27

Tidal dzielnie walczy o przetrwanie, a ja lubię go coraz bardziej

Tidal, niegdyś WiMP, to jedna z usług, które w teorii nie powinny martwić się o swoją przyszłość. Streaming uważany jest za następny rozdział w historii rynku muzycznego, ale najwyraźniej nie dla każdego zainteresowanego znajdzie się na nim miejsce. Apple Music w walce o klientów "rozpycha się łokciami" osiągając całkiem niezłe rezultaty, tymczasem Tidal nie mając takiej marketingowej siły przebicia musi sięgać po inne działania.

Podejrzewam, że więkoszość z Was już domyśla się, o co może chodzić. Nie może być mowy o czymkolwiek innym, aniżeli materiały ekskluzywne, niedostępne nigdzie indziej. Właśnie taki zabieg przeprowadzono w ostatnim czasie – najnowszy album Kaney’ego Westa dostępny jest tylko w katalogu Tidal oraz na jego stronie internetowej, gdzie można zakupić cyfrowe wydanie płyty. Nawet jeśli taki stan rzeczy utrzymuje się tylko przez pewien okres, to szanse na zachęcenie pewnej liczby słuchaczy znacząco rosną. Dowodem na to, jest błyskawiczne wspięcie się na pozycję nr 1 aplikacji Tidal w App Store, po tym jak West poprosił fanów o wykupienie subskrypcji, ponieważ album nie trafi do ogólnej sprzedaży przez kolejny tydzień.

Włodarze usługi i artysta sporo ryzykują, bo mogą też w konsekwencji swoich działań „zmusić” fanów do wyboru mniej legalnych metod obcowania z muzyką, jednak w obecnej sytuacji Tidal musi postawić wszystko na jedną kartę. Według ostatnich statystyk należąca do rapera Jay Z usługa nie osiągnęła nawet liczby 1 miliona subskrybentów, co przy 11 milionach użytkowników Apple Music jest tragiczną porażką. Nie bójmy się skorzystać z takiego określenia.

Powodów takiej sytuacji jest wiele. Po Apple Music sięgnęły miliony posiadaczy iPhone’ów, iPodów, iPadów oraz MacBooków – po aż 3-miesięcznym okresie próbnym część z nich nie była najwyraźniej skora do „przeprowadzki” i przeniesienia własnych playlist czy listy ulubionych piosenek oraz albumów. Tidal nie dysponował taką bazą potencjalnych słuchaczy, a doścignienie Spotify było bardzo trudne jeszcze przed debiutem usługi streamingowej firmy z Cupertino.

Do zauważalnego wzostu zainteresowania Tidal nie przyczyniła się także głośna konferencja i wsparcie największych gwiazd niemalże każdego gatunku muzyki. Do Tidal mogła przekonać mnie jedynie najdroższa oferta Hi-Fi, w ramach której uzyskuje się możliwość odsłuchiwania muzyki w formacie bezstratnym – w takim scenariuszu upada jednak argument o niskich kosztach utrzymywania subskrypcji, gdyż zamiast ok. 20 złotych z portfela musimy wyciągnąć dwukrotnie więcej pieniędzy, a należy też wziąć pod uwagę dodatkowe koszty wyposażenia się w sprzęt dający maksymalną frajdę z odsłuchu muzyki w takiej jakości.

Tidal > Spotify

Żadną tajemnicą nie jest, że po Tidal sięgnąłem ponownie za sprawą układu, który zaproponował Play. Podobnie jak wielu innych klientów operatora mogę korzystać z Tidal bez dodatkowych opłat przez cały czas trwania umowy, a za kwotę 5 złotych można sprawić sobie nielimitowany transfer danych generowany przez aplikacje mobilne i zapomnieć o problemie.

Wraz z upływem czasu zorientowałem się, że aplikację Tidal, czy to na komputerze czy smartfonie, otwieram nieco częściej niż Spotify. A wpływ na to mają wręcz detale, szczegóły, drobnostki. Pierwszym z nich jest dostęp do oznaczonych jako ulubione treści, głównie w aplikacji mobilnej. Od razu po otwarciu panelu bocznego mogę przejść do albumów, playlist oraz utworów, a co najważniejsze(!) zapisanych w pamięci urządzenia kawałków. Spotify wymaga ode mnie jedynie jednego kroku więcej, wyboru pozycji „Twoja muzyka”, ale często jest to o ten jeden krok za dużo.

Muzyka, muzyka, muzyka

Drugą sprawa, w której dostrzegam przewagę Tidal nad Spotify jest wyraźnie szybszy start oraz wczytywanie treści w aplikacji na smartfonie oraz możliwość przełączenia się w tryb offline bezpośrednio, a jakże, z poziomu panelu bocznego. Nie podobają mi się też zapędy Spotify w walce o rynek podcastów oraz wideoklipów – czy naprawdę potrzebujemy kolejnego serwisu, gdzie będą publikowane urywki programów typu talk-show czy innych?

Tidal skupia się na muzyce, oferuje teledyski, materiały zza kulis czy koncerty. Takie działania są zdecydowanie bardziej potrzebne i nastawione na potrzeby słuchacza. Owszem, Tidal nie oferuje cotygodniowej playlisty przygotowanej tylko dla mnie, a aplikacja desktopowa jest jedynie stroną internetową „w pudełku” aplikacji. Nie przeszkadza mi to jednak na tyle, bym mógł bez zastanowienia wskazać w tym pojedynku na Spotify, jako usługę bezkonkurencyjną, nie dając zupełnie szans Tidalowi, który przekonuje mnie do siebie w coraz większym stopniu z każdym dniem.