, by kabel zasilający siedział w nim jak najmocniej. Magnetyczne złącze to udziwnienie, które w najlepszym przypadku niczemu nie służy, a w najgorszym – może zaszkodzić użytkownikowi. Dlaczego Apple je tam umieściło?

2. iPad z 16 GB RAM? Czy jednak Apple musi uczestniczyć w wojnie na podzespoły?

Jeżeli popatrzyć na reakcję w sieci, dużo więcej osób mocniej ekscytuje się chyba nowymi iPadami Pro niż iMacami. I słusznie, ponieważ tablet od Apple zyskał naprawdę sporo nowych elementów. Procesor M1 z pewnością zapewni mu wydajność, o której nikt inny w branży nawet nie marzył. Jednak i tutaj Apple podjęło decyzje, która mocno mnie zastanawia. Jeżeli bowiem spojrzymy na „wymaksowanego” iPada Pro, zobaczymy, że posiada M1 (oczywiście), do 16 GB pamięci RAM i do 2 TB miejsca na dane. I teraz tak – to są dokładnie takie same podzespoły, jakie Apple włożyło do iMaca (tak, na konferencji była mowa o zaledwie 8 GB RAM i 256 GB miejsca na dane w komputerze, ale na szczęście dane techniczne to zweryfikowały).

Jednocześnie M1 nie jest jakimś SoC zesłanym przez niebiosa i chociaż emituje mniej ciepła – dalej potrafi się nagrzać (co pokazują różnice w wydajności Macbooka Air bez wentylatorów i Macbooka Pro z wentylatorami). Macbook posiada dwa wentylatory i znacznie większą powierzchnię do rozpraszania ciepła, co może wskazywać, że M1 będzie osiągać tam lepsze rezultaty niż w iPadzie Pro. Nie chcę tu uprawiać jakiegoś przesadnego czarnowidztwa, ale nie rozumiem, komu i na co 16 GB RAMu potrzebne jest w systemie mobilnym. Ja wiem, że Apple ma swoją politykę, w której iPad ma zastąpić komputer, ale słyszymy to już od lat i patrząc, że w czasie pandemii, kiedy ludzie musieli pracować z domu podskoczyła sprzedaż laptopów, a nie tabletów – raczej jeszcze daleko do spełnienia tej przepowiedni. Moim zdaniem ciężko będzie komukolwiek to wykorzystać i 16 GB w tablecie wygląda więc dla mnie tak samo dziwnie jak w telefonie.

3. Dlaczego Apple włożyło lepszy wyświetlacz do mniejszego, przenośnego urządzenia?

Mówiąc o iPadzie Pro, Apple poświęciło niesamowicie dużo czasu jego wyświetlaczowi Retina XDR, który jest bezpośrednim kontynuatorem wyświetlacza umieszczonego w monitorze Apple. I jest się czym chwalić – 2732 na 2048 pikseli, 2596 stref lokalnego przyciemniania, kontrast 1 000 000:1, ProMotion (120 Hz adaptacyjne), gama kolorów P3, podświetlenie mini LED. I ja rozumiem, że w filozofii Apple iPad jest urządzeniem do tworzenia (montażu filmów i muzyki, obróbki zdjęć i tworzenia grafik) a iMac do konsumpcji, jednak dlaczego w takim razie firma nie postarała się o to, by urządzenie do tworzenia i do odtwarzania nie posiadały tego samego wyświetlacza?

Fajnie, że iMac posiada ekran Retina 4,5 K, ale jeżeli stworzę jakąś grafikę (bądź film) na ekranie Retina XDR, to raczej nie chciałbym oglądać jej w gorszej jakości. Pomijam już tu kompletnie fakt, że dla mnie tablety, jako urządzenia przenośne raczej nie współgrają z takimi funkcjonalnościami jak korekcja kolorów, ponieważ raczej używa się ich w takich środowiskach jak kawiarnia, park etc, gdzie chociażby oświetlenie będzie grało dużą rolę w naszej pracy. Dlatego osobiście bardziej widziałbym lepszy monitor w iMacu, ale jak widać – Apple ma lepsze rozeznanie w rynku.

To są trzy rzeczy, które mocno ciekawią mnie, jeżeli chodzi o politykę Apple. Pomijam tu już dziwnostki pokroju tego, że do komputera iMac od razu trzeba będzie kupić docka oraz fakt, że nowe klawiatury i myszy nie są sprzedawane osobno. Chętnie zobaczę, czy w momencie w którym sprzęt trafi na sklepowe półki fani marki również zwrócą na nie uwagę. Może wtedy ktoś będzie w stanie odpowiedzieć mi, jaka idea stała za takimi, a nie innymi rozwiązaniami.