Felietony

Wyobraźcie sobie miny wnuków, gdy opowiecie im o telefonie stacjonarnym

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

25

Czytając wczoraj raport kwartalny Orange, zatrzymałem się na dłuższą chwilę przy informacjach dotyczących łączy stacjonarnych. Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz rozmawiałem przez telefon tego typu. Najlepiej z przewodem i tarczą. Te czasy wydają się naprawdę odległe, sam pewnie nigdy n...

Czytając wczoraj raport kwartalny Orange, zatrzymałem się na dłuższą chwilę przy informacjach dotyczących łączy stacjonarnych. Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz rozmawiałem przez telefon tego typu. Najlepiej z przewodem i tarczą. Te czasy wydają się naprawdę odległe, sam pewnie nigdy nie założę w domu telefonu stacjonarnego. A gdy opowiem o tym urządzeniu wnukom, to prawdopodobnie zrobią wielkie oczy.

Od lat nie mam kontaktu z telefonami stacjonarnymi. W swoim domu nie posiadam i posiadać pewnie nie będę. Rodzice też się go pozbyli i to już dobrych kilka lat temu. O dziwo numeru nie musiałem długo szukać w pamięci - natychmiast się pojawił. Stosunkowo szybko w domu rodzinnym stanął też telefon stacjonarny, ale bezprzewodowy. Namiastka komórki. I to robiło różnicę, można było przemieszczać się z jednego pomieszczenia do drugiego ze słuchawką. A wcześniej? Wcześniej przemieszczałeś się na tyle, na ile pozwalał przewód. Czyli niewiele.

Spora część osób nadal oczywiście posiada stacjonarny telefon w domu, nawet starsze aparaty. Urządzenia tego typu są też powszechnie spotykane w biurach czy urzędach, duży odsetek Polaków ma z nimi kontakt. Jednak będzie się on kurczył, coraz więcej osób będzie się zastanawiać, kiedy ostatni raz korzystała z takiego sprzętu. Podejrzewam, że w gronie moich rówieśników nie brakuje już takich ludzi. Za kilka dekad, to pokolenie opowie wnukom o stacjonarnym telefonie i pewnie wywoła spore zamieszanie, bo historyjka będzie dotyczyła obiektu muzealnego: co to znaczy, że nie można było przemieszczać się w trakcie rozmowy?

Podobnie będzie z innymi rzeczami, które dzisiaj uznajemy za oczywiste, ale też z takimi, które stanowiły naszą codzienność całkiem niedawno. Nie było cyfrowej dystrybucji treści? To jak kupowało się gry czy filmy? A skoro już o filmach mowa, to dlaczego stacja telewizyjna decydowała, o której masz go obejrzeć? Po co czekać, skoro na pstryknięcie palców ląduje na twoim smart TV? Limitowany Internet dostępny tylko z poziomu wielkiego pudła z ekranem o kiepskiej rozdzielczości? Klisza ograniczająca liczbę zdjęć do kilkudziesięciu i niemożność natychmiastowego wybrania najlepszego ujęcia? Nieprawdopodobne...

Jeden szokujący wątek goni kolejny, dziwna historia prowadzi do jeszcze dziwniejszej, trudno ogarnąć i uporządkować te wszystkie motywy. Przecież przykładów podobnych do tych przywołanych można podać znacznie więcej. Z dziadkowej opowieści wyłania się jakiś świat nie do życia. Skansen. Jak oni dawali radę pod koniec XX i na początku XXI wieku? Opowiadanie tego maluchom za kilka dekad będzie musiało w nas samych wzbudzać dziwne uczucia: no właśnie, jak człowiek dawał radę z tak wolnym Internetem? Jak radził sobie bez komórki organizującej życie?

Zakładam w tym wszystkim, że świat zmieni się bardzo poważnie w ciągu kilku dekad, ale tak przecież nie musi być. Co więcej, historia może zatoczyć koło i jakieś rozwiązanie powróci. Wtedy to my, starsze pokolenie możemy być zdziwieni.

PS Jeżeli ktoś z Was ma już wnuki, to niech sobie wyobrazi, że edukuje prawnuki ;)

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

zmiany