7

Z tej zmiany na Twitterze ucieszą się głównie… politycy

Twitter pozbył się aplikacji, które prezentowały wpisy usunięte przez polityków. Jako, że wpadki w mediach społecznościowych zdarzają się dosyć często i warto ważyć słowa tam, gdzie ogląda nas publika, politykom raczej nie podobały się sytuacje, w których nawet te wpisy, które zostały już usunięte dalej można było przeczytać w aplikacjach podpiętych do serwisu społecznościowego. Od […]

Twitter pozbył się aplikacji, które prezentowały wpisy usunięte przez polityków. Jako, że wpadki w mediach społecznościowych zdarzają się dosyć często i warto ważyć słowa tam, gdzie ogląda nas publika, politykom raczej nie podobały się sytuacje, w których nawet te wpisy, które zostały już usunięte dalej można było przeczytać w aplikacjach podpiętych do serwisu społecznościowego. Od teraz będzie to niemożliwe.

W ten weekend Twitter wyłączył dostęp dla dwóch głównych aplikacji, które korzystały z API Twittera po to, aby zapewnić dalszy dostęp do usuniętych wcześniej wpisów. Argumentacja Twittera jest w tym wypadku jednoznaczna – naruszono warunki korzystania z API, co według postanowień oznacza blokadę możliwości prezentowania takich treści w aplikacjach. Niektórzy jednak twierdzą, że jest to nawet zamach na dostęp do informacji w Internecie – jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do tego, że skoro coś już umieszcza się w Sieci, to taka treść tam zostaje.

diplotwoops

Banicja takich aplikacji jak Diplotwoops, czy Politwoops to przekazanie większej kontroli nad obiegiem treści politykom, co rzecz jasna społeczności nie może się podobać. Politycy również mogliby przykładać więcej uwagi do tego, co w ogóle piszą w social media i jak komunikują się z wyborcami. W prosty sposób mogą oni wyprzeć się ze stwierdzeń lub obietnic – wcześniej było to raczej niemożliwe. Dowody widniały właśnie w takich aplikacjach, jak te zablokowane przez Twittera.

Pojawia się zatem problem odpowiedzialności (a raczej jej braku) za to, co powiedziało się w przeszłości. Akurat w kwestii polityków jest to kluczowa kwestia. Ludzie lubią wiarygodne osoby zajmujące się polityką, a Twitter nie zapomniał, nawet, jeżeli polityk „technicznie wyparł się” swoich stwierdzeń na profilu. Teraz będzie mieć w takim działaniu dużo większe pole do popisu, a na przykład dziennikarze nie będą mogli podać jednoznacznych dowodów na kombinatorstwo. Smutne.

polit

Zastanawiam się, na ile ta decyzja była związana z jakimikolwiek naciskami ze strony polityków. Niestety, mniemam, że raczej spore. Nie sądzę, by serwis społecznościowy sam z siebie zajął się takimi aplikacjami – akcja wymierzona w serwisy „nieprawidłowo korzystające z API Twittera” była raczej działaniem z polecenia czołowych polityków USA.

Internet nośnikiem wiarygodności i wolności? Mrzonka.

Grafika: 1