24

Ubuntu, ubuntu, ubuntu… Linux Mint – Czyli jak przetrwać skutki powodzi w Tajlandii

Mniej więcej w czasie kiedy Tomasz pisał o wzroście cen dysków twardych, padł mi mój w moim netbooku Samsung N210. Ceny w sklepach na tyle mnie odstraszały (blisko połowa wartości tego netbooka a w MM pan powiedział. że nie ma w ogóle, bo ktoś przyszedł i wykupił całą dostawę, 50 sztuk), iż postanowiłem tymczasowo skorzystać […]

Mniej więcej w czasie kiedy Tomasz pisał o wzroście cen dysków twardych, padł mi mój w moim netbooku Samsung N210. Ceny w sklepach na tyle mnie odstraszały (blisko połowa wartości tego netbooka a w MM pan powiedział. że nie ma w ogóle, bo ktoś przyszedł i wykupił całą dostawę, 50 sztuk), iż postanowiłem tymczasowo skorzystać z tańszego rozwiązania.

Kupiłem za 90 zł pendriva 16GB i zainstalowałem na nim Ubuntu 11.10. Nie dało się korzystać, opóźnienia, zawieszanie się, ładowanie stron www trwające wieczność, uniemożliwiały korzystanie z tego netbooka. Przyszedł czas na Ubuntu 11.04, to samo. Wróciłem nawet do 10.04 LTS – doszły problemy z wykrywaniem USB. W akcie desperacji zainstalowałem nawet Puppy Linux:). Wizualnie nie przeszło.

W końcu trafiłem na stronę nowego instalatora obrazów Linuksa na USB. Dzięki niemu zdecydowałem się jeszcze na instalację Linux Mint, wcześniej odrzucałem tę opcję z uwagi, iż to przecież również Ubuntu. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. System postawiony na USB działa szybko i stabilnie. Nie wiesza się. Strony ładują się błyskawicznie, praktycznie nie czuć różnicy, że pracujemy na zewnętrznym napędzie.

Polecam to rozwiązanie wszystkim jako tymczasowe rozwiązanie w przypadku uszkodzenia dysku twardego. Na plusie określiłem to jako zdradę Ubuntu, ale tak naprawdę to tylko jedna z alternatyw, która się świetnie sprawdziła w moim przypadku.

Strona dystrybucji – Linux Mint. Polskie wsparcie