Świat

Ziemskie pustynie to za mało – szejkom zamarzyły się te na Marsie

MS
Maciej Sikorski
4

Przybywa doniesień dotyczących eksplorowania kosmosu. Zjawisko zaczyna się demokratyzować i szybko to postępuje. Z jednej strony przybywa firm działających w tej branży, temat przestał być domeną potężnych państw. Z drugiej strony do badań przyłączają się nowe kraje. Nie dziwią nas Chińczycy czy Jap...

Przybywa doniesień dotyczących eksplorowania kosmosu. Zjawisko zaczyna się demokratyzować i szybko to postępuje. Z jednej strony przybywa firm działających w tej branży, temat przestał być domeną potężnych państw. Z drugiej strony do badań przyłączają się nowe kraje. Nie dziwią nas Chińczycy czy Japończycy rozwijający projekty kosmiczne. Ale Arabów raczej nie kojarzymy z eskapadami poza naszą orbitę. Tymczasem szykują się oni do badania Marsa.

Mówiąc/pisząc o eksploracji kosmosu zazwyczaj wspomina się o USA i Rosji. Do tego dochodzą niektóre państwa europejskie, Chiny, Indie i Japonia. Aby brać udział w tych zmaganiach potrzebne są pieniądze, wykształceni ludzie, odpowiednie technologie, infrastruktura - zdecydowanie nie jest to pole, na którym poruszać mogą się wszyscy. Ale branża kusi. Przyciąga np. krezusów z Półwyspu Arabskiego. Media donoszą, iż Zjednoczone Emiraty Arabskie zamierzają do roku 2020 przygotować bezzałogową misję na Marsa. Lot miałby potrwać kilka kwartałów i w roku 2021 nad Czerwoną Planetą pojawiłaby się sonda o nazwie Nadzieja.

Obiekt tworzony jest z myślą o zbieraniu danych na temat atmosfery i klimatu Czerwonej Planety. Informacje zostaną przesłane do ZEA, a stamtąd... do wszystkich zainteresowanych. Szejkowie chcą się podzielić ze światem zdobyczami Nadziei. O ile oczywiście misja się powiedzie i będzie czym się dzielić. Władze azjatyckiego państwa wiążą z tym projektem spore nadzieje (tak, nazwa nie jest przypadkowa) - ma on być motorem napędowym dla rozwoju tamtejszej nauki, branży nowych technologii.

Zjednoczone Emiraty Arabskie nie mają zbyt wielu obywateli. W kraju mieszka mniej niż 10 mln osób, a zdecydowaną większość stanowią obcokrajowcy, pracownicy zatrudniani w biznesie związanym z wydobywaniem i przerabianiem czarnego złota, czyli ropy naftowej. Wykwalifikowanych kadr zdolnych do urzeczywistnienia programu kosmicznego na razie brakuje, ale to ma się zmienić - nie od dzisiaj wiadomo, że pieniądze czynią cuda. Szejkowie podobno nie szczędzą środków i wydają na ten cel naprawdę pokaźne sumy. W kosmicznym wyścigu może się zatem pojawić kolejny gracz. To dobrze.

Nie tylko dla ZEA, które nie mogą i pewnie nie chcą uzależniać się od ropy. Wydawanie pieniędzy na naukę i sektor nowych technologii powinno się zwrócić, państwo nie wpadnie w tarapaty, gdy złoża zaczną się kończyć albo gdy spadnie popyt na ropę. Ludzie mogą już wtedy nakręcać gospodarkę w segmentach technologicznych. Położony niedaleko Izrael przykładem na to, że da się zbudować biznes IT na pustyni. Jednak program, którego główną bohaterką ma być sonda Nadzieja, to także szansa dla naukowców w innych krajach, dobra informacja dla fanów eksploracji kosmosu. Skoro obiecali dane, to powinni je dostarczyć. Zmobilizują też inne kraje do większego wysiłku - im więcej uczestników tego starcia, tym lepiej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Mars