47

Weszło FM weszło z przytupem nocnym telefonem do pijanego Sławomira Peszki

Na początku lutego dzieliłem się z Wami swoimi przemyśleniami związanymi z debiutem sportowej internetowej rozgłośni Zapinamypasy.pl, za którą stoi Andrzej Twarowski, który to rozstał się z Canal+ w zeszłym roku. Już wtedy wiadomo było, że 9 lutego wystartuje kolejne Weszło FM, którego twórcą jest Krzysztof Stanowski z Weszlo.com.

Przesłuchałem Zapinamypasy.pl, postanowiłem dać szansę i Weszło FM. Przyznam szczerze, że ciężko było się oderwać, zwłaszcza podczas relacji na żywo ze stadionów polskiej Ekstraklasy. Słuchałem relacji z meczu Wisła Płock – Górnik Zabrze i powiem, że to było mistrzostwo świata. Polska liga nie należy do najbardziej atrakcyjnych do oglądania, ale podczas słuchania miało się wrażenie, że to Premier League:).

W sobotę fajnie relacjonowali kilka meczów na raz, przełączając się, gdy coś ciekawego się działo w poszczególnych relacjach. Ponadto rozmowy w studio prowadzących czy ze słuchaczami mocno na luzie, bez spinki i często zabawne, a do tego mocno spontaniczne, co dodawało im tylko uroku.

Ale to tylko jedna strona medalu, bo im bliżej wieczoru chłopaki luzowali coraz bardziej. Rozmowy ze słuchaczami już nie takie zabawne, były przekleństwa, a żarty mniej zabawne. Apogeum nastąpiło wczoraj w nocy, a właściwie dzisiaj, o 01:30 prowadzący program zadzwonił do Sławomira Peszki, który krótko mówiąc okazał się już bardzo zmęczony.

Dziś od rana Twitter huczy od głosów internautów, którzy podzielili się w ocenach. Większość ma niezły ubaw, ale część też jest zażenowana.

Sławomir Peszko to reprezentant kraju z szansami na wyjazd do Rosji na Mistrzostwa Świata, być może to mu nie zaszkodzi, może zaważy na tym, że jednak nie, nie wiem, ale wizerunkowo nie wygląda to dobrze. Wprawdzie to wolny kraj i każdy może pozwolić sobie w zaciszu domowym na takie akcje, jednak w przypadku oceny gry w poszczególnych meczach ta historia będzie wyciągana.

Co do radia, powinni się rozłączyć, a nie ciągnąć ten temat i jeszcze wkręcać go bardziej. Kamil Glik, którego nazwisko pojawiło się podczas tej rozmowy, odcina się od tego zupełnie. Pewnie samej rozgłośni nada to rozgłosu, przybędzie im sporo słuchaczy na start, ciekawe tylko na ile to wystarczy? Prawdopodobnie do kolejnej afery, choć teraz wszyscy będą czujniejsi.