1

Uroczy aż do granic, taki jest Yoshi’s Crafted World na Nintendo Switch

Nigdy nie byłem jakimś specjalnym fanem Yoshi'ego. Choć z seriami platformówek Nintendo jestem za pan brat od lat, to skupiająca się głównie na eksploracji i zaglądaniu w każdy kąt gra niekoniecznie trafiała w moje gusta. Ale skoro na rynek trafia kolejna "wydziergana" produkcja, to nie mogę przejść obok niej obojętnie. A Yoshi's Crafted World sięga po ten sam styl graficzny, co wydana na Wii U (a później także na 3DSa) Wooly World. Jak wypada nowe wcielenie Yoshi'ego w artystycznej oprawie?

Wszystkie przygody Yoshi’ego wyglądają z grubsza podobnie. Od startu do mety przemierzamy plansze uważając na wszelkiej maści pułapki, zręcznie połykając wrogów i zamieniając je na amunicję w postaci jaj, którymi można strzelać między planami, ale też… przed siebie! Do tego dochodzi opcja wzbicia się nieco do góry dzięki naszym skrzydłom, a także korzystanie z wielu atrybutów które napotkamy na naszej drodze. Można powiedzieć, że to klasyczna platformówka od Nintendo: przemyślana w każdym calu, kolorowa, urocza i ponadczasowa. Na pierwszy rzut oka jest też dziecinnie prosta — bo faktycznie, przebiegnięcie przez tamtejsze plansze nie sprawi wielkich problemów nikomu — nawet niewprawionym śmiałkom. Prawdziwe wyzwania zaczyna się wtedy, kiedy chcemy zdobyć wszelkie możliwe odznaczenia — ukończyć planszę z pełnym zestawem serduszek, wszystkimi kwiatkami i czerwonymi monetami… albo zrobić dodatkowe wyzwania związane z poszukiwaniem Poochych, które są typową czasówką. Wtedy to sprawy zaczynają się komplikować i Yoshi’s Crafted World pokazuje pazur.

Ale dobrze, że to robi — bo samo przebiegnięcie przez grę jest… dość niesatysfakcjonujące. Owszem, kilkadziesiąt przygotowanych dla nas poziomów dostarcza sporo frajdy — są zdecydowanie lepsze niż te z Wii U, ale w mojej opinii zabrakło więcej łamigłówek czy zręczniej ukrytych znajdziek. Po kilku poziomach wszystko zaczyna być jednak zbyt schematyczne, a co jakiś czas jesteśmy ze schematu wyrywani tylko dzięki nowym mechanikom, które to najczęściej wykorzystane są… dosłownie raz. Mimo wszystko bieganie w czaszce dinozaura, wyścigi, pływanie łódką czy zręcznie wykonane loty samolotowe zasługują na pochwałę. Szkoda tylko, że to jednorazowe występki z którego twórcy nie zrobili większego użytku.

Pod względem oprawy Yoshi’s Crafted World urzeka od wejścia. Mam słabość do „plastycznych” światów w platformówkach od Nintendo — niezależnie od tego czy jest to kraina pochłaniającego wszystkiego Kirby’ego, czy uroczego Yoshi’ego. Wycinankowo-włóczkowy styl jest na tyle baśniowy i uroczy, że trudno się w nim zauroczyć od wejścia. Tym bardziej, że twórcy dokonali wszelkich starań, by przykuć nas do ekranu na dłużej — zarówno w pojedynkę, jak i w parze. Tak, Yoshi’s Crafted World to zabawa przy której można spokojnie zasiąść także we dwójkę — i chociaż do recenzji ogrywałem ją w pojedynkę to jestem przekonany, że przy najbliższej okazji wrócę do świata na dłużej także z jakimś rzetelnym kompanem, by zdobyć tam wszystko co tylko się da!

Yoshi’s Crafted World to, jak można się było spodziewać, gra solidna. Dopracowana, kolorowa i ponadczasowa. Mechanika jest na tyle nieskomplikowana, że gra serwuje od groma frajdy teraz, ale za kilka czy kilkanaście lat będzie równie grywalna. Tym bardziej, że charakterystyczna oprawa prawdopodobnie w ogóle się nie zestarzeje. Jeżeli szukacie solidnej platformówki na Nintendo Switch i macie ochotę na coś innego, niż kolejne odgrzewane kotlety w formie portowanych indyków — to tytuł obok którego NIE MOŻECIE przejść obojętnie!