18

W Polsce powstaną w końcu stacje wodorowe. Z entuzjazmem radzę się jednak wstrzymać

Coś zaczyna się dziać: Polska doczeka się w najbliższych latach pierwszych stacji paliw, na których będzie można zatankować samochód zasilany wodorem. I to jest dobra informacja. Cieszy także to, że w kolejnych latach takich inwestycji będzie przybywać. Zaczniemy kroczyć śladem np. Niemców, którzy zwracają coraz większą uwagę na wodór jako paliwo przyszłości. Problem polega na […]

Coś zaczyna się dziać: Polska doczeka się w najbliższych latach pierwszych stacji paliw, na których będzie można zatankować samochód zasilany wodorem. I to jest dobra informacja. Cieszy także to, że w kolejnych latach takich inwestycji będzie przybywać. Zaczniemy kroczyć śladem np. Niemców, którzy zwracają coraz większą uwagę na wodór jako paliwo przyszłości. Problem polega na tym, że działania w Polsce będą rozciągnięte w czasie – na rewolucję w najbliższych dekadach raczej bym nie liczył.

Kilka kwartałów temu miałem okazję uczestniczyć w prezentacji samochodu Toyota Mirai (Konrad już go nawet testował – odsyłam do materiału z jego wrażeniami). Wizja japońskiego koncernu jest bardzo ciekawa i pociągająca, ale firma zdaje sobie sprawę z tego, że zmiany potrwają długo, że wodór może być paliwem przyszłości, lecz to nie stanie się za kilka lat, potrzebne są zakrojone na szeroką skalę działania przybliżające nas do tego celu. Jednym z największych problemów jest dzisiaj infrastruktura. Aby zatankować samochód napędzany wodorem, trzeba skorzystać z dedykowanej mu stacji. A tych jest jak na lekarstwo i to na całym świecie. Aby to zmienić muszą ze sobą współpracować władze (centralne i lokalne) oraz biznes. I to szeroko pojęty biznes. Toyota sama sektora nie zmieni i zdaje sobie z tego sprawę.

Polska doczeka się stacji

Jak już pisałem, w Polsce zacznie powstawać odpowiednia infrastruktura:

Instytut Transportu Samochodowego opracował plany wdrożenia infrastruktury wodorowej w Polsce w ramach projektu HIT-2-Corridors. Działania te stanowią drugą część projektu HIT (Wodór dla Infrastruktury Transportu). – Pierwsze dwie stacje powstaną w Poznaniu i w Warszawie, kolejne w Trójmieście, Białymstoku, oraz na południu Polski, czyli w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu i Łodzi oczywiście – wylicza dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego dr hab. inż. Marcin Ślęzak. [źródło]

2016_Toyota_Fuel_Cell_Vehicle_041

Czy wszystkie zobaczymy już w przyszłym roku? Nie, na to nie ma niestety co liczyć – w najbliższych latach powstaną dwie pierwsze, tworzenie kolejnych może być rozłożone w czasie na kilkanaście lat. Gdy już się pojawią, posiadanie samochodu wodorowego w Polsce zacznie mieć sens, ale… na to trzeba będzie poczekać. Dla przykładu za Odrą sprawy posuwają się naprzód w innym tempie, nowe stacje będą liczone w dziesiątkach i nie trzeba na nie czekać do roku 2030. Na pocieszenie zostaje nam fakt, że nie jesteśmy jedynym krajem, który dopiero zaczyna motoryzacyjną przygodę z wodorem.

Tanio, bezpiecznie, ekologicznie

Na razie zakup samochodu zasilanego wodorem jest mało atrakcyjny (w Polsce pozbawiony sensu). To droga i raczej mało pociągająca zabawa. Ale wszystko może się zmienić wraz ze zwiększaniem skali przedsięwzięcia. Samochody zaczną tanieć, zmieni się także cena paliwa. Pewnie podobnie wyglądało to w przypadku paliw ropopochodnych, początkowo też było drogo, a wiele osób przekonywało, że to się nie może udać, bo nie osiągnie się odpowiedniej skali. Towar dla najbogatszych, luksus, o którym większość ludzi może pomarzyć. Wiek XX totalnie odmienił to myślenie. To samo może się stać z wodorem w obecnym stuleciu.

2016_Toyota_Fuel_Cell_Vehicle_018

Wodór to bezpieczne paliwo, instalacje w samochodach nie będą tykającą bombą. Warto przy tym podkreślić, że samochód zasilany wodorem to mała elektrownia – ten samochód można na dobra sprawę zaliczyć do grona „elektryków”. Nad klasycznymi samochodami zasilanymi energią elektryczna ma te przewagę, że tankuje się go 2-3 minuty, a na jednym baku można przejechać kilkaset kilometrów. Jeżeli producenci samochodów elektrycznych, np. Tesla nie dokonają w przyszłości poważnego progresu w zakresie zasilania, zasięgu swoich aut, to mogą mieć problem. Zwłaszcza, gdy wodór stanie się tani.

To paliwo można pozyskiwać z różnych źródeł. Istotne jest to, że każde państwo będzie w stanie produkować je na własną rękę – świat nie będzie (przynajmniej nie powinie być) uzależniony od dostaw z jednego kraju czy regionu. Zwiększanie skali produkcji, wprowadzanie nowych technologii i rozwiązań może sprawić, że paliwo stanie się atrakcyjne cenowo. Oczywiście trzeba przy tym pamiętać, iż cenę mogą potem wywindować podatki – na paliwo za grosze raczej nie ma co liczyć…

2016_toyota_fuel_cell_vehicle_009

Istotnym elementem układanki jest z pewnością fakt, iż mowa o zielonej energii. Efektem ubocznym używania takiego paliwa jest para wodna. Powietrze w miastach może się stać znacznie bardziej przyjazne mieszkańcom, spadnie zagrożenie ze strony smogu, który zabija na świecie kilka milionów ludzi. I to w jednym roku.

Atuty oczywiste, ale czy to wystarczy?

Na papierze wszystko wygląda świetnie, pozostaje przyklasnąć i czekać na zmiany. Przecież wiele czynników przemawia na korzyść tego rozwiązania. Sęk w tym, że teoria może nie wystarczyć, ten kierunek rozwoju nie jest taki oczywisty. Wiele zależy od tego, jak bardzo w projekty na tym polu zaangażują się duże firmy, koncerny motoryzacyjne, giganci z rynku paliw, firmy z sektora finansów. I jak na sprawę spojrzą władze. Mówienie o ekologii oraz świetlanej przyszłości nie wystarczy, inwestorzy muszą tu poczuć duże pieniądze i wpompować miliardy dolarów w interes. Jeśli do tego dojdzie, pojawi się ciekawa alternatywa na rynku moto.