28

150 dolarów za arytkuł w „The Daily”, czyli witamy w świecie „profesjonalnego” dziennikarstwa

Moe Tkacik, kontrowersyjna internetowa dziennikarka znana m. in. upublicznienia nazwisk kobiet oskarżających o gwałt  twórcę WikiLeaks znów narobiła nieco szumu na Twitterze, ujawniając ile zaproponowano jej za półtorej kolumny w „The Daily”. iPadowy tabloid Murdocha chciał zapłacić 150 dolarów za 790 słów – w temacie, w temacie którego Moe kompletnie nie zna. Może na polskie […]

Moe Tkacik, kontrowersyjna internetowa dziennikarka znana m. in. upublicznienia nazwisk kobiet oskarżających o gwałt  twórcę WikiLeaks znów narobiła nieco szumu na Twitterze, ujawniając ile zaproponowano jej za półtorej kolumny w „The Daily”. iPadowy tabloid Murdocha chciał zapłacić 150 dolarów za 790 słów – w temacie, w temacie którego Moe kompletnie nie zna. Może na polskie warunki nie jest to zła stawka, ale w amerykańskich to trąci farmą treści.

„The Daily” ma na głównej stronie buńczuczną deklarację, że „nowe czasy, wymagają nowego dziennikarstwa”. Dlatego obserwowanie, jak wygląda to „nowe dziennikarstwo” jest cokolwiek komiczne. Z mojej praktyki wynika, że napisanie naprawdę solidnego artykułu na 6 tys. znaków – w nieznanym temacie, wliczając sprawdzenie źródeł, wyszukanie powiązanych informacji i 2-3 telefony potrafi zająć i dzień pracy. Jednak uzyskanie za niego stawki usprawiedliwiającej taki wysiłek, jest najczęściej niemożliwe, więc cierpi albo kieszeń, albo jakość.

Na pierwszy rzut oka, z podobnym problemem zetknęła się Moe Tkacik – co zaowocowało sarkastycznym komentarzem. Nawet media pozycjonujące się jako „innowacyjne”, a takim miało być „The Daily” powielają po cichu schemat Demand Media promując model „minimum wysiłku, maksimum odsłon”. Przeraża mnie to, gdyż efekty tego podejścia ogłupiają nie tylko czytelników, ale również dziennikarzy. Nie wiem jak długo będziemy mogli jeszcze liczyć na oryginalne, autorskie materiały w sieci, jeśli dalej niskimi stawkami promowana będzie ilość, a nie jakość, a głównym kryterium oceny materiału będzie ilość odsłon, a nie zgodność faktów z rzeczywistością.

„The Daily” kasuje za dostarczenie – jak sądziłem – lekkostrawnych, ale wysokiej jakości materiałów. Wychodzi jednak na to, że zdecydowanie lepiej uiścić myto na stronie New York Times.