10

W Sieci można teraz kupić masę przedziwnych gadżetów. Jaki był Wasz najbardziej odjechany zakup?

Przeglądając oferty sklepów sprzedających "chińszczyznę", czyli wszelkiej maści produkty wyprodukowane w Państwie Środka, człowiek nierzadko łapię się za głowę: naprawdę coś takiego wymyślili? A potem stworzyli i wprowadzili do sprzedaży?! Kto to kupuje? Pewnie każdy zadawał sobie to pytanie przynajmniej raz - niekoniecznie wertując ofertę Aliexpress. Czekam aż trafię na rzecz, która uznam za najdziwniejszą i nie do przebicia...

Zakupy w Sieci nie są czymś nadzwyczajnym. Zakupy w Chinach też opanowało wiele osób, więc nie jest tak, że będę pisał o dziwach, które są obce przeciętnemu Internaucie. Nie ulega jednak wątpliwości, że w takich sklepach można trafić na większe niespodzianki, niż podczas wizyty w supermarkecie w Polsce (wiem, są wyjątki). Od sprzedawców czy sklepów można się jednak dowiedzieć, że ktoś wyciąga po to rękę, więc producenci jeszcze mocniej drażą jakiś temat. Zalewa nas morze przedziwnych gadżetów.

Chociaż sam (póki co) regularnie karty nie wyciągam podczas przeglądania stron z takimi produktami, posiadam znajomych, dla których zakupy „u Chińczyka” stały się normą. Jeden wertuje ofertę regularnie i kupuje, gdy czegoś naprawdę potrzebuje (albo, gdy wydaje mu się, że czegoś potrzebuje), drugi poszedł krok dalej, ustalił limit cenowy i zamawia coś w równych odstępach czasu. Fanty się przydają? Ponoć lądują w pudełku czy szufladzie, ale zabawę zapewniają już same zakupy. Bo tanie. I dziwne. Jeszcze dekadę temu człowiek by nie pomyślał, że coś takiego można kupić.

Jeżeli potrzebujecie wkładek ogrzewających stopy, suszarek do butów, fikuśnych nakładek na krany, gadżetów do krojenia cebuli, dmuchanego materaca do osobówki, słuchawki prysznicowej z diodami, sztucznych gwiazd w pokoju, to wszystko znajdziecie w Aliexpress czy u konkurencji. Bo sprzedają to także sklepy z innych państw, ale łatwo się domyślić, że towar pochodzi z Chin lub okolic. Czasem może się wydawać, że taka rzecz jest naprawdę przydatna: bo kto potrafi naprawdę równo pokroić cebulę? I to bezpiecznie. Ale warto podejść do sprawy inaczej: gdybyśmy kupowali wszystkie te gadżety, szybko potrzebny byłby jakiś magazyn do ich przechowywania. Zazwyczaj mają jedno zastosowanie i jeśli nie robicie czegoś naprawdę często, może się okazać, że takiego fantu użyjecie raz w roku. A to już problem.

Rzeczy mogą się wydawać nieprzydatne czy zbyt ograniczone, ale przecież ktoś to kupuje. I nie zamierzam tu robić żadnych wyrzutów czy drwić – niech każdy wydaje pieniądze tak, jak chce. Ale nie ukrywam, że zastanawia mnie ta moda na dziwactwa. Kiedyś obecna w telezakupach czy sklepach „wszystko po 5 złotych” (obie instytucje nadal istnieją), dzisiaj widoczna w Sieci. Jestem przy tym pełen uznania dla osób, które wymyślają kolejne produkty – moja wyobraźnia aż tak daleko nie sięga. A będą mieli coraz trudniej, gdyż nawet największe cuda po jakimś czasie powszednieją.

W tym miejscu chciałbym zapytać Was o najdziwniejszą rzecz, jaką kupiliście w Sieci, gadżet, który może wzbudzać ubaw czy zaintrygowanie. Dodam przy tym, że szukam teraz w internetach takich cudów do nowego cyklu, więc jeśli macie jakieś propozycje, jeśli widzieliście coś „kosmicznego”, dawajcie proszę znać – a nuż trafi do testów…