61

Niebawem przy kasach na stacjach paliw możemy postać znacznie dłużej…

Niedziela dniem wolnym od handlu - piękne hasło, które w Polsce ma się stać rzeczywistością. Problem polega na tym, że może i zamykane będą supermarkety, ale sprzedaż przeniesie się w inne miejsca. Już teraz można przeczytać analizy dotyczące rozwoju rynku e-commerce, trafić na pomysły w stylu tworzenia showroomów, rozrostu biznesu wendingowego w Polsce - temat rzeka. Mnie najbardziej w tym wszystkim bawi (tak, bawi) wątek stacji paliw. Niebawem może się okazać, że kierowca, który chce zapłacić za benzynę stoi w kolejce za ludźmi, którzy kupują ryby, buty i cukinię...

Zakaz handlu w niedzielę wzbudza spore emocje. Przyznam, że sam mam problem z opowiedzeniem się po jednej stronie dyskusji, bo rozumiem argumenty zwolenników i przeciwników nowych przepisów. Dociera do mnie, że część osób nie chce pracować w niedzielę, ale jednocześnie nie jestem w stanie pojąć, dlaczego tworzy się wyjątki, w tym przypadku obejmuje nimi handel (też wybiórczo), a przy tym pomija się miliony Polaków, które i tak będą pracowały w niedzielę. Sam przepracowałem wiele niedziel w swoim życiu i nie robię z tego szczególnej tragedii, bo jednocześnie miałem wolne wtorki czy piątki. Ale zostawmy to – słowo się rzekło, ustawa podpisana, niebawem zobaczymy, jakie przyniesie efekty.

Podejrzewam, że w najbliższym czasie, przed pierwszymi niedzielami z zakazem handlu, trzeba będzie omijać sklepy – ludzie zaczną je szturmować w sobotę, bo zamknięty w niedzielę sklep uznają za kataklizm. Z czasem się uspokoją, ale marzec będzie miesiącem apokaliptycznych weekendów. Intryguje to, jak szybko firmy zaczną omijać nowe prawo – Grzegorz pisał już o poczynaniach Carrefoura, który tworzy zakupy codzienne. Zakładam, że to będzie też dobry czas dla branży technologicznej, twórców aplikacji czy maszyn wspomagających handel. No i dla e-commerce. Zwłaszcza tego spożywczego. Zamiast rodzinnych wypraw na niedzielne zakupy będzie rodzinne klikanie na stronie sklepu? Przekonamy się.

Przejdźmy do tego, jak zakaz handlu w niedziele wykorzystają stacje paliw. Media od jakiegoś czasu informują, że do zmian szykuje się m.in. lider naszego rynku, czyli Orlen. Korporacja zaczęła już sobie torować drogę do rozszerzenia oferty i gdy czytam o kategoriach produktów, które mogą się znaleźć w jej obiektach, na twarzy maluje się uśmiech. Bo do dzisiejszej prasy, napojów, przekąsek czy papierosów i alkoholu, dojdą zapewne mięso, ryby, owoce, warzywa, nabiał, a nawet biżuteria, obuwie i odzież. Wszystko to, co znajdziemy w supermarkecie.

Pewnie niejednokrotnie byliście na stacji paliw i wiecie, że sprzedawcy oferują różne rzeczy: kupujesz gazetę, a człowiek pyta, czy kawkę do tego, bierzesz energetyka, a sympatyczny pan proponuje jeszcze zapiekankę. Albo przyjeżdżasz tylko po paliwo (szaleństwo) i wychodzisz z płynem do spryskiwacza, bo pani się ładnie uśmiechała i mówiła, że jest w promocji. Wyobraźmy sobie teraz, że te miejsca zamieniają się w małe supermarkety: przyjechałeś zatankować, chcesz zapłacić za paliwo, a przed tobą 12 osób: 2 przyszły po gazetę, 3 po świeże pieczywo, 4 po alkohol, 1 po mięso, 1 po cytryny. Człowiek w środku stawki jest niepewny – może i on chce tylko zapłacić za paliwo…

A jakie dialogi mogą towarzyszyć tym zakupom!

-Może jeszcze kraba? Świeżuteńkie mamy!
-A nie, dziękuję – ja tylko po brukselkę i toster.

-Jakie mięso, by pan doradził na niedzielny obiad z rodziną?
-Jeśli mogę coś polecić, to radzę brać karkówkę – sporo rzeczy można przygotować.

-Dzień dobry, paliwo z piątki i te czerwone buty w rozmiarze 43.
-Wydaje mi się, że 43 już nie ma, ale zaraz sprawdzę w magazynie.

I tak można bez końca. To będzie przednia zabawa. Chociaż przypuszczam, że ludzie, którzy przyjechali tylko zatankować, raczej się nie uśmieją. Oni zaczną marzyć o stacjach, jakie testują już Chińczycy.

Tak oto zakaz handlu w niedziele może się zamienić w kabaret, który umili życie nawet w najbardziej pochmurne dni…