amiga 1200
93

Moje ulubione gry z Amigi. Tytuły które po dziś dzień dają mi od groma frajdy!

Komputery Amiga to nie tylko masa wspomnień związanych z tamtejszymi programami, ale także solidna baza gier. Oto lista moich ulubieńców!

Amiga, debiutujący na rynku w 1985 roku komputer firmy Commodore, to dla wielu Polaków sprzęt kultowy. Narzędzie na którym swoją przygodę rozpoczynało wielu dzisiejszych programistów i grafików na stałe gości w sercach wielu z nich. Ale przecież to także platforma, na której nie brakowało wspaniałych gier — zarówno portów, jak i produkcji na wyłączność. Było ich tam pod dostatkiem i wierzę, że dla każdego lista tych najlepszych produkcji wyglądałaby inaczej. To mój złoty zestaw, do którego dziś również powracam z nieskrywaną przyjemnością — chociaż nie wykluczam, że w tej frajdzie którą odczuwam do dziś jest sporo… nostalgii.

Another World

O przygodówce Erica Chahi’ego napisano już bardzo dużo gorących słów. A fakt, że niemal w niezmienionej wersji wciąż jest ona wydawana na kolejne generacje sprzętowe mówi o niej chyba więcej, niż tysiąc słów — co jest dość zabawne, bowiem w grze nie pada ani jedno. A mimo wszystko autorowi udało się stworzyć wciągającą, chwytającą za serce, opowieść, pełną emocji i klimatu, którego nie poszczyciłby się żaden dobry film. Do dziś pamiętam wrażenie, które przed laty wywołało we mnie intro Another World. I szczerze? Za każdym razem wracając do gry mam ciarki!

International Tennis

Nie jestem specjalnym fanem gier sportowych, ale International Tennis to jeden z tych tytułów, na który zawsze dam się namówić. Prosty do bólu, bez żadnych zaawansowanych technik czy skombinowanych ruchów, a mimo wszystko dający się lubić. Prosta grafika, prosta mechanika, wyważony poziom trudności. Na tle dzisiejszych tytułów — absolutnie nic wybitnego, jednak wciąż lubię tam wygrać secik… albo kilka ;)

Mortal Kombat II

Mortal Kombat II to jedna z tych gier, które teoretycznie nigdy nie miały racji bytu na Amidze. Przede wszystkim dlatego, że ich podstawowy kontroler — czyli najczęściej joystick — miał… tylko jeden przycisk. A każdy szanujący się fan serii z pewnością wie, że nie licząc startu, to do ataków i obrony na innych platformach wykorzystywano ich pięć. Ale Probe Entertainment udowodnili, że się da. Ba, co więcej — całość udało się zamknąć na czterech dyskietkach, nie wydrzeć z treści (wszystkie ataki, animacje i wykończenia były na miejscu!), a do tego jeszcze okrasić najlepszą muzyką ze wszystkich dostępnych wersji. Jasne, przez ograniczony gameplay jest kawał za konkurencją, wszystko działa nieco wolniej i nie jest aż tak widowiskowe, ale z uśmiechem i ogromnym podziwem do niej wracam. No i są sekwencje ciosów, których nigdy nie zapomnę ;-)!

North & South

Choć na Amidze dobrych strategii nie brakowało (byli Settlersi, był Dune czy fenomenalne Syndicate), to na tej liście jedynym przedstawicielem gatunku będzie N&S — całą resztę poznawałem już nieco później, na PC. Turowa zabawa z sekwencjami zręcznościowymi była jedyną tego typu grą, której poświęcałem czas na Amidze — pełna humoru (aż trudno uwierzyć, że te wstawki kiedyś naprawdę potrafiły robić wrażenie), dystansu, komiksowa aż do bólu… no i można było się w nią bawić z przyjaciółmi!

Rod Land

Jako dziecko zagrywałem się w tę produkcję spod dłuta The Sales Curve jak szalony, nie miałem wówczas pojęcia że to port automatowej gry od Jaleco. Absolutnie nic by to pewnie w mojej sympatii do tego tytułu nie zmieniło: czysta frajda, w omijaniu i pokonywaniu przeciwników, zbieraniu kwiatów, walce o każde dodatkowe życie. No i te potyczki z bossami… ahh, ile w tym wszystkim emocji — szczególnie przy zabawie w trybie kooperacyjnym!

Shadow Fighter

Fantastyczna bijatyka włoskiego NAPS team. Nigdy nie udało się jej zdobyć większej popularności — wydana została na klasyczne Amigi oraz Amiga CD32 i słuch o niej zaginął. A szkoda, system może nie był specjalnie odkrywczy, ale szeroka paleta postaci z których każdy skrywał charakterystyczne dla siebie asy w rękawie uzupełniona świetną muzyką i cieszącymi oko arenami to zestaw, którego nie spotkamy wszędzie. Co więcej — działała w 25 klatkach na sekundę, a Amigi z AGA były w stanie zaoferować ich nawet 50 — coś pięknego!

Slam Tilt

Mówię pinball, myślę Slam Tilt. Niesamowita produkcja, która w 1996 roku, czyli kiedy trafiła na komputery, oczarowała mnie pod każdym względem. Byłem zachwycony przepięknymi stołami, zauroczony muzyką, no i nie dowierzałem, że może działać tak idealnie pod względem fizyki — coś pięknego! I właściwie po dziś dzień, jeżeli tylko mam ochotę na tego typu rozgrywkę to wracam właśnie Slam Tilta i tamtejszego stołu Night of the Demon.

Superfrog

Nintendo miało swojego Mario, Sega swojego Sonica, a Amiga… Superfroga! Klasyczna, dwuwymiarowa, platformówka z charakternym księciem, który po wypiciu oranżady zamienia się w… tytułowego bohatera. Kilka prostych komend, kolorowy świat i cały pakiet wyzwań, od których naprawdę trudno jest się oderwać. Co tu dużo mówić — jedna z tych gier, którą w czasach amigowych znać było trzeba, ale i dziś doskonale się broni!

Teenagent

Polska przygodówka, która po dziś dzień wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Daleko jej do klasyków z tamtych lat, jak produkcje Revolution Software, Sierry czy Lucasfilm, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Uwielbiam wybierać się na poszukiwania znikającego ze światowych banków złota z Markiem Hopperem, który nie tylko rozbraja mnie humorem, ale też pomysłowością ;-).

Worms: The Director’s Cut

Chyba w żadne Robale nie przegrałem w życiu tyle, co w Worms: The Director’s Cut. Udoskonalona wersja pierwszych Worms, z nowymi kolorami, nieco bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami, edytorem plansz, a co najważniejsze — całym pakietem nowych broni. Wydana kilka lat po podstawce czarowała i nie dawała się od siebie oderwać… i w sumie to wciąż odsłona serii, do której wracam najczęściej.

Grafika